W cieniu legendy, ale z własnym głosem

Baylee Littrell, syn Briana Littrella z Backstreet Boys, buduje własną muzyczną drogę. Wsparcie ojca, rodzinne dziedzictwo i potrzeba niezależności tworzą historię o dorastaniu w cieniu sławy.
Dorastanie w rodzinie światowej gwiazdy muzyki może przypominać spacer po linie rozpiętej między dumą a ogromnymi oczekiwaniami.

Z jednej strony otwierają się drzwi do świata, o którym inni mogą jedynie marzyć, z drugiej – każde osiągnięcie bywa porównywane z sukcesami sławnego rodzica. Baylee Littrell, syn Briana Littrella z Backstreet Boys, od najmłodszych lat żył w rytmie koncertów, prób i podróży. Dziś coraz odważniej buduje własną karierę, a jego ojciec pozostaje nie tylko mentorem, lecz przede wszystkim największym kibicem.

Dla większości dzieci domem są cztery ściany i ogród za oknem. Dla Baylee'ego przez wiele lat domem były również autobusy koncertowe, garderoby i ogromne hale wypełnione tysiącami fanów. Sam wspominał, że jego pierwszym dziecięcym łóżeczkiem była koja w autobusie podczas trasy koncertowej, a dorastanie wśród muzyków sprawiło, że scena stała się dla niego czymś równie naturalnym jak szkolna sala lekcyjna. Już jako kilkuletni chłopiec obserwował próby Backstreet Boys, uczestniczył w soundcheckach i z bliska poznawał kulisy życia jednej z najpopularniejszych grup popowych świata. Dla małego chłopca scena nie była miejscem niedostępnym, lecz drugim domem, w którym czuł się bezpiecznie. Zanim nauczył się rozumieć fenomen Backstreet Boys, znał ich przede wszystkim jako ludzi, którzy żartowali, bawili się z nim i traktowali go jak własnego siostrzeńca. Najbliższa relacja, poza oczywiście Brianem, łączyła go z AJ McLeanem. Baylee niejednokrotnie mówił, że AJ był dla niego zabawnym „wujkiem”, mistrzem żartów i osobą, która zawsze potrafiła rozluźnić atmosferę. Sam przyznawał również, że to właśnie AJ należał do jego ulubionych członków zespołu, a ich wspólne poczucie humoru sprawiało, że dzieciństwo w trasie było pełne śmiechu. Równie serdeczne więzi łączyły go z Nickiem Carterem, Howiem Dorough i Kevinem Richardsonem. Do dziś określa ich mianem swoich „wujków”, choć wszyscy od dawna traktują go jak dorosłego artystę.

Dorastanie u boku światowych gwiazd miało jednak także mniej oczywistą stronę. Baylee przyznawał, że przez sławę ojca nie zawsze łatwo było mu nawiązywać przyjaźnie z rówieśnikami. Wielu ludzi miało o nim gotowe wyobrażenia, zanim zdążyli go poznać. Z jednej strony otrzymywał wyjątkowe doświadczenia, o których większość dzieci mogła jedynie marzyć, z drugiej musiał nauczyć się odnajdywać własną tożsamość poza cieniem słynnego nazwiska. Ciekawostką jest fakt, że fani Backstreet Boys również obserwowali dorastanie Baylee'ego niemal od kołyski. Najpierw pojawiał się podczas prób dźwięku z dziecięcym mikrofonem, później występował jako support przed koncertami zespołu, aż w końcu rozpoczął własną karierę muzyczną. Członkowie Backstreet Boys wielokrotnie wspierali go za kulisami, dopingowali podczas występów i podkreślali, że są dumni z jego determinacji. Nie chcieli jednak, aby odnosił sukces wyłącznie dzięki ich nazwiskom – zależało im, by publiczność poznała przede wszystkim jego talent.

To właśnie ta równowaga między rodzinną bliskością a zawodowym szacunkiem wydaje się najcenniejszym elementem ich relacji. Baylee dorastał wśród ludzi, którzy osiągnęli światowy sukces, ale jednocześnie obserwował ich zwyczajne rozmowy, wspólne posiłki i codzienne żarty. Brian i jego żona Leighanne od początku starali się, by syn nie żył wyłącznie sławą ojca. Baylee sam też podkreślał, że zależy mu na wypracowaniu własnego stylu muzycznego. Początkowo związał swoją twórczość z muzyką country, później zaczął coraz śmielej eksperymentować z popem i nowoczesnym brzmieniem.

Nowym rozdziałem okazał się singiel „So Be It”, wydany w czerwcu 2026 roku. Artysta określa go jako początek bardziej osobistego etapu swojej kariery. Utwór, który Baylee sam napisał i współprodukował, odchodzi od klasycznego country na rzecz współczesnego popu i R&B, nawiązując do muzyki, której słuchał, dorastając u boku ojca. To jednocześnie zapowiedź nowego albumu i wyraźny sygnał, że chce być rozpoznawany przede wszystkim jako samodzielny twórca.

Brian Littrell nie ukrywa dumy z osiągnięć syna. Podczas udziału Baylee'ego w programie „American Idol” otwarcie mówił o wzruszeniu i podkreślał, że najważniejsze jest dla niego nie miejsce w konkursie, lecz pracowitość, pokora i wytrwałość syna. Po zakończeniu programu publicznie zapewnił go, że zawsze będzie stał po jego stronie, niezależnie od wyników czy opinii innych. Takie wsparcie stało się dla młodego muzyka bezpieczną przystanią w świecie pełnym ocen i porównań.

Ciekawostką jest fakt, że Baylee przez lata żartował, iż marzył o byciu „szóstym Backstreet Boyem”. Z czasem zrozumiał jednak, że największym sukcesem będzie stworzenie własnej historii. Brian również podkreślał, że nie chce prowadzić syna gotową ścieżką, lecz dać mu przestrzeń na odnalezienie własnego głosu i własnej publiczności.    

Historia Briana i Baylee'ego Littrellów pokazuje, że prawdziwe dziedzictwo nie polega na kopiowaniu sukcesów poprzedniego pokolenia. Jest raczej jak melodia przekazywana dalej – ta sama w emocjach, lecz za każdym razem wybrzmiewająca w nowej aranżacji. Brian pozostaje symbolem jednej z największych grup popowych świata, a Baylee cierpliwie dopisuje do tej rodzinnej opowieści własny rozdział, udowadniając, że największym wsparciem nie jest sława, lecz obecność i wiara najbliższych.

Joanna Sieg-Ulanowicz

Fot. Wygenerowano AI



Komentarze




Newsletter

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat