Jak wiadomo, Wielkanoc jest świętem ruchomym, jednak Wielki Post zawsze wypada mniej więcej na przełomie zimy i wiosny. Wieki temu ludzie żyli z zapasów, które udało im się zgromadzić jesienią, w lutym zazwyczaj żywności zaczynało już powoli brakować. Wielki Post był zatem doskonałym argumentem, by nieco zacisnąć pasa i poczekać do wiosny, kiedy to w święta można było w końcu najeść się do syta.
Po tym okresie rozpoczynał się (i rozpoczyna nadal) Wielki Tydzień, którego pierwszym dniem jest Niedziela Palmowa, zwana niegdyś w Polsce "kwietną" lub "wierzbową", gdyż prości ludzie najczęściej święcili młode gałązki wierzbowe. Zwyczaj święcenia palm wprowadzony został w XI wieku. Na wsiach wierzono, że poświęcona palma wielkanocna posiada cudowne właściwości odganiające choroby - dlatego np. łykano bazie kotki, aby uchronić się w przyszłości od bólu gardła.
W Wielką Środę topiono "Judasza" - kukłę, którą najpierw zrzucano z wieży kościoła a następnie okładano kijami. Jako że z czasem tradycja ta zaczynała przybierać wymiar niemal antysemicki, zaprzestano podobnych praktyk.
W Wielki Czwartek kapłan obmywał nogi 12 mężczyznom na pamiątkę uczynku Chrystusa. Zdarzało się też, że podobnie czynili możni magnaci na znak pokory. W kościołach tradycja ta przetrwała do dziś.
Wielki Piątek jest jedynym dniem w roku, kiedy nie odprawia się mszy świętej. Katolicy odwiedzają wtedy w kościele symboliczny grób Chrystusa - tradycja jego budowania pochodzi prawdopodobnie z XIII wieku. W Wielki Piątek obowiązuje również ścisły post.
Wreszcie nadchodzi Wielka Sobota - dziś z radością (zwłaszcza dzieci) zanosimy koszyczek ze święconką do kościoła. Niegdyś zwyczaj ten wyglądał nieco inaczej - na stole rozkładano wszystkie, przygotowane już w Wielki Piątek potrawy, które święcił ksiądz chodzący od domu do domu. Inną wielkosobotnią tradycją, która nie przetrwała do dziś był tzw. pogrzeb żuru (spożywanego głównie w okresie Wielkiego Postu). Wtedy najczęściej młodzi chłopcy wylewali na czyjąś głowę miskę żuru.
W Wielką Niedzielę bicie dzwonów o świcie obwieszcza mszę rezurekcyjną. Potem rodziny udają się do domów, by przy suto zastawionych stołach spożyć "święcone". Dawniej popularny był również zwyczaj chodzenia z kurkiem (kurkiem początkowo był żywy kogut, którego potem zastąpił wypchany ptak). Miało to przynieść rodzinom zdrowie i pomyślność.
W Wielki Poniedziałek, zwany też "lanym" nie mogło oczywiście zabraknąć śmigusa dyngusa i chyba każdy z nas niejednokrotnie na własnej skórze odczuł, że zwyczaj ten przetrwał do dziś. Kiedyś za najatrakcyjniejszą pannę uważano tą, która w lany poniedziałek była najbardziej mokra.
Tradycje wielkanocne, choć nie wszystkie przetrwały próbę czasu, należą do najpiękniejszych. Wielkanoc to radosne święto, niekiedy mniej doceniane niż Boże Narodzenie, na szczęście, póki co, mniej komercyjne. I oby został takie jak najdłużej.
Małgorzata Dudek
(malgorzata.dudek@dlalejdis.pl)
Komentarze