„Wielki Liberace” - recenzja

Recenzja filmu „Wielki Liberace”.
Jeśli zastanawiacie się czy można z fascynującej biografii niezwykłego człowieka zrobić miałką i sentymentalną nudę, to niestety „Wielki Liberace” udowadnia, że można.

Wielki Liberace (Michael Douglas) to wielka ikona Las Vegas. Błyszczące stroje, charakterystyczny głos, nieschodzący z twarzy uśmiech i błyskotliwe żarty to znaki rozpoznawcze artysty, dla którego scena jest środowiskiem naturalnym, a błyski fleszy strumieniem, w którym się pławi. Złote pierścienie, wszechobecny przepych, bajeczny luksus, w skład którego wchodzą coraz młodsi, atrakcyjni kochankowie – świat tego artysty wydaje się być namalowany pędzlem ociekającym złotą farbą. Jednak z tego niewyobrażalnego, oszałamiającego świata zionie pustka. Wielki Liberace w swoim łożu gości kolejnych młodych gejów, jednak żaden nie zostaje w nim na dłużej. Do czasu Scotta Thorsona (Matt Damon)...

Chłopak z prowincji, onieśmielony blichtrem i przepychem, nieśmiało pozwala sobie na kolejne kroki, które stają się jego przepustką do bogactwa, ale i wielkiej miłości. Niestety, musi ona pozostać w ukryciu. W latach 70., jak i wcześniej, nie było mowy o tym, by obiektem powszechnego uwielbienia był mężczyzna, który zamiast podziwiać wdzięki Marylin Monroe oglądał się za zgrabnymi pośladkami młodych tancerzy. I choć środowisko doskonale znało preferencje wielkiego gwiazdora, tworzenie iluzji stało się głównym elementem wielkiego show pod nazwą „Liberace”. Jednym z jego elementów stał się Scott, który dla „roli” zdecydował się na operacje plastyczne, mające upodobnić go do kochanka/opiekuna/mentora. Ten element „charakteryzacji” pozostał z nim do końca życia...

Film „Wielki Liberace” powstał na motywach autobiografii Scotta Thorsona, człowieka, który został wyrwany z farmy, znalazł się w oku cyklonu bajecznego bogactwa, a skończył jako kasjer w sklepie, dla którego na pogrzebie ukochanego nie znalazło się miejsce w pierwszym rzędzie. Niestety, jego historia w filmowej wersji poza olśniewającą stroną wizualną nie przykuwa szczególnej uwagi. W tej opowieści nie ma niczego, czego byśmy już nie widzieli, a sam przepych i blask ekranu nie wystarczy, by uznać „Wielkiego Liberace'a” za jeden z lepszych filmów Stevena Soderbergha.

Wybitny reżyser potraktował niewątpliwie ciekawą historię w sposób dość banalny. Od początku wiadomo, że ta znajomość nie może się skończyć dobrze, że tzw. wielki świat wchodzi nawet do łóżka tym, którzy stanowią jego część. I czy naprawdę trzeba po raz kolejny tworzyć film o zderzeniu dwóch światów, o zachłyśnięciu się bogactwem, o cenie, jaką płaci się za miłość? Tyle tylko, że w gejowskiej wersji? A właściwie momentami „soft gej porno” – jak stwierdził mój heteroseksualny znajomy, z którym miałam okazję obejrzeć film. Do tego, co jest chyba największym grzechem „Wielkiego Liberace'a”, obraz Soderbergha jest po prostu nudny. Szczególnie ostatnie pół godziny to nieznośne przeciąganie w nieskończoność mdłej fabuły, urozmaicanej jedynie od czasu do czasu czymś nieco bardziej smakowitym. I nawet nie ma się pewności, czy groteskowość jest zamierzona, czy to raczej efekt uboczny.

„Wielki Liberace” podzielił fanów wielkich ludzi kina: Soderbergha, Douglasa, Damona. Jedni widzą w nim wielkie kreacje znakomitych aktorów, inni odważny manifest tolerancji dla środowisk homoseksualnych, a jeszcze inni nudną historię, jakich setki już widzieliśmy. Ja należę do tej ostatniej grupy i nie zgodzę się z entuzjastami obrazu, że film ten stanowi wspaniałe zwieńczenie kariery reżysera, który ponoć „Wielkim Liberacem” żegna się ze srebrnym ekranem. Wolałabym pamiętać go jako twórcę „Niebezpiecznego umysłu”, podobnie jak Michaela Douglasa nadal będę kojarzyć przede wszystkim z „Nagim instynktem”, a Matta Damona z „Buntownikiem z wyboru”.

Michalina Guzikowska
(michalina.guzikowska@dlalejdis.pl)



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat