Sportowa Aleksandra
Pierwszym gospodarzem, a raczej gospodynią dzisiejszego odcinka, okazała się szczypiornistka, brązowa medalistka i rozgrywająca zespołu AZS Politechnika Koszalińska. Ilekroć patrzyłam na jej uśmiechniętą twarz, widziałam przed oczami Romę Gąsiorowską, tyle że w ciemnych włosach. Ola-fasola jest optymistką będącą na makaronowej diecie oraz uwielbiającą mówić „tadam!”. Powiedzenie to wykorzystała nawet jako nazwę deseru. Pozostałe dania to: Idzie pani na szpileczkach – przystawka nawiązująca do szpilkowego fetyszyzmu Oli oraz Biało-zielony przypływ mocy. W ramach atrakcji zaciągnęła współzawodników do Sali gimnastycznej, gdzie mieli okazję pobiegać i porozciągać się w towarzystwie dzieci. Była to jednak rozrywka nietrafiona z racji pory – najedzonym brzuchom niedobrze się biega, a także formy – nie wszyscy tęsknią za lekcjami wfu rodem ze szkoły średniej. Fasola zgromadziła 18 punktów, zajmując czwarte miejsce i nie łapiąc się tym samym na podium.
Artystyczny Rafał
„Artysta” to idealne słowo opisujące drugiego gospodarza. Kto oglądał odcinek, ten wie, a kto ma tę przyjemność dopiero przed sobą, na pewno zrozumie. Rafał jest kierownikiem biura promocji teatru oraz współorganizatorem festiwali. Nie lubi sałatek, szpinaku, owoców morza, sportu i zwykłego stylu życia. Kocha za to gotowanie, sztukę i szaliki. Dla swych gości przygotował atrakcję już na wstępie. Zabrał ich bowiem do teatru, gdzie w garderobie mieli okazję wybrać sobie strój, a potem odegrać role na prawdziwej scenie. Atrakcja na pięć z plusem! Po zabawie zaprosił ich do mieszkania, gdzie podał kolejno: Nadziane zielone, Perłę na talerzu oraz Tort Sachera. Tworząc danie główne powiedział „przypraw nigdy za mało”. Hmm? Czasem jednak punktów jest za mało, bo otrzymując ich 21, niestety nie ugotował pozostałych zawodników.
Alternatywna Marta
Artystka, choć w innym sensie, niż Rafał. Pracuje w muzeum, gdzie kieruje działem sztuki współczesnej. Stawia na luźne stroje i raczej nie przywiązuje wagi do ich dobierania. Nosi dredy, lubi ostre jedzenie oraz twierdzi, że kuchnia meksykańska świetnie ją wyraża. Swoje menu przygotowała w języku angielskim, z bliżej nieokreślonego powodu. Dania nazwała: Purple submarine, Mexican fire oraz Chocolate dream. W ramach atrakcji wręczyła gościom laleczki z jakiejś masy oraz farby. Po wykonaniu takiej laleczki należało umieścić ją we własnym domu, żeby przynosiła szczęście. Zajęcie ciekawe, no i pamiątka zostaje. Marta zdobyła 24 punkty, tym samym wygrywając dzisiejszy odcinek.
Renesansowy Marek
Mężczyzna przywodzący na myśl Szkota lub Irlandczyka. Manager w korporacji produkującej telefony komórkowe. Modnie i młodzieżowo ubrany gadżeciarz. Także człowiek renesansu – jak sam o sobie powiedział. Marek przykłada dużą wagę do gotowania twierdząc, że człowiek jest tym, co je. Lubi przygotowywać potrawy zdrowe i smaczne. Uważa także, że gotować należy tylko wtedy, gdy płynie to z serca. Inaczej nic się nie uda. Jemu na szczęście się udało, bo goście po skosztowaniu jego Rogatych brzoskwiń, Tygrysich wakacji oraz Chmur spieczonych słońcem, przyznali mu 21 punktów. Przygotowany przez Marka deser zyskał także miano najlepszego deseru odcinka. Szkoda tylko, że atrakcja nie do końca się udała, gdyż z powodów pogodowych nie mógł zabrać gości w rejs własną żaglówką. Nie przeszkodziło mu to jednak w zaprezentowaniu im pokładu i poczęstowaniu jakimś świństwem w ramach pasowania. Zupełnie jak na koloni! Jak już pisałam – nie wygrał, ale gdyby nie marne 5 punktów przyznane przez Rafała, Marek miałby szanse na zwycięstwo. Albo chociaż drugie, własne miejsce. Niestety, w tej sytuacji mamy remis. No ale cóż, któż zrozumie prawdziwie artystyczną duszę?
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Fot. Archiwum TVN
Komentarze