Według wielu profesorów Dzień bez Przekleństw nic dobrego nie wnosi w nasze codzienne życie, niczego nie uświadomi, a wręcz szkodzi. Tego typu dzień niejako zezwala nam na przeklinanie w każdy inny dzień całego roku, byle nie 17 grudnia. Takie podejście potwierdza niestety fakt, że większość Polaków znacząco nadużywa niecenzuralnych słów..
Przekleństwo powszechnie rozumiane jest jako obelga wyrażana w wyniku gniewu, negatywnych emocji w stosunku do drugiego człowieka. Niestety, w realnym życiu nie zawsze tak jest. Coraz częściej używamy przekleństw jako tzw. przerywniki w zdaniach. Pełnią rolę przecinków. Pospolite epitety już nam widocznie nie wystarczają. To smutne, ponieważ jest to swojego rodzaju nieudolność językowa i nie bójmy się tego słowa – swoisty prymitywizm. Niewątpliwie cały ten wulgarny tryb nakręcają nasze media. Słynni celebryci wypowiadają się publicznie, używając niecenzuralnych słów, które mimo woli z czasem przyswajamy my – zwykli ludzie, a w szczególności dzieci i młodzież. Nie można jednak wszystkiego tłumaczyć tym, że żyjemy w takich czasach. Młodym ludziom należy dawać przykład. Szkoła, dom, podwórko – to stamtąd czerpią wzorce. Jeśli rodzice przeklinają w domu, choćby mimochodem, dziecko robi to samo, bo dlaczego nie, skoro mama czy tata tak się wyrażają. Wulgarny język szczególnie występuje w rodzinach patologicznych, jednak nie jest to norma i wskaźnik. Bardzo często klnie jak szewc tzw. inteligencja, po której nigdy byśmy się nie spodziewali słów okrojonych z cenzury.
Wszystko jest dla ludzi. Także wulgarne słowa. Nie oszukujmy się, że nie będziemy ich w ogóle stosować. Używajmy ich jednak z umiarem. Jeśli nie zależy nam na opinii publicznej, zróbmy to dla siebie, dla własnej wartości. Nie kaleczmy języka polskiego, zostawmy go takim jaki jest – nie tylko 17 grudnia.
Sandra Jakubowska
(sandra.jakubowska@dlalejdis.pl)
Komentarze