Dwukadencyjność wójtów, burmistrzów i prezydentów miast obowiązuje w Polsce od 2018 roku. Zgodnie z Kodeksem wyborczym osoba, która została już dwukrotnie wybrana na wójta w danej gminie, nie ma prawa ponownie kandydować na to stanowisko w tej samej gminie. Zasada odnosi się odpowiednio również do burmistrzów i prezydentów miast.
W praktyce oznacza to, że dla wielu samorządowców obecna kadencja może być ostatnią. Do limitu wliczane są kadencje rozpoczęte po wyborach samorządowych w 2018 i 2024 roku. Jeśli przepisy nie zostaną zmienione, osoba wybrana w obu tych wyborach nie będzie mogła po raz trzeci ubiegać się o urząd w tej samej gminie w 2029 roku.
Skala zmian może być ogromna. Według wyliczeń Unii Miasteczek Polskich około 1,6 tys. obecnych wójtów, burmistrzów i prezydentów miast może w 2029 roku stracić możliwość ubiegania się o kolejną kadencję. To szacunek organizacji samorządowej, a nie oficjalny wykaz Państwowej Komisji Wyborczej, ale pokazuje, jak dużej części polskich gmin może dotyczyć problem.
Wcześniejsza analiza Unii Metropolii Polskich wskazywała, że w przypadku utrzymania obecnych zasad wymiana włodarzy może być konieczna w ponad 1,5 tys. samorządów, czyli w około 61 proc. polskich gmin.
Byłaby to sytuacja wyjątkowa. Mieszkańcy części miejscowości mogliby być zadowoleni ze swojego wieloletniego burmistrza czy prezydenta i chcieć powierzyć mu kolejną kadencję, ale prawo nie pozwoliłoby na umieszczenie jego nazwiska na karcie wyborczej.
Zwolennicy ograniczenia liczby kadencji wskazują przede wszystkim na potrzebę zapewnienia rotacji władzy. Wieloletnie zajmowanie jednego stanowiska może prowadzić do sytuacji, w której urzędujący włodarz uzyskuje ogromną przewagę nad potencjalnymi konkurentami.
Po wielu latach sprawowania urzędu burmistrz czy prezydent jest osobą powszechnie rozpoznawalną, posiada doświadczenie, kontakty, zaplecze organizacyjne oraz bardzo dobrą znajomość lokalnych struktur. Przeciwnicy wielokadencyjności argumentują więc, że zmiana władzy może stawać się coraz trudniejsza, nawet gdy lokalna społeczność potrzebuje nowego sposobu zarządzania.
Dwukadencyjność miała być jednym ze sposobów przeciwdziałania tworzeniu się zamkniętych lokalnych układów i dawania szansy nowym kandydatom.
Przeciwnicy ograniczenia przedstawiają jednak zupełnie inną argumentację. Ich zdaniem to wyborcy, a nie ustawodawca, powinni zdecydować, czy burmistrz dobrze wykonuje swoją pracę i czy zasługuje na kolejne pięć lat sprawowania urzędu.
Prezes Unii Miasteczek Polskich Grzegorz Cichy zwracał uwagę, że wieloletni włodarze często doskonale znają mieszkańców, lokalną infrastrukturę i problemy swojej gminy, a doświadczenie zdobyte podczas kolejnych kadencji może być szczególnie cenne w sytuacjach kryzysowych. UMP oficjalnie opowiada się za zniesieniem ograniczenia.
Przeciwnicy dwukadencyjności wskazują również, że polskie samorządy nie są tak "zabetonowane", jak czasami się uważa. Według analizy Unii Metropolii Polskich w ciągu 18 lat zmiana włodarza nastąpiła w 87 proc. gmin, a podczas wyborów w 2024 roku nowych liderów wybrało 39 proc. gmin.
Dyskusja ma również wymiar ogólnopolityczny. W debacie pojawiła się między innymi teza, że ograniczenie liczby kadencji może być korzystne dla central partii politycznych.
Popularny prezydent dużego miasta po kilkunastu latach sprawowania urzędu może zbudować własne silne zaplecze polityczne i rozpoznawalność, która wykracza daleko poza granice miasta. W efekcie staje się potencjalnym konkurentem dla liderów własnego ugrupowania. Właśnie w tym kontekście podczas debaty samorządowej pojawiło się obrazowe określenie możliwości "urwania się ze smyczy partyjnej". Jest to jednak opinia ekspercka dotycząca politycznych skutków przepisów, a nie oficjalne uzasadnienie wprowadzenia dwukadencyjności.
Losy wyborów samorządowych w 2029 roku nie są jeszcze przesądzone. W Sejmie znajduje się poselski projekt ustawy, druk nr 1529, którego celem jest zniesienie obecnego ograniczenia liczby kadencji wójtów, burmistrzów i prezydentów miast.
Projekt był już przedmiotem prac parlamentarnych, jednak na 9 sierpnia 2026 roku nie stał się obowiązującym prawem. Do czasu zakończenia procesu legislacyjnego nadal obowiązuje więc zasada maksymalnie dwóch kadencji w tej samej gminie.
Co więcej, w parlamencie pojawiła się także propozycja idąca w przeciwnym kierunku. Projekt dotyczący zmiany Konstytucji, druk nr 2211, zakłada umocnienie zasady dwukadencyjności organów wykonawczych gmin poprzez wpisanie jej na poziomie konstytucyjnym.
Ostatecznie więc przed wyborami w 2029 roku politycy będą musieli odpowiedzieć na fundamentalne pytanie: kto powinien decydować, jak długo wójt, burmistrz lub prezydent może rządzić gminą?
Ustawa czy wyborcy?
Jedni widzą w dwukadencyjności zabezpieczenie przed nadmierną koncentracją lokalnej władzy. Drudzy uważają, że demokracja powinna działać znacznie prościej - jeśli mieszkańcy nadal chcą tego samego burmistrza, powinni mieć możliwość ponownego oddania na niego głosu.
Jedno jest pewne. Jeśli obecne przepisy nie zostaną zmienione, wybory samorządowe w 2029 roku mogą przynieść prawdziwą personalną rewolucję w polskich gminach.
PMP
Fot. Wygenerowano AI
Komentarze