Ugotowani po toruńsku

Ugotowani - sezon 5, odcinek 13.
Trzynasty odcinek, choć według przesądnych powinien być pechowy, jednemu z mieszkańców Torunia przyniósł kilka tysięcy nagrody i uchronił od zostania ugotowanym.

Arogancki Tomasz
Pierwszy gospodarz dzisiejszego odcinka Ugotowanych to człowiek zdecydowanie zarozumiały, pyszny i arogancki, choć w pierwszej chwili wydawał się być całkiem w porządku. Zawodowo zajmuje się on marketingiem medycznym, pomagając stomatologom rozwiązać problemy biznesowe (jest więc stomatologiczną Magdą Gessler). Od niedawna pasjonuje się bieganiem. Twierdzi, że jego gotowanie jest jak najlepszy seks. Ostrzega również, że gra i gotuje tak samo, czyli ostro. Dla swych gości przygotował menu we włoskim stylu, serwując kolejno: Kozią idyllę w gondoli, Skarb Marco Polo oraz Fioletowy wenecki sen. Choć w czasie programu często zdarzało mu się powtarzać, jakie to jego dania nie były cudowne, faktem jest, że deser przypominał podeszwę, w którą ciężko było się choćby wgryźć, a co dopiero zjeść do końca. Atrakcją uczynił grę w kalambury, przy czym odgadywało się nie filmy, a programy stacji TVN. Wygrała drużyna żeńska, a panie dostały plastikowe korony. Po kolacji, podczas przydzielania punktów, okazało się, że Tomasz dobrze przewidział swoje pierwsze miejsce. Szkoda tylko, że było to miejsce pierwsze od końca.

Zakręcona Agnieszka

Sympatyczna kobietka, aktualna mistrzyni Polski we fryzjerstwie artystycznym, marząca od zdobyciu tytułu mistrza świata. W czasie wolnym zajmuje się renowacją mebli oraz projektowaniem odzieży. Uważa się za choleryczkę, osobę energiczną, ale i bardzo pracowitą. Jest wesoła i zdecydowanie sprawdziła się w roli gospodyni. Dla współzawodników przygotowała Wulkaniczną paprykę, Futbolki mięsne i Zezowate melonowe szczęście. Po jedzeniu zorganizowała konkurs fryzjersko-stylizatorski, który wygrała Magda, w nagrodę dostając jedną z koszulek projektu Agnieszki. Oceny dostała podobne do poprzednika, choć byłyby wyższe, gdyby nie brudny widelec Marcina i ciepłe wino, które podała do kolacji. Koniec końców stanęło na 19 punktach, a Aga zajęła trzecie miejsce.

Swojski Marcin
Miłośnik wsi, wykształcony inżynier, od pięciu lat spawacz, a z zamiłowania gracz rugby. Wcześniej jego hobby była walka muay thai, ale któż nie zmienia zainteresowań? Marcin przyznał, że lubi rywalizację, a także posiada cechy przywódcy. Dla gości przygotował swojskie menu, wykorzystując umiejętności masarskie, które zdobył dzięki ojcu. W ramach przystawki podał własnoręcznie upieczony chleb - coś cudownego, a także domowe kiełbasy, pasztety i różnorakie mięsa. Do wyboru, do koloru. Później goście mogli skosztować równie ciężkich i tłustych (za co stracił parę punktów) Tajskich doznań oraz Rozpuszczonej baby, która była deserem numer jeden tego odcinka. W ramach rozrywki zaproponował współzawodnikom małą lekcję masarstwa, do której nie wszyscy podeszli z entuzjazmem. Marcin zdobył jednak trzy szczęśliwe siódemki, zajmując drugie miejsce.

Dziecięca Magdalena
Spokojna i miła bizneswoman zarządzająca dziewięcioma przedszkolami. Po pracy gra w teatrze, a także zajmuje się własnymi dziećmi. W zasadzie, jak sama mówi, z dziećmi wiąże wszystko - pracę, dom, kuchnię. Na swojej kolacji była ubrana cudownie, na co każdy gość zwrócił uwagę. Przygotowała artystyczne menu, czyli Nadzianego pyszałka (który wszystkim jednoznacznie skojarzył się z Tomaszem), Świeżo upieczone aktoreczki oraz Napuszoną balerinę. Atrakcje były dwie - do dania głównego użyła podwójnych talerzy, między które goście wpuścili wodę i barwniki spożywcze, tworząc wielobarwną, żywą mozaikę. Deser zaś podany został przez zaproszoną balerinę-mima w różowej sukience. O ile prezentacja deseru była ciekawa, o tyle minus stanowił fakt, iż biedna balerina została z uczestnikami do końca kolacji, nieruchoma, obserwując jak jedzą torciki bezowe. Aż dziwne, że nikt nie poczuł się skrępowany, a przynajmniej nikt o tym nie powiedział do kamery. Magdalena za swoje wysiłki otrzymała 22 punkty, a tym samym sprawiła, że reszta została ugotowana. O ile za atrakcje zasłużyła na taką punktację, o tyle za same dania dostałaby o wiele mniej. Czy wynik był zatem sprawiedliwy? Ja wolałam, żeby wygrał Marcin, ale co człowiek, to opinia. Najważniejsze, że Tomaszowi dostało się jego wymarzone "pierwsze" miejsce.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Fot. TVN



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat