W drugim odcinku Kuchennych Rewolucji zobaczyliśmy restaurację Magnolia położoną w Gryfowie Śląskim w województwie dolnośląskim. Restauracja ta została kupiona przez dwie niedoświadczone, kompletnie zielone w temacie gotowania kobiety. Córka namówiła swoją matkę na kredyt, którego spłacanie stało się niemożliwe z racji braku dochodów. Zdarzało się bowiem, że dziennie w kasie nie pojawiała się nawet złotówka. Ile kosztowała sama restauracja? Prawie milion, a dokładniej osiemset tysięcy polskich złotych. Kiedy pani Magda usłyszała tę kosmiczną kwotę, zaniemówiła. Po otrząśnięciu się z szoku nie mogła powiedzieć nic innego, niż „Zamknijcie tę budę”.
Próba smaku
Opuszczając ryneczek pełen pięknych, barokowych kamieniczek, Magda Gessler znalazła się w miejscu, które wyglądało jak po rodzinnych imieninach lub wiejskim weselu. Puste, smutne wnętrze „ozdabiały” wątpliwej urody wiązanki z suszonych kwiatów, wazoniki i inne, niepasujące do siebie rzeczy. Aby nie sugerować się wyglądem i „smrodem piwnicy”, a skupić na smaku podawanych potraw, prowadząca przeniosła się na zewnątrz, gdzie wybrała stolik pod kamiennym murem rodem z Włoch. Atrakcje, które czekały na nią zaledwie paręnaście minut później, także były istnie WŁOSkie. Brak przystawek, „zupa jak pomyje”, surowe mięso i rzadko zamawiana pizza były niczym w porównaniu z włosem, jaki znalazła w swoim daniu. Aż dziw, że nie wstała i nie opuściła lokalu. Postanowiła dać mu jednak szansę. Wypytała właścicielkę, dlaczego właściwie kupiła to miejsce, kompletnie nie mając pomysłu na jego prowadzenie. „Zachciało mi się restauracji” – usłyszała w odpowiedzi. I tyle w temacie.
Mały zgrzyt
Nieciekawy, bezpłciowy wystrój był tylko początkiem góry lodowej. Po rozpoczęciu renowacji okazało się bowiem, że ściany porasta grzyb, a samo odgrzybianie zajmuje ponad cztery dni. Magda Gessler uznała, że właścicielki oszukały ją i wykorzystały Kuchenne Rewolucje jako darmowy remont. Starsza – matka – zarzekała się, że to nieprawda i przez chwilę pojawił się między nimi mały konflikt, zgrzyt w poglądach. Wcześniejsza irytacja prowadzącej, ukazana podczas standardowego plucia w chusteczkę oraz rzucania talerzami z niesmacznym jedzeniem, przerodziła się w złość. Nie szczędziła niemiłych, szczerych komentarzy. Powiedziała, że nigdy w życiu nie była w tak złej kuchni. Spisała to miejsce na straty wątpiąc, czy uda jej się cokolwiek wskórać. Łaskawie dodała jednak, że spróbuje.
Promocja i uczta dla gości
Kolejne oburzenie jednej z właścicielek wywołała zmiana nazwy lokalu z Magnolii na Oborę. Z Magdą Gessler nie ma jednak przebacz. Nie podoba się – ekipa może wyjechać. Takim sposobem wnętrze zostało przemalowane na błękit, puste miejsce w tle zajęły chabry i niezapominajki, a na środku pojawiła się główna bohaterka Obory – krowa. Nowym chwytem na przyciągnięcie klientów miał odtąd być murowany piec. Sam posiłek podano na czas, a ludzie nie narzekali. Ogólnie rzecz biorąc, dla właścicielek sprawy powinny były zacząć układać się pomyślnie. Ale czy zaczęły?
Powrót Magdy Gessler przebiegł mniej pozytywnie, niż w innych odcinkach. Restauracja, choć znacznie ładniejsza, nadal gościła mało ludzi. Potrawy także nie spełniły oczekiwania prowadzącej, choć ta uznała, że „jest ok”. Tu rodzi się jednak ważne pytanie: Czy ludzie, śladami Magdy Gessler, przejadą pół Polski tylko po to, by zjeść coś, co jest zaledwie „ok”? Odpowiedzmy sobie sami.
W połowie programu usłyszeliśmy głos powątpiewania pani Magdy, kiedy to stwierdziła, że nie wie, czy właścicielka miała wiele odwagi, czy po prostu zabrakło jej wyobraźni. Pod koniec nie wróciła już do tej wypowiedzi, natomiast widzom wniosek nasunął się sam. I z pewnością nie obejmował odwagi, ani pokrewnych jej postaw.
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Plan spotu wizerunkowego TVN wiosna 201216.01.2012fot.: Cezary Piwowarski/TVNna zdjęciu:Magda Gessler
Komentarze