Chyba nie ma już kobiety, która gdzieś, kiedyś nie słyszałaby o Ewie Chodakowskiej, Skalpelu czy Kilerze. Ponad 250 tysięcy osób na Facebooku potwierdza, że „endorfinowa choroba” jest strasznie zaraźliwa. Ćwiczą, dziewczyny, matki z dziećmi, ciotki, przyjaciółki i znajome, do ćwiczeń zabierają się również mężczyźni. Pod czujnym okiem Ewy Polki biorą się za siebie i swoich bliskich.
Po profilu na Facebooku, stronie internetowej, darmowych filmach z zestawami ćwiczeń, przyszedł czas z na książkę napisana przez Ewę i jej życiowego partnera Lefterisa Kavoukisa pt. ”Zmień swoje życie z Ewą Chodakowską”.
Przy okazji jej premiery miałam możliwość zamienić z Ewą parę słów.
Dlaczego zostawiłaś słoneczna Grecję i postanowiłaś się zabrać właśnie za Polaków? Jest z nami tak źle?
Ewa: Przede wszystkim jestem Polką. Będąc jeszcze w Atenach założyłam na Facebooku profil w języku polskim, żeby sprawdzić, jakie przyniesie on reakcje. Przez pół roku chętnym wysłałam ponad 30 tysięcy egzemplarzy swojego darmowego programu treningowego. Każda z osób zachęcała kolejne i tak wszystko nabrało tempa.
Mam wrażenie, że mówiąc kolokwialnie masz na aktywność fizyczną straszną ”zajawkę”, strasznie Cię to ”jara”.
Ewa: To jest prawda, ruch jest niezwykle przyjemny. Nasz dzień nabiera zupełnie innego wymiaru w momencie, kiedy my się trochę ruszamy i kiedy pobudzamy hormony szczęścia do pracy. Bardzo często, jak rozmawiam z ludźmi bez względu na to gdzie ich spotykam, często patrzą oni na mnie, jak na osobę z innej planety. Z jednej strony mnie to cieszy, a z drugiej smuci, bo chciałabym w każdym widzieć tak pozytywne naładowanie. Aktywność fizyczna nie jest dla ciała, ale dla umysłu.
Jak wobec tego zacząć ćwiczyć, a co najważniejsze jak wytrwać?
Ewa: Wszystkie pytacie mnie, jak zacząć. Jasną sprawą jest to, że nie zaczynamy z dnia na dzień bez opracowanego planu, jest nam ciężko i po pewnym czasie nie wiemy, co tak naprawdę robić. Od tego właśnie jest moja nowa książka. To gotowy plan, gotowy przepis na sukces, którego się trzeba trzymać. Prosty i przejrzysty. Każda osoba, która kartka po kartce prześledzi, to, co powinna ze sobą zrobić i będzie się trzymać wyznaczonych zadań jest w stanie osiągnąć sukces. I będzie on widoczny już po miesiącu systematycznej pracy. Zapewniam. Po 30 dniach biologiczny zegar zacznie pracować inaczej i będzie się po prostu chciało ćwiczyć, niezależnie od pory i stopnia zmęczenia. Kobiety muszą nabrać świadomości, że trening nie będzie zabierał im energii, a ją dawał. Będzie pozwalał się pozbyć stresu, spalić kalorie, a po wszystkim poczuć spełnioną.
Ćwiczenia to ponoć 30% sukcesu, reszta to odpowiednie odżywanie. Ewo, dlaczego mówiąc o tym nie używasz słowa „odchudzanie”?
Ewa: Nie cierpię tego słowa. Kojarzy mi się ono negatywnie. Odchudzanie to stres, liczenie kalorii, restrykcje, odmawianie sobie, ograniczanie posiłków, a nie tędy droga. Dlatego wolę mówić o zdrowym i racjonalnym jadłospisie, niż o diecie i odchudzaniu. Zdrowo odżywiać się powinniśmy całe życie, nie tylko, gdy chcemy stracić na wadze. Zresztą moim celem nie są kobiety, które mają schudnąć, czy zgubić kilogramy. Chcę widzieć efekty tego, że dobrze czują się one w swoim ciele. To Lefteris naciskał, aby w książce znalazł się jadłospis na 30 dni, po to by w jej czytelniczkach zaszczepić dobre, zdrowe nawyki żywieniowe.
Mój egzemplarz książki jest świeży, pachnie jeszcze drukiem. Powiedz mi, czy jest na jej końcu happy end?
Ewa: Jest. To jest happy end każdej kobiety. Książka jest fajna, bo każda jest inna, przez to, że napisana jest przez jej właścicielkę. Tak naprawdę wchodzimy w niej w dialog, komunikujesz się ze mną, ale i sama z sobą. Jest w niej miejsce na własne odczucia i przemyślenia. Zadaje tam proste pytania: Jak się czujesz? Co dziś dla siebie zrobiłaś? I jestem przekonana, że jeżeli czytając będziesz się trzymała planu ta pierwsza kartka, którą zapiszesz będzie się znacznie różniła od tej ostatniej. Po 30 dniach pojawi się happy end.
Z Ewą o aktywności fizycznej i dbaniu o siebie można by pewnie rozmawiać godzinami. Swoją energią i pozytywnym nakręceniem zaraża wszystkich wokół. Uświadamia, że warto chcieć, że ćwiczenie pomaga nie tylko na ciało, ale przede wszystkim na duszę.
Anna Pytel
(anna.pytel@dlalejdis.pl)
Fot. Piotr Herzog dla Empik
Komentarze