Było wiadomo, że film Pasikowskiego dotknie tematyki drażliwej i niespecjalnie łatwiej dla Polaków, żyjących w przeświadczeniu o narodowej krzywdzie wyrządzonej przez nazistów podczas II Wojny Światowej. Oczywiście, wszyscy maja rację odnośnie zbrodni hitlerowskich, ale gdzieś z ciemnych kart naszej historii wypływają opowieści, gdzie to my stajemy się oprawcami Żydów. Opowieści niełatwe i wywołujące sprzeciw, ale kroczące z nami już do końca.
Do Józefa Kaliny po latach, w wyniku rodzinnych problemów wraca zza oceanu brat Franciszek Kalina. Widać, że niechętnie wraca na ojcowiznę, ale zostaje zmuszony. Na miejscu szybko zostaje okradziony z bagażu, a rodzinna wieś wita go niespecjalnie ciepło. Szybko dowiaduje się, że o wiele mniej sympatii gminna społeczność ma dla jego brata.
Józef zaangażował się w ratowanie pożydowskich nagrobków, które były eksploatowane na gminnych drogach, progach i ścieżkach. Franciszek początkowo przeciwny pomysłowi brata z czasem jednak przekonuje się do jego idei, przez co i on ściąga na siebie gniew wsi. Finał walki o pamięć żydowskich mieszkańców wsi jest mroczny i tragiczny.
Jednym słowem o filmie „Pokłosie” Pasikowskiego – petarda! Obsada zagrała fenomenalnie, a szczególnie rewelacyjny był duet Ireneusz Czop i Maciej Stuhr. Thriller z górnej półki, którego nie powstydziło by się Hollywood. Dawno nie widziałem tak dobrze skrojonego filmu, który od samego początku trzyma w napięciu, a końcówka przyprawia o dreszcze. Nie obrzydza, nie bazuje na tanich chwytach. Mistrzowska opowieść wciąga widza na samo dno ludzkiej natury.
Semko Bayer
(semko.bayer@dlalejdis.pl)
„Pokłosie”, reż. Władysław Pasikowski, Polska 2012
Komentarze