Jak wynika zarówno ze wstępu, jak i całej książki, weganizm jest dla niej nie tylko dietą. Jest także sposobem życia, praktykowaniem pewnych poglądów, wpływaniem swoją osobą i własnymi wyborami na cały świat. Może to brzmieć dosyć idealistycznie ale każdy z rozdziałów zawiera także sporo konkretów. Opinie naukowców, lekarzy, zwierzenia „z życia wzięte” osób, które przeszły podobną przemianę jak ona. Freston wychowana jak typowa Amerykanka na hamburgerach i shake’ach przeszła długą drogę do świadomego odżywiania. To właśnie jest w zasadzie najważniejsze przesłanie: bądźmy odpowiedzialni za siebie i za to co jemy.
Nadwaga powoli staje się nie tylko plagą Amerykanów. Nadmierna konsumpcja tzw. śmieciowego jedzenia powoduje także i w naszym kraju coraz częściej występującą otyłość. Wniosek jest prosty i nasuwa się sam: nie kontrolujemy tego, co jemy. Dotyczy to nie tylko przyswajanych kalorii, ale również jakości i składu żywności. Nawet bez chipsów tradycyjna polska kuchnia pełna jest mięsa, tłuszczy i zawiesistych sosów. Wielu moich znajomych nie wyobraża sobie dnia bez kanapki z wędliną, kotleta czy pieczonego mięsa na obiad. Propozycja weganizmu jest więc w tym przypadku jeszcze bardziej szokująca. Czasem nawet i dziś wegetarianizm wzbudza dziwaczne komentarze. Kathy Freston jest jednak zdania, że każdy z konsumentów mięsa jest narażony na co najmniej jedną z wielu cywilizacyjnych chorób: cukrzycę, nowotwór czy np. reumatyzm. Oczywiście, weganizm nie zapobiega wszystkim schorzeniom na świecie, może jednak znacząco przyczynić się do poprawy zdrowia. Świadome jedzenie wiąże się jednak nie tylko z kubkami smakowymi. W procesie produkcji żywności liczy się także to, że np. żywność roślinna wymaga o wiele mniejszego nakładu energii (co wiążę się z kolei z mniejszą produkcją dwutlenku węgla itd.). Często też wielu konsumentów mięsa nie zdaje sobie sprawy w jakich warunkach „żyje” trzoda chlewna czy krowy. Wizja krów pasących się na polach obecnie jest już tylko rzadko spotykanym widokiem. Podobnie jak drób hodowany klatkowo, tak samo krowy nie wychodzą ze swoich boksów. Chorują, stojąc całe życie w jednym miejscu, faszerowane lekami i hormonami dla zwiększenia wydajności produkcji mleka. Nie jest to żadną tajemnicą, ale reklama jogurtów czy sera pokazuje tylko radosne łąki i wiosenne dni w pięknej zagrodzie. Autorka „Weganizmu” obala tą fasadę. przytaczając wiele przykładów z cyklu produkcyjnego mięsa. To jest jeden z jej argumentów na rzecz weganizmu. Pozostałe dotyczą m.in. obietnicy zdrowia, zmniejszenia wydatków, lepszego samopoczucia psychofizycznego.
Książka podzielona jest na dziesięć rozdziałów. Mogę przyznać, że zgadzam się z wieloma użytymi tu argumentami, ale nie do końca jednak odpowiada mi styl tej pozycji. Trochę ze względu na „amerykański” hurraoptymizm, który towarzyszy całości. Przytoczone rozmowy z badaczami czy naukowcami są nieraz stronnicze, co oczywiście jest zrozumiałe. Jednak podobnie brzmiące argumenty mogą w kontr dyskusji użyć producenci mleka czy mięsa. Ponad to autorka promuje soję, co według mnie też nie jest tak jednoznaczne. Zarówno ze względu na efekty jej ciągłego spożywania (np. niektórzy naturopaci czy makrobiotycy nie zalecają dużych ilości soi) jak i produkcji (na rynku od dawna jest obecna soja modyfikowana genetycznie). Mimo tego uważam, że lektura „Weganizmu” może przynajmniej stać się zaczątkiem zmiany diety, a przynajmniej świadomego odżywiania się. Nowicjuszy może zainspirować, chorych oświecić, a weganom ponownie przytaknąć.
Agnieszka Pater
(agnieszka.pater@dlalejdis.pl)
Kathy Freston „Weganizm. Schudnij. Uzdrów ciało. Zmień świat”, Studio Astropychologii
Komentarze