Wielki powrót Ugotowanych

Ugotowani - sezon 4, odcinek 1.
Długo wyczekiwani – znowu ugotowani!

Czwarty sezon Ugotowanych już na antenie TVN. Kto tym razem wziął udział? Komu przypadła wygrana?

Pierwszy odcinek czwartego sezonu Ugotowanych rozegrał się w krakowskiej Nowej Hucie, gdzie do rywalizacji stanęły dwie kobiety – Agata i Agnieszka oraz dwóch mężczyzn – Bartek i Tomek. Obyło się bez uszczypliwości i złośliwości, atmosfera była przyjazna, a sprawiedliwość wygranej nie budziła najmniejszych wątpliwości. Przygotowane kolacje można było odmierzać wielkością oraz jakością kieliszków (na co nie mogłam nie zwrócić uwagi, jako miłośniczka zarówno wina, jak i właśnie kieliszków). Na pierwszej – u Bartka – pojawiło się białe wino w przepięknych, ogromnych kielichach, na drugiej – u Agnieszki – czerwone wino zostało podane w nieco wyższych i inaczej wyprofilowanych (ale także brzydszych), na trzeciej – u Tomka – znowu czerwone, w standardowych, najpopularniejszych, a u Agaty czerwone w najmniej atrakcyjnych, kryształowych. Czwarty sezon przyniósł także nową politykę ukrytej reklamy. Tym razem każda z firm sponsorujących pojawiła się tylko raz i jakby mniej nachalnie, bo w proporcjach jeden produkt na osobę. Tym sposobem Bartek zareklamował Orbit, głośno pytając „kto chce gumę?”, a na resztę produktów zrobiono zbliżenie podczas przygotowywania posiłków (Kucharek, Prymat).

Bartek

Najpierw poznaliśmy Bartka – miłośnika futbolu amerykańskiego, studenta prawa i agenta ubezpieczeniowego – oraz jego potrawy: Kozi przysmak z panierowanego i smażonego koziego sera, Solę prababci Marii z pieprzem cytrynowym oraz Waniliowy frykas. Gości powitał niespodzianką, czyli zaprezentowaniem swojej drużyny futbolowej, a później – już przy stole – zaserwował współuczestnikom dodatkowo krótką-długą historię ukochanego sportu, której nie potrafił skończyć we właściwym momencie, zaczynając z czasem przynudzać i irytować. Jak już wspominałam, wino podał w nieziemskich, ogromnych kieliszkach. Deser wyszedł mu niezbyt ładny, ale w gościach wzbudził zachwyt smakiem, a w końcu o to chodziło. Za swe trudy organizacji wystawnej kolacji otrzymał punktów dziewiętnaście, czyli tyle samo, co ostatnia uczestniczka – Agata.

Agnieszka

Najmniej aktywna, czy raczej rozrywkowa, uczestniczka tego odcinka. Powściągliwa zarówno wobec zabawy zaproponowanej przez Tomka, jak i Agatę (ale o nich później). Gotowanie określiła celebracją stosunków społecznych. Na co dzień koordynatorka-optymistka, lokatorka mieszkania na szóstym piętrze w bloku, gdzie jest zabytkowa, choć niedziałająca winda i właścicielka zachwycającej, ogromnej biblioteczki. Dla gości nie przygotowała żadnych atrakcji, chyba że było nią zwiedzanie domu. W ramach posiłków zaserwowała wakacyjną podróż, czyli: Włochy – Sycylijskie zamieszanie, Chorwację i Ognistą Hiszpanię, gdzie ogień miały wywołać papryczki chili. Koniec końców zyskała siedemnaście punktów, lądując na trzecim (czwartego nie było) miejscu. Tym sposobem zdradziłam, kto wygrał, ale przecież nie tylko werdykt się liczy.

Tomek

Tego mężczyznę określiłabym jako ciepłego, sympatycznego albo nawet poczciwego. Sam jego uśmiech sprawia, że człowiekowi robi się lżej na duchu. Tomek na co dzień zajmuje się tańcem towarzyskim – jest instruktorem, ale także właścicielem szkoły. Jego partnerką zarówno życiową, jak i w tańcu, jest jego żona. Lubi gotować i zwraca uwagę na jakość produktów, szczególnie odkąd urodził mu się wymarzony syn. Gości poczęstował: Żurem po staropolsku, Jagnięciną w sosie jogurtowym z dodatkiem własnoręcznie zrobionej pity i Prawie sernikiem na zimno, który wyglądał zjawiskowo. Nie ma co ukrywać – to on wygrał. Wygrał swoimi daniami, wygrał zapewnioną rozrywką (krótki kurs podstawowych kroków salsy) i wygrał swoim charakterem. To po prostu dobry człowiek jest. Szkoda tylko, że na jego stole nie stały tak piękne kieliszki, jak u Bartka, ale cóż – nie można mieć wszystkiego. I jeszcze, zanim przejdę do ostatniej uczestniczki, chciałabym przypomnieć miłośnikom Ugotowanych scenę, w której Tomek czyta menu na kolację Agaty i leży na łóżku masażystki. Szczerze mówiąc, dawno się tak nie zdziwiłam. Nie wiedziałam, czy mam się śmiać, czy ta sceneria jest na poważnie, czy co… Ale poza tym plus za luźne podejście do samego siebie.

Agata

Pani architekt, zarządca prac budowlanych, kobieta o pięknych, jasnych, niestety farbowanych (ale co w tym złego?) włosach. Zgrabna, taneczna, zabawna. Gościom zaserwowała, w ramach drugiego deseru, taniec na rurze (który uprawia hobbystycznie), a także próbowała nauczyć panów podstawowych „kroków”, co na dobre im nie wyszło. Na jej stole pojawiły się: Smażone krewetki, Kurczak korma i Francuskie drożdżówki, które szczególnie do gustu przypadły Tomkowi (choć on zasadniczo chwalił wszystko). Widać, że była zawiedzona przegraną, chociaż maskowała to śmiechem i radością. Chyba myślała, że wygra. Ostatecznie drugie miejsce wcale nie jest złe, a to Bartek dał jej zaskakująco niską notę (być może ze względu na incydent na rurze). Jej kolacja (jako całokształt spotkania) była elegancka, schludna i dobrze zorganizowana, a Agata – choć lubiła sobie ponarzekać na innych – dawała same dobre noty. Z pewnością gdybym nie kibicowała poczciwemu Tomkowi, stawiałabym właśnie na nią.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Fot. Archiwum TVN



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat