Wrocław ugotowany

Ugotowani - sezon 6, odcinek 8.
Potrzeba było ośmiu odcinków, by kulinarna rywalizacja dotarła także do Wrocławia. Kto w tym mieście gotował, a kto został ugotowany?

Ekscentryczna ciotka Ela
Pierwszą gospodynią najnowszego odcinka Ugotowanych, a do tego prawdopodobnie najbardziej czepialską i niezadowoloną osobą w historii programu, była właścicielka kwiaciarni Elżbieta. Według przyjaciół „królowa żelatyny”, według współzawodników raczej wybredna księżniczka. Rodowita wrocławianka, nie oddająca jednak charakteru mieszkańców tego miasta, a wręcz robiąca im antyreklamę. Swych gości powitała w kiczowato udekorowanym mieszkaniu, w równie kiczowatych przebraniach, które zarzucała na czas podawania potraw, wcielając się m.in. w niskobudżetowego anioła. Zaczęła od Zatopionych rozłączonych, później zaprezentowała Dziwaczkę w oczach Goi, na koniec zaś zostawiła Niebiańskie podniebienie. Atrakcją wieczoru było zbieranie kwiatków do koszyka i układanie z nich czegoś na kształt bukietu tudzież wianka/ozdoby domowej. Goście ocenili starania gospodyni na 16 punktów, co nie jest może wybitnym wynikiem, ale jak na Elżbietę i tak zdecydowanie wygórowanym.

Erotyczny Jarosław

Drugim gospodarzem wrocławskiego odcinka był manager firmy związanej z budownictwem, ale przede wszystkim autor bloga damsko-męskiego, osadzonego w tematyce erotyki. Singiel, ale jednocześnie tata. Choć przysięgał przed Fredrą miłość do końca życia, wyszła z tego „dupa”. Jak się później okazało, „dupa” wyszła także z kolacji, jako że Jarosław zajął ostatnie miejsce. Nie udało mu sie uwieść gości Balsamicznym afrodyzjakiem, Młodym mięskiem, ani Grzesznym przysmakiem. Nie zapunktował też przygotowanym w ramach atrakcji tańcem brzucha zaproszonej młodej kobiety, gdyż atrakcja ta była „ni z gruchy, ni z pietruchy”, bo w żaden sposób nie łączyła się z kolacją. Otrzymał o dwa punkty mniej od ekscentrycznej ciotki Eli, co zabolało go zdecydowanie bardziej od czwartego miejsca. Szczerze mówiąc – nie dziwię się i nie zazdroszczę.

Uśmiechnięta Ola

Trzecia gospodyni odcinka to „matka, żona i redaktorka”, choć Jarosław zapewne z chęcią dodałby, że również kochanka. Aleksandra jest redaktorką w wydawnictwie, potrafi robić torty w stylu angielskim, co też zaprezentowała w ramach deseru, a także uważa się za „zwierzę stadne” oraz „jednostkę gotująco-piekącą”. Bardzo sympatyczna i radosna, dla swych gości przygotowała wizytówki „z jajem”, dzięki którym sami mieli odkryć swoje miejsca. Atrakcja ciekawa, ale zdecydowanie zbyt krótka. Dłuższy był za to czas spożywania dań, czyli Kremu z podziemnej pomarańczy, Podwiązek apetycznej Włoszki – niestety zimnych, bo źle odgrzanych – oraz wspomnianego już tortu o tajemniczej nazwie Deser na gazie. Ponadto Ola przygotowała najładniejszy stół w tym odcinku, a jej zastawa była nowoczesna i piękna, podobnie jak podane w niej potrawy. Niestety, zdobyła tyle samo punktów, co narzekająca na wszystko Ela, zajmując drugie miejsce.

Rockowy Piotr

W tej sytuacji nie trudno się domyślić, że czwarty gospodarz ugotował pozostałych, zabierając całe pięć tysięcy. Szczęśliwcem tym był Piotr – wokalista rockowej kapeli, który za dnia kulturalnie prowadzi gospodarstwo agroturystyczne, oprowadzając dzieciaczki po stojącym obok starym młynie. Nie mieszka we Wrocławiu, ale tuż pod – w Zawadce. Podczas kolacji zachowywał twarz pokerzysty, co Jarosław ładnie ujął w słowa: „wpieprza wszystko z talerzy, ale nie jestem pewien, co mu smakuje”. Do tego posiada cudowne lokum, w którym nie ma żadnych pokoi, a łazienka, kuchnia, sypialnia itd. to jedna wielka drewniana sala. Ciekawe rozwiązanie, aczkolwiek przy więcej niż dwóch osobach mogłoby być dość krępująco, a Piotr to przecież człowiek rodzinny. Jak zatem radzi sobie w tych niecodziennych warunkach? To pozostanie zagadką! Swych gości uraczył Czarnym szaleństwem – czerniną, Młyńskimi wariacjami i Czterema porami roku z jajem. Na koniec zagrał im mini-koncert wraz ze swą kapelą, by zaraz potem otrzymać całe 23 punkty, wygrywając odcinek. Słuszna decyzja, a pieniądze poszły w dobre, rockowe ręce. Szkoda tylko tej Eli na drugim, ale cóż poradzić? Widocznie tak miało być. Pamiętajcie tylko, że wrocławianie wcale nie są tacy, jak ona.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Fot. TVN



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat