Zabawa w restaurację, czyli Magda Gessler powraca

Kuchenne Rewolucje Magdy Gessler w restauracji Kameralnej w Chodzieży.
W telewizji wciąż pokazują zapowiedzi programu MasterChef, którego jurorką została Magda Gessler. Czy oznacza to, że porzuciła Kuchenne Rewolucje? Bynajmniej!

Po wakacyjnej przerwie Magda Gessler powróciła, by swymi szczerymi do bólu komentarzami oraz konstruktywną krytyką postawić na nogi kolejne restauracje. Przez wakacje było w mediach głośno o jej diecie. Niestety nie podziałała zbyt skutecznie, gdyż pani Magda wróciła do nas w całej okazałości. Podobnie niezmienny został wstęp do szóstego sezonu oraz cięty język prowadzącej. Na pierwszy rzut poszła kawiarnia Kameralna w Chodzieży. Trafnie nazwana została uśpionym, starym niedźwiedziem. Choć znajduje się blisko fabryki porcelany, nie potrafi zachęcić do siebie klientów. Funkcjonuje bardziej jako bar, w którym sprzedaje się piwo i fast food. W końcu cóż lepszego można dopasować do gry w bilard? Wszystko wydaje się być w miarę ok, dlaczego więc właścicielka poprosiła Magdę Gessler o pomoc? Okazuje się, że dzienne dochody nie przekraczają kilkudziesięciu złotych, szefowa kuchni – pani Grażyna, zupełnie nie przejmuje się rozporządzeniami pani Ani, żony właściciela, a kelnerki obrażają się i trzaskają drzwiami, gdy coś im się nie spodoba. Czy taki stan rzeczy łatwo było zmienić?

Zjawisko zastane
Magda Gessler, przekraczając próg restauracji, już narzekała. A to za gorąco, a to buczy wentylator, a to zła kolejność potraw. Fakt faktem, kanapy i stoły bardziej przypominały przedwojenny salonik u ciotki Klementyny, niż wnętrze współczesnej kawiarni, ale nie oszukujmy się, mogło być o wiele gorzej. Meble były zniszczone, ale wszędzie panowała czystość. Wiecznie obrażona kucharka Grażyna oraz rozpuszczone kelnerki były definitywnym błędem pani Ani, która nie potrafiła postawić na swoim, pobłażała im i bardziej martwiła się o ich zarobki, niż własne straty. Tak to dzisiaj bywa, że mili ludzie przegrywają.

Na spróbowanie Magda Gessler zamówiła karpia, strogonowa z kluskami, wątróbkę po węgiersku i deskę zakąsek, której w rezultacie nie otrzymała, gdyż kolejność podawania została potraktowana bardzo lekko. Co więcej, nikt tak naprawdę nie wiedział, co owa deska powinna była zawierać. Dodatkowo wątróbka była odgrzewana, karp niedosmażony, a strogonow przegotowany. Zawsze zastanawia mnie ta jedna rzecz – ludzie, którzy proszą panią Magdę o pomoc wiedzą, jak wygląda program i są świadomi, na jakie rzeczy zwraca ona uwagę. Czemu więc nigdy nie zadbają o te szczegóły i przed kamerami udają zdziwionych? Oto zagadka na resztę czwartkowego wieczoru, a teraz wracajmy do programu. Sytuację na kuchni można by oddać w słowach „gdzie kucharek sześć…”, ponieważ gotujących było naprawdę dużo, pracy dziesięć razy mniej, o ilości produktów już nie wspomnę. Nikt nie przeszedł quizu na podstawowe, polskie przepisy. Pani Grażyna zamiast uczyć swych podopiecznych, uczęszczających do szkoły gastronomicznej, wolała raczej rozsiąść się w fotelu i pomedytować. Ciężko stwierdzić, czy rozmyślała o jedzeniu czy były to jakieś głębsze, egzystencjalne przemyślenia. Niewykluczone, że minęła się z filozoficznym powołaniem. Magda Gessler uskuteczniła zatem swoje słynne plucie kotletem w chusteczkę i na tym zakończyła wstępne rozeznanie.

Metamorfoza
Zmiany były potrzebne, choć niekoniecznie takie, jakie zostały wprowadzone. „Cudny wystrój poprawia nastrój”, jak to powiedział lektor. Czy ja wiem, czy stał się taki cudny? Ciotkowe wnętrze zostało przemalowane na beż i biel z elementami czerwieni i miały przypominać kredens z porcelaną. Myślę, że to zbyt daleko idące skojarzenia, ale nikomu nie zabronimy widzieć w chmurach baranka czy jednorożca. Motywem przewodnim uczyniono minimalizm i prostotę, do których przypasowana została kuchnia wielkopolska. W ramach powitania w nowo otwartej Kameralnej podano botwinkę, żeberka i kopytka, które wreszcie zachwyciły miękkością i puszystością. Choć na początku programu Magda Gessler powiedziała pani Ani, że nie wie, czy da radę jej pomóc, od razu było wiadomo, że wszystko się powiedzie i nawet po powrocie prowadząca będzie zadowolona. Bar stał się restauracją, potrawy nabrały smaku, a wątróbka przestała być wygrzebywana gdzieś spod kafelków i odgrzewana w ekspresowym tempie. „Dobra mama” stała się szefową i rzuciła „zabawę w restaurację”, a zajęła się prawdziwym zarządzaniem. Po raz kolejny sprawdziła się teoria, że odrobina asertywności jeszcze nikomu nie zaszkodziła, a wręcz przeciwnie – pomogła. I oby tak dalej. Polsce z pewnością przyda się kilka nowych, dobrych restauracji.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Plan programu "Kuchenne rewolucje"Restauracja Orient Express w Lublinie28.06.2012fot.: TVN/Cezary PiwowarskiNa zdjeciu:Magda Gessler



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat