Nie jestem kulturoznawcą, ale wiem jedno: to, jak wyrażamy swoją wolność jest tylko i wyłącznie naszym osobistym prawem i tylko wtedy możemy mówić o wyborze.
Kurs, jaki obieram i pogląd, jaki wyrażam dotyczy tylko jednej grupy kulturowej, a mianowicie żydowskich kobiet. Mało ich w środkach masowego przekazu. Ich codzienne wybory nie są tak szeroko omawiane, jak choćby burki Muzułmanek. Z jednej strony zalewa nas fala krytyki, z drugiej próby odparcia ataków. Ciągle powtarzane są hasła rzekomego ubezwłasnowolnienia tych kobiet. Co rusz docierają do nas niepokojące wieści o przedmiotowym, okrutnym traktowaniu młodych dziewczyn przez swoich braci, mężów i ojców. Oczywiście w imię Allaha. Nam, współczesnym demokratom nie mieści się w głowie jak można żyć w takim świecie i nie sprzeciwiać się temu. Próbujemy narzucić im nasz system wartości i schemat kulturowy. Niejako zapętlamy się w tym, że rezygnując z jednego reżimu chcemy narzucić inny.
Powszechnie wiadomo, że podstawowe prawa człowieka nie są respektowane w niektórych krajach na Bliskim Wschodzie, w Afryce i w Azji, zwłaszcza w stosunku do kobiet. Każdy musi zgodzić się z tym, że jest tak naprawdę jedno uniwersalne prawo, które musi być przestrzegane żeby można było mówić o człowieczeństwie. To prawo do życia. Zatem dlaczego, jako coś tak oczywistego w Europie, jest ograniczane poprzez brak wyboru i narzucanie schematów kulturowych, które są „jedyne i prawidłowe”? Wróćmy do żydowskich dziewcząt. To najczęściej młode kobiety, które mając wybór dzięki urodzeniu się w krajach rozwiniętych, wychowywane obok masowej kultury zachodniej wiedzą, widzą i chcą być wierne innym ideałom. Kreują swoją rzeczywistość inaczej, niż przewiduje to utarty schemat. Wychodzą za mąż w bardzo młodym wieku, bo kochają i są kochane.
Dokładnie tak, jak każda z nas. Rodzą kilkoro dzieci, modlą się i przestrzegają bardzo ścisłych i rygorystycznych zasad. W tym wszystkim również realizują się zawodowo, studiują i czasem zdarza im się przesadzić na zakupach. Kochają swoje życie i są szczęśliwe. Co je odróżnia? Zakryte włosy, długi rękaw modnej bluzeczki i spódnica koniecznie za kolano. Właśnie te zakryte włosy wywołują uczucie buntu - sprzeciwu. Są przecież symbolem kobiecości. Wkładamy w ich wygląd wiele wysiłku, pielęgnujemy je i pieczołowicie układamy. To atrybut dodający każdej z nas pewności siebie, coś, co czyni nas pięknymi i zadbanymi. Dlatego też, kiedy spotyka się kobietę z chustą szczelnie zakrywającą włosy czujemy się trochę nieswojo. Jakby chciała ukryć przed światem swoją kobiecość. Zminimalizować fakt swojego istnienia. Co innego, kiedy ta sama kobieta przed wieczornym wyjściem zakłada na swoje naturalne włosy specjalnie dla niej zrobioną perukę (jid. szajtel). Często takie peruki są zdecydowanie ładniejsze od własnych włosów. Zatem jaki w tym cel? Jeden - skromność. Nie taka na pokaz, ale wewnętrzna, że coś tak cennego, niemal definiującego nas jako kobiety, jest schowane przed światem zewnętrznym i zostawione tylko dla wybranych. To właśnie jest wybór. Tego, że decydując się na spędzenie życia z jedną osobą jesteśmy jej nie tylko duszą, ale i ciałem oddane. Nasz osobisty komfort dawania światu tylko takiej cząstki siebie, jaką my same zdecydujemy się dać. Jako kobiety żyjące na tej, a nie innej szerokości geograficznej mamy ten komfort, że tylko do nas należy wybór, co chcemy pokazać światu, a co będzie naszą prywatną sprawą.
Iwona Wachel
(iwona.wachel@dlalejdis.pl)
Fot. Flickr/Steve Evans from India and USA
Komentarze