Wirująca tancereczka
Magda nie lubi tańca, ona go kocha. Na co dzień zajmuje się zaszczepianiem miłości do swej pasji w innych, układaniem choreografii oraz kulinarnymi eksperymentami. Współzawodnikom dała się poznać, jako osoba sympatyczna, bezkonfliktowa i wyluzowana. W racji, że przygotowywała kolację jako pierwsza, nie wiedziała, czego ma się spodziewać. W swym menu zaproponowała Moutabbal (czyli przystawkę z wykorzystaniem bakłażanów), Wybuchową ucztę rybną oraz Cynamonowo-gruszkowe tango. Do wszystkiego użyła pasty tahini, co z jednej strony było dobrym (bo smacznym) posunięciem, z drugiej jednak ryzykownym, bo zbyt duże ilości sezamu zapychały uczestników. Z kolacji wyszli więc przejedzeni i ociężali, ale jak najbardziej zadowoleni. Wielka szkoda, że u Magdy zabrakło atrakcji. Gdyby przed deserem zafundowała gościom małą lekcję tańca, z pewnością w ich brzuchach zrobiłoby się więcej miejsca na dalsze jedzenie i nie narzekaliby tak na sezam. Koniec końców dostała jednak 20 punktów, więc nie miała na co narzekać.
Rajdowiec w kratkę
Miłośnik dziewiczych samochodów i koszul w kratę. W przeszłości studiował politologię, obecnie zajmuje się kreowaniem reklam w internecie oraz prowadzeniem kulinarnego bloga. Swoim gościom, jeszcze przed rozpoczęciem kolacji, zafundował atrakcję w postaci przejazdu rajdowym samochodem. Muszę przyznać, że patrząc, jak wszyscy się świetnie bawili, sama zamarzyłam o takiej przejażdżce. Następnie, głodni i roztrzęsieni, udali się do domu Marcina, gdzie dość długo musieli czekać na posiłki. Dom był bardzo „domowy” – zwykły, bez udziwnień i nowoczesności. Aż miło było popatrzeć, że wreszcie jakiś uczestnik mieszka tak, jak zwykły, przeciętny widz TVNu. W czasie przygotowywania dań, Marcin zauważył, że kobiety mają skłonność do oblizywania „niebezpiecznych” urządzeń wysmarowanych resztkami. Szczególnie słodkimi. Nigdy nie zastanawiałam się, czy to przypadłość czysto damska, ale fakt – oblizywanie jest nieodłączną częścią gotowania. Następnie, aby przedłużyć czas „części rozrywkowej”, Marcin zaproponował gościom degustację whisky (którą także dodał do deseru). Dziewczyny szybko wymiękły, ale Tomasz dotrzymał mu kroku. Menu było ciekawe i przede wszystkim nawiązujące do kultury Wrocławia (Breslauer Tatar, Hipster Burger oraz DWR), jednak robione raczej z myślą o wytrzymałych uczestnikach. Nie każdy bowiem cieszył się na tatar i podobnie nie każdemu uśmiechało się przyjmować takie ilości alkoholu. Podsumowując, całość wieczoru była nierówna. Marcin zapewnił genialne atrakcje, ale długość oczekiwania na posiłki i ich jakość nie zasłużyły na dziesiątki. Otrzymał 16 punktów, przegrywając tym samym z poprzedniczą.
Brytyjkosmopolitka wrocławska
Karolina to mama trzyletniej dziewczynki, kobieta wesoła i zadowolona z życia. Pracuje w dziale obsługi amerykańskiej firmy telekomunikacyjnej. Przez sześć lat mieszkała w Londynie, przez co do dziś kocha wszystko, co brytyjskie. Aby zaszczepić tę miłość w współzawodnikach oraz udowodnić im, że brytyjska kuchnia nie jest monotonna czy niezdrowa, postanowiła uczynić z niej motyw przewodni swego przyjęcia. Na początku programu, kiedy opowiadała o sobie, znajdowała się w sklepie ze słodką manufakturą, na którą nie dało się nie zwrócić uwagi. Padła także ofiarą bardzo subtelnej, ukrytej reklamy Lidla, sponsorującego tegoroczną edycję „Ugotowanych”, a podczas ujęć jej domu, dało się zauważyć, że ma w kuchni pralkę. Podczas kolacji zaserwowała Placuszki rybaka, Kociołek pasterza oraz Cytrynową miłość wyspiarzy. Choć miałam już nie pisać o kieliszkach, jakie stawiają na stole gospodarze, u niej pojawiły się tak wyjątkowe – zielone, że aż poczułam obowiązek, by o nich wspomnieć. Po kolacji Karolina zafundowała gościom odprężającą, kreatywną zabawę, podczas której własnoręcznie wykonali biżuterię. Poobiednich kalorii nie spalili, ale za to spędzili miłe chwile, które docenili, przyznając gospodyni 22 punkty.
Zębowy Wróż
Zawodowy stomatolog, pracujący jako zaopatrzeniowiec gabinetów dentystycznych. W kuchni czarodziej – wielkimi rękami udekoruje nawet najmniejsze i najbardziej wymagające potrawy. Właściciel wielkiego, pokaźnego i pięknego domu, a także głowa rodziny, do której miłość widać w każdym centymetrze kwadratowym tego domu. Dla gości przygotował Figi nadziewane, Indyka oraz Zmysłowego Pana Banana. O ile przystawka była pomysłowa, a dania głównego sama chętnie bym spróbowała, o tyle deser nie wyglądał zbyt apetycznie. Z płonącym bananem miałam już okazję się spotkać i wiem, że wcale nie musi wyglądać tak „cherlawie” i szaro. Niestety, nie tylko wygląd był jego wadą. Uznano za nią także wielkość (Karolina) i smak (Magda). Ratunkiem była za to atrakcja, czyli alternatywna wersja kalamburów, w której goście mieli zgadywać nazwy filmów, z których pochodziły przedstawiane przez Tomasza scenki kulinarne. Było przy tym dużo śmiechu i dobrej zabawy. Na koniec gospodarz powiedział, że walka o zwycięstwo zapewne rozegra się między nim, a Karoliną. Nic bardziej mylnego. Choć Karolina definitywnie wygrywała, Tomasz znalazł się dopiero na trzecim miejscu, wraz z Marcinem. Na szczęście dzielnie zniósł tę porażkę, godząc się, że byli lepsi. A w zasadzie to lepsze, bo w tym odcinku, to kobiety były górą.
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Fot. Archiwum TVN
Komentarze