„Wielka księga dań w słoiku” - recenzja

Recenzja książki „Wielka księga dań w słoiku”.
Jedzenie to pokarm dla ciała, ale również dla duszy. Nie od dzisiaj wiadomo, że to co ładnie wygląda na talerzu i przyciąga wzrok jest przeważnie lepsze. Dlatego powstają coraz to nowe pomysły.

Tytuł zdradza wszystko. W książce zawartych jest mnóstwo przepisów na dania do słoika, zaczynając od śniadań, przegryzek, sałatek, zup, a na całych daniach i deserach kończąc. Pełno tu możliwości, które opierają się o składniki, które przeważnie ma się w domu. Mięso, makarony, nasiona, warzywa, owoce oraz inne dodatki wszystko jest łączone w ciekawe kompozycje, a całość wygląda apetycznie. Najlepsze jest to, że nie tylko smakuje, ale i ciekawie wygląda.

Ułożenie dań sprawia, że niepozorny słoiczek staje się ucztą, która wzbudza zazdrość. Wiem, co piszę. Od kiedy zmieniłam prace, ważne jest dla mnie, aby wszystko było łatwo przenośne, niebrudzące oraz możliwe do szybkiego zamknięcia. Tutaj właśnie tak jest. Do tego można w bardzo łatwy sposób je przygotować. Koleżanki i koledzy z pracy zaczęli z zazdrością patrzeć na moje posiłki.

W środku książki znajdziecie 150 przepisów na ciekawe rozwiązania. Całość przedstawiona jest jako zdrowy lunch do pracy, ale nie jest to do końca prawda. Ja znalazłam dla siebie przepisy na każdy posiłek dnia. Czy to przegryzka, czy danie główne – zawsze coś się nada. I nie musicie obawiać się o monotonię. Receptury można w łatwy i szybki sposób modyfikować, bez obawy o nudę podniebienia.

Poziom trudności jest różny. Znajdziecie tutaj potrawy, które można przygotować od ręki, inne wymagają trochę więcej wysiłku. Mimo wszystko nie jest to bardzo skomplikowane. Podoba mi się część, gdzie uczyłam się sposobu układania na siebie warstw - co na czym położyć, żeby się nie zmieszało, tylko tworzyło fajną kompozycję. Dzięki takiemu rozwiązaniu ma się pewność, że po wyciągnięciu słoika w pracy, szkole czy gdzie tam chcecie, nie zobaczycie obrzydliwej papki bez ładu i składu.

Książka podzielona jest na kilka części. Ciekawy wstęp, który przedstawia idee i pomysł na dania w słoikach. Potem jest czas na śniadania, zupy, przekąski, wszelakie sałatki (m.in. makaronowe, które kocham), sosy, desery i oczywiście dania główne. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że potrawy są zdrowe. Nie znalazłam ani jednego przepisu, którego nie mogliby zjeść ludzie na diecie. Oczywiście oprócz deserów, ale to jest raczej oczywiste. Podoba mi się, że od kiedy mam „Wielką księgę dań w słoiku”, zaczęłam znowu częściej jeść ryby. Do teraz nie miałam pomysłu jak je w fajny sposób przygotować do pracy.

Myślę, że jak już raz spróbujecie dań w słoiku, to na bok pójdą plastikowe pojemniki lub przynajmniej je ograniczycie. Każdy ma w swoim domu szklane cudeńka po ogórkach, dżemach czy innych kupnych produktach. Po co je wyrzucać, skoro można tak fajnie wykorzystać? Nadeszła nowa era, plastik idzie w zapomnienie.

Katarzyna Gnacikowska
(katarzyna.gnacikowska@dlalejdis.pl)

Tanya Linton, „Wielka księga dań w słoiku”, Wydawnictwo Laurum, Warszawa, 2018 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat