Kuba
Pierwszy uczestnik dał się poznać jako pasjonat dawnych czasów. Zarobkowo oprowadza bowiem przyjezdnych po Nowej Hucie, którą Polacy traktują z sentymentem, a zagraniczni jako coś wyjątkowego i atrakcyjnego. Swoje mieszkanie urządził w komunistycznym stylu, przez co przekroczenie progu gwarantuje gościom podróż w czasie. Urodził się w Sosnowcu, a potem przewędrował do Krakowa, gdzie mieszka do dziś. Jest dumnym posiadaczem zabytkowej Nysy, którą – w ramach poobiedniej atrakcji – przewiózł współuczestników po znanych sobie terenach. Jego dania były ciekawe, a ich nazwy nie zdradzały użytych składników. Przystawkowy Zestaw Surówek był najzwyczajniejszą sałatką, niestety mało zachęcającą, obiadowa Sztuka mięsa polędwicą wołową, a deserowy Zestaw obowiązkowy ciastem czekoladowym, które oszacował na siedem tysięcy kalorii. Warto było jednak przymknąć oko na ewentualną dietę i zakosztować tego niepozornego, lekkiego, estetycznie cudownego i delikatnego deseru. Choć coś mu tam nie wyszło, szybko zamaskował ten fakt i nikt się nie zorientował, że miało być nieco inaczej. Kuba zebrał 23 punkty – i choć później zbyt skromnie powiedział, że powinien być na ostatnim miejscu – mogę zdradzić, że wcale tak nisko się nie uplasował.
Monika
Choć Monikę poznaliśmy jako trzecią, to ona organizowała obiad numer dwa. Już w przeddzień przy stole zdradziła, że jest prawnikiem – adwokatem, a dodatkowo z krótkiego wstępu o niej dowiedzieliśmy się, że ma dwie córki, męża, jest zodiakalnym skorpionem (a także wierzy w horoskopy), urodziła się w Lidzbarku, tworzy własne przepisy kulinarne oraz uprawia „seksowne gotowanie”, cokolwiek by to miało znaczyć. Gości przywitała wyściełając klatkę schodową czerwonymi i żółtymi płatkami róż, a także zaskoczyła ich (oraz nas) cudownym, kobiecym wystrojem mieszkania i ogromną, stylową łazienką. Czy znalazła się choć jedna pani przed telewizorem, która nie pozazdrościła jej takiego gniazdka? Ciężko byłoby w to uwierzyć. Estetyka – zarówno mieszkania, jak i potraw Moniki – zasłużyła na bezwarunkowe dziesięć. Zabrakło niestety atrakcji, chyba że za taką miało robić posiedzenie na pełnym bujnej roślinności, wielkim tarasie, z którego rozciągał się piękny widok. Gospodyni na powitanie przygotowała Niewinną sałatę z jadalnymi kwiatami, na obiad Wrobioną cielęcinę pochwaloną za delikatność i Corpus delicji końca lata, co po polsku oznacza „dowód rzeczowy”. Zagadkowe danie wyglądało jak dwie babki – panna cotta i galaretka, ale okazało się czymś zupełnie innym. Choć Konstancja ją pochwaliła, do kamery skrytykowała za gorzki smak (inni mówili, że kwaśny). Tak czy owak, estetycznie było w porządku. Co do dania głównego, to włoski Jarek pomarudził, że makaronu nie łączy się z mięsem, ale nie przeszkadzało mu to zjeść całości do ostatniego okruszka. Monika zdobyła dziewiętnaście punktów, choć byłam pewna, że przebije Kubę.
Konstancja
To drugi odcinek (pod rząd), gdzie uczestniczką jest młoda i piękna dziewczyna. Tym razem Polka, urodzona w Olkuszu, ale aktualnie zamieszkująca Kraków. Prowadzi własną firmę, gdzie projektuje ślubne i wieczorowe suknie. Kocha sport oraz spotkania z rodziną i znajomymi. Uprawia kick-boxing i tańczy zumbę. Jest także pierwszą uczestniczką Ugotowanych, która podczas jednego z „monologów do kamery”, siedziała w wannie swej rywalki. Na jej kolacji mogliśmy zobaczyć, że Ugotowani zdobyli nowego sponsora. O ile w nowym sezonie nie widuje się tylu zbliżeń na Almę, piękne oko kamery uchwyciło podczas nalewania „przypadkowo” idealnie ustawiony sok Cappy. Gdyby ktoś nie zwrócił uwagi, padło dodatkowe pytanie „Ktoś chce soku?”. A więc teraz powinniśmy lecieć do sklepu po Cappy, ale klops, bo dziś prawie wszystko nieczynne. Uleganie wpływowi ukrytej reklamy musimy zatem pozostawić na jutro. Wracając do Konstancji, wbrew temu, co wielokrotnie powtarzała, potrafiła gotować. Na deser podała Daktylowo-migdałowe uniesienie. Na sam wydźwięk nazwy można zalać się śliną. Szkoda tylko, że w środku był kozi ser. Daniem głównym okazała się Wieprzowa przyjemność, czyli mięso z owocami i ziemniaczana papka na andrutach, rodem z przepisu babci. Deser to Czekolada rozkochana w chilli, którą albo się lubi, albo nienawidzi. Połączenie słodyczy i ostrości jest specyficzne i nie wszystkim podchodzi, co też dało się zauważyć podczas wypowiedzi Jarka. Deserowi nie można za to odmówić estetyki. Konstancja – może z racji braku atrakcji – zdobyła dziewiętnaście punktów i zrównała się z poprzedniczką.
Jarek
Jeśli każdy odcinek musi mieć swą czarną owcę, to tym razem był nią właśnie Jarek. Wychowany we Włoszech, gdzie wyćwiczył się w poczuciu wyższości i zarozumiałości. W Krakowie mieszka od jedenastu lat. Organizator sportów zimowych i właściciel biura podróży. Jak każdy Włoch, pasjonuje się gotowaniem i – jak sądzi – robi to najlepiej. Podczas przygotowywanego przez siebie obiadu poprowadził wątpliwie ciekawy wykład o tym, jak się powinno gotować, a czego nie wolno robić pod żadnym pozorem. Oprócz tego opowiadał absolutnie nie śmieszne kawały i obraził Monikę, witając ją pełnymi zawodu słowami „Konstancji spodziewałem się”, czego nie omieszkał powtórzyć młodej dziewczynie. Jedzenie przygotowywał na bieżąco, zmuszając gości do patrzenia. Całokształt – łącznie z przewiezieniem współzawodników swym czerwonym Ferrari – ocenił na 9. Ubrał się jak szef kuchni i nie zapominał pokazywać uczestnikom, gdzie ich miejsce. Podana przez niego przystawka – Włoskie delicje – była wielka, jak danie główne i składała się z makaronu penne. Obiadowe talerze zaszczyciły porcje pieczonego Turbota po sardyńsku, a w ramach deseru zaserwował wariację na temat tiramisu, czyli Tiramisu frutti di bosco (owoce leśne w liczbie mnogiej), co dało Monice szansę na odgryzienie się za wcześniejszy słowny policzek i rozbicie jej wazonu podczas wygłupów. Choć był przekonany, że wygraną ma w kieszeni, musiał obejść się smakiem, lądując na drugim miejscu. Daje nam pełen obraz sytuacji, z której już możemy wywnioskować, że wygrał Kuba. I niech tak będzie. Choć równie dobrze mógłby zremisować z Moniką, taki wynik też był satysfakcjonujący.
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Fot. TVN
Komentarze