Tymczasem sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana. W Polsce nie obowiązuje obecnie jeden termin, od którego wszyscy właściciele domów muszą przestać ogrzewać je węglem. Decydują przede wszystkim lokalne uchwały antysmogowe oraz normy dotyczące jakości sprzedawanego opału.
Czy właściciele pieców na węgiel powinni więc przygotować się na kosztowną wymianę ogrzewania?
W niektórych regionach - zdecydowanie tak.
Ale nie dlatego, że od konkretnego dnia w całej Polsce zostanie zakazane palenie węglem czy popularnym ekogroszkiem.
To najważniejsza informacja.
Ministerstwo Klimatu i Środowiska wprost podkreślało przy pracach nad przepisami dotyczącymi paliw, że regulacje nie wprowadzają ogólnego zakazu stosowania węgla przez gospodarstwa domowe.
Ograniczenia dotyczące tego, czym można ogrzewać dom i jakiego urządzenia można używać, są w dużej mierze wprowadzane przez sejmiki województw w ramach uchwał antysmogowych.
Takie uchwały mogą określać między innymi rodzaje dozwolonych paliw, parametry kotłów, terminy wymiany starych urządzeń oraz obszary, na których konkretne paliwo zostaje całkowicie zakazane. Według Ministerstwa Klimatu i Środowiska uchwały antysmogowe przyjęło 14 województw.
I właśnie dlatego odpowiedź na pytanie "czy wolno mi palić węglem?" może być zupełnie inna w Warszawie, Wrocławiu i niewielkiej miejscowości w innym województwie.
Dobrym przykładem jest Warszawa.
Od 1 października 2023 roku na terenie stolicy obowiązuje zakaz stosowania węgla kamiennego oraz paliw stałych produkowanych z jego wykorzystaniem.
Kolejna duża zmiana nastąpi 1 stycznia 2028 roku. Zakaz obejmie wtedy gminy znajdujące się w dziewięciu powiatach obszaru warszawskiego stołecznego, między innymi piaseczyńskim, pruszkowskim, legionowskim, otwockim i warszawskim zachodnim. Przepisy przewidują jednak również określone wyjątki dotyczące części wcześniej zainstalowanych kotłów.
Tutaj hasło o "zakazie węgla" rzeczywiście może więc mieć bardzo konkretne znaczenie.
Inaczej wygląda sytuacja we Wrocławiu.
Już od 2018 roku nie można instalować tam nowych kotłów węglowych, a od lipca 2024 roku zakazane jest korzystanie z najstarszych, pozaklasowych urządzeń.
Kolejny kluczowy termin to 1 lipca 2028 roku.
Od tego dnia zasadą będzie zakaz użytkowania kotłów i pieców na paliwa stałe, także urządzeń klasy 3, 4 i 5. Przewidziano jednak wyjątek dla miejsc, w których nie istnieje techniczna możliwość podłączenia budynku do sieci ciepłowniczej lub gazowej.
Co ważne, inne zasady obowiązują w pozostałej części województwa dolnośląskiego. Tam od lipca 2028 roku wymagane mają być przede wszystkim odpowiednio nowoczesne urządzenia.
To pokazuje, dlaczego internetowe hasło "zakaz węgla w Polsce" jest tak dużym uproszczeniem.
Są również województwa, w których przepisy skupiają się przede wszystkim na eliminowaniu najbardziej emisyjnych urządzeń.
Przykładowo w województwie łódzkim od 1 stycznia 2025 roku nie wolno użytkować kotłów bezklasowych, natomiast kotły klasy 3 i 4 mają zostać wycofane od 1 stycznia 2028 roku.
Nie oznacza to automatycznie całkowitego zakazu węgla.
Kluczowe jest więc nie tylko to, jakie paliwo wsypujemy do kotła, ale również jaki dokładnie model urządzenia posiadamy i gdzie mieszkamy.
Tutaj zaczyna się druga część zamieszania.
W obowiązujących przepisach dotyczących jakości paliw nie funkcjonuje prosty zapis: "od dnia X zakazuje się ekogroszku".
