To były opowieści o dziewczynce, której przydarzają się różne przerażające przygody. Do dziś mniej więcej o tym są moje książki. Kiedy miałam sześć lat, pod koniec zimy zachorowałam na zapalenie płuc. Mieszkaliśmy wtedy na zachodzie stanu Nowy Jork, a tam śniegi leżą najdłużej. Z powodu choroby nie mogłam wychodzić na dwór. Mama miała dość czytania mi bez końca książek dla dzieci. Pokazała mi więc, jak robić na drutach i nauczyła mnie grać piosenki na pianinie. W końcu, chyba w akcie desperacji, nauczyła mnie pisać. Mieliśmy starą maszynę do pisania, do dziś pamiętam charakterystyczny zapach taśmy nasączonej tuszem i okrągłe klawisze, ułożone niczym zęby w uśmiechu. Ta maszyna była zabytkiem nawet wtedy, w połowie lat 60. XX wieku i miała nieodparty urok. Pamiętam moment, gdy usiadłam przed nią na krześle, nogi zwisały mi w powietrzu i wtedy pomyślałam, że może zdarzyć się coś magicznego. Coś się we mnie wówczas obudziło – odkryłam, że publikowanie jest metodą, by historia mogła mówić. Kiedy słowa pojawiają się na białym papierze, historie zmieniają się w zadrukowane strony. Dla pisarza to moment, w którym zmienia się świat.
Skąd czerpiesz inspiracje do swoich powieści?
Zewsząd – może to być artykuł w gazecie, rozmowa z przyjacielem, nagła myśl, która przyjdzie mi do głowy w czasie spaceru z psem czy podczas pielenia ogródka. Kiedy pomysł powoduje, że czuję coś dziwnego w środku, w żołądku, muszę go wykorzystać w książce.
A co skłoniło cię do stworzenia książki „Pensjonat nad Wierzbowym Jeziorem”?
To było zdjęcie w gazecie. Była na nim stylizowana na starą karczma z pensjonatem w Saratoga Springs. Bardzo mi się spodobała i tak powstał pomysł na historię o renowacji zabytkowej karczmy i urządzeniu w niej pensjonatu, mniej więcej takiego jak Pensjonat nad Wierzbowym Jeziorem, który pojawia się w mojej książce.
„Pensjonat nad Wierzbowym Jeziorem” to trzecia część cyklu „Kroniki znad jeziora”. Dlaczego stworzyłaś taką serię?
Książki z serii „Kroniki znad jeziora” powstały między innymi dlatego, że jako dziewczyna zawsze chciałam jeździć na obozy, a nigdy nie pojechałam. Stworzyłam więc Obóz Kioga nad Wierzbowym Jeziorem, by ożywić dziewczęce marzenia.
W książkach z cyklu „Kroniki znad jeziora” można znaleźć wiele polskich akcentów.
W drugiej części serii „Zima nad jeziorem” stworzyłam rodzinną piekarnię założoną przez polskich imigrantów. To było inspirowane wspomnieniami moich dziadków, którzy pochodzą ze Lwowa na Ukrainie. Moja babcia świetnie piekła, choć nigdy nie zapisała żadnego przepisu. W książkę wplotłam wiele staropolskich przepisów mojej babci, które najpierw musiałam przetestować. Pisząc tę powieść, przytyłam kilkanaście kilo!!! Ale to była bardzo miła część pracy nad „Zimą nad jeziorem”.
Czy możemy odnaleźć cechy charakteru Susan Wiggs w bohaterkach twoich powieści?
Muszę przyznać, że tak. Główna postać kobieca w większości moich książek jest z reguły bardzo sprytna, ale niezbyt pewna siebie. Wierzy w miłość, przyjaciół i rodzinę. To całkiem nieźle opisuje mnie. Choć bohaterka moich książek jest na pewno szczuplejsza i młodsza niż ja.
Kto miał największy wpływ na twoją twórczość i dlaczego?
Oprócz mojej matki wpływ na moje pisarstwo mają na pewno książki, które czytałam, będąc młodą dziewczynką – autorstwa E.B. White, Madeleine L’Engle, Beverly Cleary, Louisy May Alcott i Louisy Fitzhugh. Moje skłonności do romansów wzięły się z miłości do książek Georgette Heyer i Mary Stuart. Dzisiaj silny wpływ na moją twórczość mają inni pisarze, mój wydawca, Mira, oraz mój agent. Oni pomagają mi udoskonalić i poprawić moje książki, zanim zostaną opublikowane.
Który element procesu tworzenia książki jest najprzyjemniejszy?
Zakończenie! Wtedy ma się takie przyjemne uczucie spełnienia. Pisanie książki zajmuje mi od sześciu miesięcy do roku i uwielbiam zbliżać się do końca. Gdy skończę, zostaje już tylko jeden krok, by książka trafiła do czytelników.
Gdybyś trafiła na bezludną wyspę i mogła zabrać tylko pięć książek, jakie by to były i dlaczego?
„W stronę Swanna” Marcela Prousta, ponieważ wiem, że to świetna książka, ale nigdy nie było okazji, bym ją przeczytała w całości. Mój francuski także by na tym skorzystał. „Władcę Pierścieni” J.R.R. Tolkiena, moją ulubioną książkę, którą mogę czytać bez końca. „Zabić Drozda” Harpera Lee to kolejna z moich ulubionych powieści. Za każdym razem, gdy ją czytam, odkrywam coś nowego. „How I Planned Your Wedding: The All-True Story of a Mother and Daughter Surviving the Happiest Day of Their Lives” („Jak zaplanowałam twoje wesele: Prawdziwa historia matki i córki, próbujących przetrwać najszczęśliwszy dzień życia”) Elisabeth Wiggs Maas (i jej matki, Susan Wiggs). To autentyczne, zabawne wspomnienia mojej córki i moje, które napisałyśmy razem. Książka zostanie wydana w USA w lutym 2011 roku. To pierwsze opowiadanie mojej córki, a ja uwielbiam jej sposób pisania. Na bezludną wyspę zabrałabym też dziesięć tysięcy czystych kartek papieru, ponieważ książka, która interesuje mnie najbardziej, to ta, której jeszcze nie napisałam.
Nad czym obecnie pracujesz?
Kończę ósmą książkę serii „Kroniki znad jeziora”. Nazywa się „Marrying Daisy Bellamy” i pojawi się w księgarniach w USA w 2011 roku.
Co robisz, kiedy nie zajmujesz się pisaniem?
Nadrabiam zaległości w czytaniu, chodzę na spacery z psem, odwiedzam przyjaciół i rodzinę, gotuję, piekę ciasta, jeżdżę na nartach, podróżuję, koresponduję z czytelnikami. Po prostu żyję swoim życiem – tak mi się wydaje. Bardzo się cieszę, że robię to, co kocham. Nie czuję, by pisanie było pracą!
Komentarze