Powiedzonko to przypomniało się także i mnie, gdy umówiłam się na spotkanie z przyjaciółką, która na stałe mieszka za granicą. Jej pojawienie się w Polsce stało się doskonałą okazją do skrzyknięcia damskiego grona z czasów licealnych. "Jak wam tu dobrze, że możecie się ciągle spotykać"- zachwyciła się. Jej entuzjazm był jednak na wyrost, gdyż jak się okazało od czasu jej ostatniego pobytu w Polsce, nie spotkałyśmy się ze sobą ani razu, a i to spotkanie nastręczyło części z nas kłopotów związanych ze zmianami planów czy dojazdem. Kiedy zamówiła pierogi, których nie ma w Irlandii wszystkim pociekła ślinka, bo jako przedstawicielki pokolenia fast-foodu raczej nie palimy się do ich lepienia. Tak oto na stole wylądowało pięć talerzy ruskich ze śmietaną, a na tapecie pojawił się temat idealizowania świata z odległości.
Znana podróżniczka Beata Pawlikowska przyznała kiedyś, że gdy chce popatrzyć na swoje życie z dystansu wybiera się w jak najdalszy punkt świata. Taka perspektywa pozwala jej ocenić sytuację z należytym obiektywizmem. Można jednak zauważyć, że długotrwały pobyt poza granicami kraju ten obiektywizm nieco zaburza. Tęsknota za krajem i skrywający się dotąd patriotyzm mogą nieco ten obraz ubarwić. Przebywając w Hiszpanii będziemy bowiem z utęsknieniem wspominać śnieżnobiałe święta (lecz czy na pewno zawsze takie są?), będąc w Niemczech z łezką w oku przywoływać w pamięci polską gościnność i otwartość (a kiedy ostatnio zaprosiłeś sąsiada na kawę?), smarując masłem angielskiego tosta, przypomnimy sobie najlepszy na świecie polski chleb (choć nigdy rano nie chce się nam po niego iść do sklepu). W koloryzowaniu miejsca w którym nas nie ma nie ma nic złego, jeśli ma służyć jedynie przywołaniu dobrych wspomnień. Często jednak idealizacja służy jedynie jako pożywka krytycyzmu tego, w którym się obecnie znajdujemy. Będąc w Polsce możemy usłyszeć niemal na każdym kroku, że to kraj złodziei, że politycy kłamią, drogi są dziurawe, wódka droga, a wszystko wokół to jedna wielka banda. Jako przeciwieństwo służy nam wielki, cudowny przyjaciel USA, które co wieczór wysyła do nas kolorowe pocztówki w postaci filmów o pięknych kobietach, przystojnych i bogatych mężczyznach i szybkich samochodach. Ten wspaniały obraz (nie zakłócony myślą o tym, że to fikcja filmowa) pozostaje w naszych głowach, by przypominać o tym, jak źle jest w tym naszym padole. Taka idealizacja służy jedynie demotywacji i pogrążaniu się.
Optymizmu na temat cieszenia się swoim własnym miejscem pobytu powinni nas uczyć Francuzi, Grecy czy Włosi. Ich duma z własnego kraju płynie prosto z serca, dlatego czują się szczęśliwi, gdziekolwiek są. Cieszą się otaczającym ich pięknem i lubią świętować wszystkie dobre chwile. Znalazłam niedawno w jeden z rzadkich egzemplarzy optymistów polskich. Namawia on do kupna słoika na pozytywne uczucia. "Jest to zbieranina tego wszystkiego, o czym mówimy przyjemne, i z miłym akcentem - sprzedaję, bo jestem zadowolony, szczęśliwy i myślę, że może ktoś inny teraz może mieć z niego radość. Słoik polega na tym, że zawsze jak przychodziły przyjemne chwile, otwierałem słoik i nagarniałem do środka ten moment, momenty z racji tego, że są czymś więcej niż powietrze osadzają się na dnie ( myślę, że tak jak warstwy ). Gdy kolejno otwiera się słoik, to układają się te chwile na sobie. Otwierasz słoik na chwilę i wyciągasz trochę pozytywnych emocji. Nie jest to źródło niewyczerpane (przynajmniej mi się tak wydaje) natomiast, jeśli wkładasz do środka swoje pozytywne emocje, to później możesz z nich korzystać. To tak jak z Kubusiem Puchatkiem i jego miodkiem w słoiku."- instruuje sprzedający. Jego wizja świata jest tak pozytywna, że aż poprawia humor. Do słoika autor dodaje listę pozytywnych uczuć, które obecnie się w nim znajdują. Są to:
Poranek nad morzem,
Jedna z najlepszych imprez w życiu
Słoneczna pogoda w górach,
Pociąg, który dojechał na czas
Wzruszający Film ( To właśnie Miłość) ( słoik tez oglądał film)
Jajecznica o poranku, gdy wieczór był ciężki
Moment wyjścia z pracy.
To uczucie, które towarzyszy Ci tuż przed zaśnięciem.
Poczułam, że taki słoik lub choć notes powinien sprawić sobie każdy, aby zacząć dostrzegać, że pozytywne chwile zdarzają się tu i teraz. Że nie trzeba lecieć do Stanów ani nigdzie indziej, by dostrzec, że to co mamy tu jest wystarczająco dobre, tylko trzeba o tym pamiętać i to cenić. Jeśli będziemy spotykać się z przyjaciółmi, zamawiać lub lepić pierogi i cieszyć ze spaceru z fajną osobą zrozumiemy, że wszędzie dobrze... ale w domu najlepiej.
Agnieszka Zięba
(agnieszka.zieba@dlalejdi.pl)
Komentarze