Rozporządzenie z listopada 2024 roku określa natomiast coraz ostrzejsze parametry jakościowe dla węgla sprzedawanego gospodarstwom domowym.
Obecnie, czyli w sezonie 2026/2027, zwykły "węgiel groszek" może spełniać między innymi wymagania maksymalnie 11 proc. popiołu, maksymalnie 1,4 proc. siarki oraz wartości opałowej wynoszącej co najmniej 23 MJ/kg.
Od 1 lipca 2027 roku wymagania będą jeszcze ostrzejsze.
To jednak nadal nie jest zakaz ogrzewania domów ekogroszkiem.
W internecie może pojawić się również data 2031 roku.
I rzeczywiście ma ona znaczenie.
Obowiązujące rozporządzenie przewiduje, że wymagania odnoszące się do zwykłych sortymentów "węgiel kostka", "węgiel orzech" i "węgiel groszek" obowiązują do 30 czerwca 2031 roku. Ministerstwo wskazuje, że po tej dacie te kategorie nie będą mogły być wprowadzane do sprzedaży i obrotu.
Ale to nie oznacza, że w 2031 roku z rynku znika każdy węgiel przeznaczony do nowoczesnych kotłów.
Rozporządzenie przewiduje bowiem również osobne, znacznie ostrzejsze wymagania dla "węgla groszku standard dla urządzeń grzewczych klasy 3, 4 i 5 lub spełniających wymogi ekoprojektu". Taki opał może mieć maksymalnie 7 proc. popiołu i 0,8 proc. siarki oraz musi osiągać wartość opałową co najmniej 25 MJ/kg.
Innymi słowy - polityka państwa zmierza w kierunku eliminowania gorszych jakościowo paliw, a nie prostego zakazu sprzedaży każdego rodzaju węgla jednego dnia.
To rozróżnienie jest bardzo ważne.
Przepisy krajowe dotyczące jakości paliw regulują przede wszystkim to, jaki opał może być sprzedawany.
Uchwały antysmogowe regulują natomiast to, czego można używać w konkretnym miejscu i jakie urządzenie może ogrzewać budynek.
Może więc dojść do sytuacji, w której określony rodzaj węgla nadal będzie legalnie dostępny w sprzedaży, ale w danym mieście nie będzie wolno go spalać.
I odwrotnie - mieszkańca regionu, w którym nie obowiązuje całkowity zakaz węgla, mogą dotyczyć przede wszystkim wymogi dotyczące klasy kotła i jakości kupowanego opału.
Uchwała antysmogowa nie jest jedynie zaleceniem.
Jeżeli w danym województwie lub mieście obowiązuje zakaz używania konkretnego pieca albo paliwa, jego naruszenie jest wykroczeniem.
Prawo przewiduje w takich przypadkach grzywnę do 5 tys. zł. Kontrole mogą przeprowadzać między innymi upoważnieni pracownicy samorządów oraz straże miejskie i gminne.
Dlatego przed kolejnym sezonem grzewczym warto sprawdzić nie ogólnopolskie nagranie z mediów społecznościowych, ale uchwałę antysmogową obowiązującą dokładnie w miejscu naszego zamieszkania.
Nie ma jednej daty, od której w całej Polsce przestanie być legalne ogrzewanie domu węglem lub tak zwanym ekogroszkiem.
Prawdziwe są jednak trzy rzeczy.
Przepisy dotyczące jakości opału są stopniowo zaostrzane. Kolejne województwa eliminują stare kotły. Niektóre miasta i regiony wprowadzają lub już wprowadziły całkowity zakaz ogrzewania węglem.
Dlatego właściciel kotła, który dziś działa legalnie, nie powinien automatycznie zakładać, że będzie mógł używać go jeszcze przez wiele lat.
Internetowy nagłówek o "zakazie węgla" jest więc zbyt prosty. Rewolucja rzeczywiście trwa, ale nie odbywa się jednego dnia i nie wygląda identycznie w całej Polsce.
PMP
Fot. Wygenerowano AI
Komentarze