Dawno, dawno temu, kiedy Słowianie i Bałtowie byli poganami, wierzono, że w nocy z 31 października na 1 listopada dusze ludzkie odwiedzają ziemski padół. Obchodzono Dziady jesienne. Dusze należało ugościć, przygotować dla nich poczęstunek składający się najczęściej z kaszy miodu, jajek i wódki. Dla dusz wędrujących rozpalano ogień na rozstajach dróg. Gorące płomienie uniemożliwiały zarazem wyjście na świat upiorom: ludziom zmarłym nagle i samobójcom, których się obawiano. Ściśle przestrzegano niektórych zachowań. Trzeba było uważać, aby nie skrzywdzić odwiedzającej dom duszy. Dnia tego nie wolno było ubijać masła, maglować, deptać kapusty, prząść i tkać, ciąć sieczki, wylewać pomyj i spluwać.
Chrześcijaństwo zakazywało tych obrzędów, ale ludność nie wszędzie ulegała naciskom i potajemnie odprawiano Dziady nawet u schyłku XIX wieku. Ale już wcześniej, bo w roku 998, wychodząc naprzeciw krnąbrnym wiernym, w klasztorach podległych opatowi Cluny, 2 listopada ustanowiono dniem Wspomnienia Zmarłych. Chciano, by ludzie zaniechali pogańskich obrzędów na rzecz wspominania dusz, które znalazły się w czyśćcu. Zgodnie z wiarą katolicką czyściec jest karą pośmiertną za grzechy, przedsionkiem nieba, za którym tęskni dusza kiedy już po śmierci pozna Boga. Ale nieszczęśnikom takim można pomóc modlitwą i ofiara w ich intencji. W dzień ten odprawiane są msze i modlitwy w intencji dusz czyśćcowych. Składa się także ofiary pieniężne w kościołach i na cmentarzach.
Właśnie taką formę mają Zaduszki dzisiaj. Dnia tego odwiedzamy groby naszych bliskich, modlimy się w ich intencji. Zapalamy symboliczne znicze. Niezależnie od wyznawanej wiary czcimy ich pamięć.
Monika Pietrusiak
(monika.pietrusiak@dlalejdis.pl)
Komentarze