Wszystkie życia Mr. Nobody

Recenzja filmu Mr. Nobody.
Co byśmy zrobili, gdybyśmy mogli podjąć inne decyzje? Co by było, gdybyśmy byli świadomi ich konsekwencji? Obraz filmowy „Mr. Nobody” pozwala odpowiedzieć, choć w części, na te pytania.

Oglądając trailer, nie do końca jesteśmy pewni, czego mamy się spodziewać. Dostajemy zapowiedź machlojek czasem oraz melodramatyczną opowieść, w której młodzieńcze uczucia odgrywają największą rolę. W kinie widz jest świadkiem niezwykłej historii łączącej w sobie wiele różnych koncepcji.

Głównym bohaterem jest tytułowy Nemo Nobody, który w wieku 118 lat rozpoczyna swoją opowieść o minionym życiu. Pan Nikt ma pewną specyficzna cechę, którą został obdarzony jeszcze przed narodzinami. Nemo zna wszystkie kombinacje swojego życia. Wszystko sprowadza się do tego, że nie musi podejmować jednego, ostatecznego wyboru. Może podjąć każdą decyzję, wiedząc i przeżywając konsekwencje z nią związane. Każde.

Reżyser skoncentrował się tylko na kilku wycinkach życia głównego bohatera: dzieciństwo, okres nastoletni i ten, gdzie ma ponad 30 lat. Można się czepiać, dlaczego tylko tyle, dlaczego tak skromna ilość możliwości rozpościera się przed Nemo, ale gdyby scenarzysta miał uwzględnić wszystkie okresy życia, to film byłby zdecydowanie najdłuższą produkcją na świecie. Koncepcyjnie można odnaleźć tutaj „Benjamina Buttona” i „Efekt Motyla”, a  dodatkowo cała gamę mniejszych motywów, które z powodzeniem można wychwycić.

Czy mimo wyraźnego braku oryginalności, film pozostaje innowacyjny? Zdecydowanie tak. Pojęcia czasu i tzw. efektu motyla są jedynie punktami wyjścia do historii z morałem, może nieco zbyt patetycznej w swoim brzmieniu, ale stanowczo wartej uwagi. Opowieść jest inna i bezsprzecznie motyw miłosny wybija się na tle innych. Reszta to otoczka i koła zamachowe, by pchać wątek dalej.  

Gdyby patrzeć pod względem innowacyjności, świeżości poruszanych zagadnień i środowiska, to dostajemy odgrzany kotlet. Dość strawny, ale nadal odgrzany. Przedstawienie potęgi pierwszej, młodzieńczej, najsilniejszej miłości w realiach do tej pory niespotykanych jest jak najbardziej pozytywnym efektem, wabiącym, aby obejrzeć film. Nic tutaj nie jest nachalne, wymuszone. Po prostu, przyjemnie spędzony czas w kinie.

Semko Bayer
(semko.bayer@dlalejdis.pl)

„Mr. Nobody”, USA 2009, reż. Jaco Van Dormael


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat