Cytowany w poprzednim akapicie Władysław Tatarkiewicz słusznie zwraca uwagę na dwa oblicza samotności. Dziś moglibyśmy powiedzieć, iż wyróżnia singli i samotnych, czyli odpowiednio ludzi odseparowanych z wyboru, i tych, którzy bezskutecznie starają się z tego stanu uwolnić. Ta możliwość wyboru wydaje się też dominującym elementem w określeniu swojego położenia. Można bowiem cieszyć się swoją samotnością, lecz gdy okazuje się, że zostaliśmy w niej na własne życzenie zamknięci i nie mamy już wyjścia - ona prezentuje swoje drugie oblicze i obleka wszystko kokonem z szarości i ciszy. Póki jednak gra muzyka, tańczymy do rytmów naszej indywidualności. Z przytupem! Jak to wygląda w święta?
Nareszcie spokój! W Wielki Piątek wracamy z pracy, często nawet prędzej niż zazwyczaj i przed nami rysuje się perspektywa dłuższego o lany poniedziałek weekendu. Toż to prawdziwy błogostan. Za oknami piękna pogoda, wiosna w pełni, pojawia się przyjemny dylemat w kwestii rozstrzygnięcia między wyjazdem gdzieś, a odpoczynkiem w domu. Będzie czas na zebranie sił, aby potem z naładowanymi bateriami ruszyć znów do walki. Z czystym sercem radośnie głosimy "Alleluja!", szczególnie, że rodzina przygotuje dla nas potrawy świąteczne. W końcu jesteśmy zaproszeni na wielkanocne śniadanie, skąd wyniesiemy do swojego azylu torby napchane po brzegi zapasami. Warto więc przeboleć tą godzinę w towarzystwie, poświęcić się dla profitów. Potem wracamy do domu i już nic nie jest w stanie przerwać nam relaksacji. Czy w tym roku w ogóle odmówimy przyjazdu? Sałatka jarzynowa, czy żurek, nie należą do najtrudniejszych potraw, a nawet jeśli, to można je na pewno gdzieś zamówić.
A może w sobotę lub niedziele małe piwko na mieście, czemu nie? Jeśli tylko pojawi się ku temu ochota w organizmie, to nie ma żadnych udokumentowanych przeciwwskazań, by nie dać się jej pokierować. To przecież faktycznie nasze święta. Tylko nasze. Należy więc z nich korzystać. Bierzemy zatem samotność w objęcia i tańczymy, wirując z uśmiechem do najbliższych nam nut. Wokół nas same możliwości kuszące paletą kolorów.
Ci, którzy są do niej zmuszeni
Tak jak dwie strony ten samej monety nigdy nie będą mogły spojrzeć na siebie, tak i samotność, do której jesteśmy zmuszeni, przedstawia obraz zgoła przeciwny swojej singlowej twarzy. Dwie siostry, z których jedna daje nam gamę wyborów, druga zaś zniewala koniecznością. Nie ma rodziny. Nie ma przyjaciół. Współczesne środki komunikacji na odległość trwale obdzierają nas z form rzeczywistego kontaktu. Dziś już nawet nie wysyłamy sobie kartek na święta, to wymagałoby za dużo zachodu, a przecież taki sam efekt osiągamy wysyłając maila, lub smsa. Z samobójczą fascynacją staliśmy się ekspertami w utrzymywaniu na dystans. Nasz kontynent, na którym ocieraliśmy się o siebie, zamieniliśmy na archipelag autonomicznych wysepek, połączonych niewidzialnymi nićmi internetu, telefonii, półprawdziwych relacji. Wszystko to zdaje się być przyjemnym udogodnieniem, ku temu ma też służyć. I służy, dopóki na naszej wsypie nie pozostajemy naprawdę sami, a wszystkie mosty runęły nim się spostrzegliśmy. Wtedy jedyną naszą towarzyszką jest samotność, wypłakać możemy się tylko w jej chłodne ramiona. Wraz z nią pojawia się negacja możliwości wyboru - konieczność.
Łatwo zarzucić takiej wizji przesadzoną nostalgię, czy nawet infantylność. Pewnie zrobiłby to każdy prawdziwy "singiel". Oni jednak mają wybór, świadomość możliwości zmiany takiego stanu, dlatego mogą też się naśmiewać, kpić. Ludzie samotni są zazwyczaj do tego zmuszeni. Skrzywdzeni przez sytuację, los, czy samych siebie, są zmuszeni do stawiania czoła codzienności, przyjmowania na barki ciężaru wyzwań takich właśnie jak święta Wielkanocne. Cała nagromadzona przez stulecia tradycja i osaczająca zewsząd kultura głoszą z niezachwianą pewnością, że ten czas powinniśmy spędzić z rodziną, z bliskimi. Ale ich nie ma. Więc każda nastrojowa reklama w środkach masowego przekazu, każda uśmiechnięta para na ulicy, jest jak wbijany w ranę cierń. Jakby cały otaczający nas świat, właśnie w te dni, chciał nam tym mocniej uzmysłowić jak bardzo jesteśmy samotni. Cały rok można przełykać ten stan jak gorzką pigułkę, byle przepchnąć się dalej, w jutro. W święta takie jak Wielkanoc, ta pigułka staje w gardle, odbiera oddech. Mimo wszystko, trzeba się z nią zmierzyć.
Te słowa są dla Was, mimo że nie jestem żadnym autorytetem, ani medium, jednak dla mnie Waszą odwagę należy podziwiać. W czasach pokoju, gdy święta rozpościerają atmosferę pojednania i radości, Wy bierzecie udział w okrutnej bitwie z własną izolacją. Nikt, kto sam nie stanął przed tym wyzwaniem, nie może zdawać sobie sprawy, jak wiele siły musicie w sobie wtedy odnajdywać. Oby była w Was zawsze, razem z inicjatywą, by ten stan zmieniać. W każdym mieście organizowane są wspólne, świąteczne śniadania. Nie tylko w kościołach, ale również restauracjach, czy ośrodkach kulturowych, czasem nawet na otwartym powietrzu. Bo nikt nie powinien być w święta zmuszony do bycia samemu. Ani nikt nie powinien być pominięty, zapomniany. Niezależnie od wieku, czy położenia.
To żaden wstyd skorzystać z wyciąganej ku Wam pomocnej dłoni. Czy jednak uczyniliście to, czy też podjęliście walkę samotnie, pamiętajcie: Jesteście bohaterami.
Mateusz Jabłoński
(kobieta@dlalejdis.pl)
Komentarze