Playboy Maurizio
Aby urozmaicić odcinek otwierający sezon, na pierwszy ogień szóstej edycji Ugotowanych poszedł włoski Polak Maurizio, właściciel studia nagrań i niestrudzony poszukiwacz polskiej żony. Jak widać, krytykowana przez rzeszę osób twórczość Donatana przyniosła korzyść choć jednej osobie, która bardzo dosłownie odczytała i zastosowała się do rady "Tu dobra wódka i dobre dziewczyny, szukaj u nas idealnych żon". Jak dotąd jej nie znalazł, acz wcale go to nie załamało - wręcz przeciwnie. Do programu zgłosił się, by i tu zarzucić swą południową, gorącą sieć. Włoskie potrawy zaadaptował jednak do polskich kubków smakowych, przez co straciły one swój pazur. Zaczął od Fasolowego figo fago, potem podał Na kukurydzianym polu, a zakończył Tropikalnym podrywaczem. Deser oceniony został najwyżej, natomiast kukurydziany wynalazek rodem z "Dzieci kukurydzy" i szaro-bura przystawka zawiodły oczekiwania współzawodników. Zabrakło też atrakcji. Maurizio zajął trzecie miejsce, nie wygrywając ani gotówki, ani słowiańskiej żony. Zawiedzony wrócił do własnego domu, gdzie cierpliwie czeka na tegoroczną Eurowizję.
Białogłowa Magda
Drugą gospodynią była młoda i śliczna studentka psychologii społecznej, a wcześniej polonistyki. Miłośniczka sportu, zdobywczyni złotego medalu na europejskich mistrzostwach w kategorii juniorów w karate, a także gimnastyczka praktykująca styl życia zwany cheerleadingiem. Dla niej jest to bowiem coś więcej niż taniec - to także sposób odżywania, pewność siebie, energia,... w skrócie: cała filozofia. Dla gości przygotowała meksykańskie menu, jako iż duch Meksyku odpowiada jej charakterowi. Podała: Avocado SALSĘ, Jalapeno ZUMBĘ oraz Czekoladową BACHATĘ. Nazwę papryczek odczytała jako "halapenio", ale mówiąc o tortilli powiedziała już "tortilla". Hmm, co z tym meksykańskim duchem? Tak czy inaczej dania nikogo nie zachwyciły, strój nie pomógł w podniesieniu punktacji, a długi czas oczekiwania na jedzenie irytował. Magda zaprosiła też gości do krótkiej lekcji tańca, co zostało odebrane na trzy różne sposoby: Marta nie była zbyt zadowolona, że po dużej dawce obiadowej musi skakać, Robert wczuł się w sytuację, a Maurizio uznał, iż Magda odziała kusy strój dla przypodobania się i zatarcia złego wrażenia po niesmacznym jedzeniu. Zatrzeć się jednak niczego nie udało i w efekcie gospodyni wylądowała na ostatnim miejscu, uzyskując o punkt mniej od włoskiego poprzednika.
Robert-niespodzianka
Trzeci gospodarz, improwizator teatralny i informatyk, okazał się dla wszystkich dużym zaskoczeniem. Wiedząc wcześniej, że zajmuje się komputerami, nie nastawiali się na nic ciekawego w ramach kolacji, przewidując nawet możliwość zjedzenia czegoś wcześniej we własnych domach. Przybywszy jednak do jego gustownego, nowoczesnego i bogato urządzonego mieszkania i spróbowawszy Słonej bajaderki, Armatniego kartacza i Marzenia w kratkę, musieli zmienić zdanie i oddać Robertowi honor. Ponadto gospodarz zapewnił im ciekawą, kreatywną atrakcję, jaką była gra w "tylko pytania". Polegała na improwizowaniu, czyli szybkim wymyślaniu kolejnych pytań, którymi można było sensownie odpowiedzieć na zaczepkę poprzednika. W ten oto sposób, jak wyjaśnił Robert, on sam nauczył się otwartości i pozbył nieśmiałości. Wcześniej bowiem trudność sprawiał mu jakikolwiek kontakt z żywymi ludźmi, dziś zaś jest duszą towarzystwa, o czym każdy mógł się przekonać. Mężczyzna zdobył dość sporo punktów, bo 22, ale nie wygrał odcinka. Wygrał za to coś innego - udało mu się obalić stereotyp o wyalienowanym, aspołecznym informatyku, który potrafi co najwyżej zagotować wodę na zupkę chińską. Brawa dla niego!
Surowa Marta
Czwarta i zarazem ostatnia gospodyni to wystrzałowa babka rodem ze strzelnicy, właścicielka firmy marketingowej, tajemnicza klientka, a także mama nastoletniego chłopca. Od początku było wiadomo, że ma o sobie i swej kuchni dobre zdanie i planuje być bezkonkurencyjna. Innych oceniała surowo, choć nie była przy tym niesympatyczna. Raczej starała się trzymać konkurencję na dystans, utrzymując pełen profesjonalizm. Sama siebie określiła jako "spontaniczną, ale poukładaną". Gości postanowiła oczarować cudowanie podanymi: przystawką Kamikaze czyli kolor wygrywa, daniem głównym Oldschoolowe warzywa oraz deserem Obrażona oberżyna. Choć nie przygotowała atrakcji, to i tak nie miała sobie równych. Od mężczyzn otrzymała po siedem punktów, od Magdy zaś pełną dziesiątkę. Planowała wygrać i dopięła swego. Nie zdziwiłabym się, gdyby gdzieś pod stołem miała listę rzeczy do zrobienia, które po kolei systematycznie wykreślała. Profesjonalizm i opanowanie opłaciły się. Gratulacje!
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Fot. TVN
Komentarze