Warszawski finał Ugotowanych

Ugotowani - sezon 6, odcinek 12.
Szósty sezon Ugotowanych zatoczył koło – w dwunastym odcinku znów trafiliśmy do Warszawy, by prześledzić rywalizację ostatniej czwórki.

Ostra Delfina
Ten odcinek obfitował w wyjątkowe postacie, kilkukrotnie ścierające się z byle powodu. Pierwszą z nich była Delfina – erotyczna, zmysłowa i ostra kobieta, na co dzień prowadząca portal o seksualności i emocjonalności kobiet. Ponadto artystka i fotograf, na zdjęciach uwieczniająca różne oblicza... seksualności oraz natury ludzkiej. Jej życiowym, jak i zawodowym mottem jest „my pleasure”, a misją otwieranie kobiet na przyjemność. Przyjemność postanowiła sprawić także swoim gościom, serwując im dania nafaszerowane afrodyzjakami. Zaczęła od Uniesienia miłosnego, następnie podała Błękitnych kochanków, a zakończyła Randką w ciemno. Atrakcje przygotowała dwie – absynt na powitanie, z tym że Ula okazała się niepijąca, oraz występ zaproszonej drag queen, z którą chętnie zatańczył Marcin. Występ ów zapowiedziała słowami: „nie rodzisz się kobietą, kobietą się stajesz”, co trafnie oddaje naturalny proces dorastania każdej pani. Delfina otrzymała jednak tylko 19 punktów, jako że jej dania nie zachwyciły współzawodników. Na koniec dorzucę jeszcze, że Delfina nie je mięsa, dlatego z przyjemnością pałaszowała owoce morza i ryby. Przecież to nie zwierzęta. Przecież wcale nie dokonały żywota, by mogła wbić w nie zęby.

Sztywny Łukasz

Drugi gospodarz jest przeciwieństwem Delfiny, trzymającym swą seksualność zamkniętą na cztery spusty gdzieś w piwnicy idealnego, sterylnego i doprowadzonego do perfekcji domu rodem z katalogu. Nic dziwnego, Łukasz jest bowiem z zawodu prawnikiem, a w programie musiał się kontrolować, bo to jednak poważny zawód. A może po prostu taki jest jego charakter? Poza pracą mężczyzna zajmuje się także odgrywaniem roli dobrego męża oraz ojca. Przyjmując gości w swym domu-muzeum, zaserwował im Chłodne przyjęcie, Jag-nie, to co? oraz Figowe włosy anielskie. Wszystko podał na perfekcyjnie udekorowanym, zapewne od linijki, stole i złotych talerzach. W ramach atrakcji kazał gościom zgadywać nazwy egzotycznych owoców, które mogli wcześniej oglądać, próbować, wąchać i dotykać. Nagrody w tym konkursie były wyjątkowo... praktyczne. Jakieś mydło, jakaś miotełka z szufelką, jakieś talerze. Ładnie zapakowane, bo jak inaczej, ale też pomysłowe. Łukasz zgarnął całe 25 punktów, choć goście nie omieszkali wyrazić skrępowania, jakie towarzyszyło im podczas całej tej kolacji w perfekcyjnej przestrzeni i poważnej atmosferze, a także skrytykować pewne elementy tej przestrzeni, jak choćby sztuczne kwiaty, bo żywym mogłyby przecież odpaść płatki i narobić bałaganu!

Osaczona Urszula

Trzecia gospodyni zaczęła dobrze, ale w raz z kolejnymi kolacjami traciła w oczach współzawodników, szczególnie zaś Delfiny, z którą weszła w niekończący się konflikt. Największą porażkę odniosła jednak na własnej kolacji, którą planowała wygrać odcinek. Ale po kolei. Ula to były już marketingowiec, abstynentka od czterech miesięcy, propagatorka zdrowego odżywiania wśród dzieci oraz „wolna dusza” – jak sama o sobie powiedziała – kochająca żeglarstwo. Uważa się też za osobę dynamiczną, niefrasobliwą i romantyczną. Swych gości postanowiła przenieść w morski świat żeglarstwa, szykując dla nich Umarynowane w sherry, Labraks u wybrzeży Korsyki i Deser paryskiej kokotki. Niestety, Ula tak bardzo chciała, że aż jej nie wyszło. Jej kolacja była bowiem tą, na której posypało się najwięcej skarg, a goście najbardziej wybrzydzali i marudzili. Koniec końców gospodyni nie zapewniła im żadnej atrakcji. Nie wiadomo czy w ogóle jej nie przygotowała, czy stwierdziła, że nie zasłużyli. Chciała zająć pierwsze miejsce i w zasadzie  jej się to udało, tyle że patrząc od końca.

Pocieszny Marcin

Nie wiem, jakim innym przymiotnikiem mogłabym określić ostatniego gospodarza, jeśli nie „pocieszny”. Marcin dał się bowiem poznać jako osoba przyjacielska, wesoła, roześmiana, optymistyczna i totalnie wyluzowana. Był to najbardziej kolorowy, szczery, zabawny i po prostu prawdziwy uczestnik tej edycji Ugotowanych. Na co dzień śpiewający fryzjer i zawodowy tancerz, „chłopak ze Śląska” uczulony na mule, choć jednocześnie kochający je i ryzykujący zdrowiem dla chwili przyjemności, a także posiadasz przepięknych, śnieżnobiałych zębów ukazanych w nieznikającym z twarzy uśmiechu. Dosłownie kot z Cheshire z fryzurą Kapelusznika! Dla swych gości przygotował dania inspirowane dzieciństwem, oparte na połowicznej improwizacji: Warzywa koloryzowane, Wołową ondulację babci Hildzi i Malinową mokrą Włoszkę, której... sam nie lubi! Jego atrakcją były powitalne koreczki oraz występ wokalny, w którym zaprezentował się jako drugi Sinatra. Jego głos podobał się gościom, i nie tylko!, choć denerwował ich, i nie tylko!, chórek w postaci Uli. Najwyraźniej kobieta, wiedząc że i tak ma przechlapane, postanowiła grać „tę złą” do końca programu. Ostatecznie Marcin zdobył 22 punkty, zajmując drugie miejsce. Zdołał też przekonać konserwatywnego Łukasza, że nie warto być homofobem. A przynajmniej takie przesłanie niósł ostatni, a zarazem najlepszy odcinek szóstego sezonu Ugotowanych.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Fot. TVN



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat