Ile razy robimy i słyszymy podobne deklaracje? Końcówka roku to podobno dobry czas na robinie dalekosiężnych planów. To niemal coroczny rytuał, maglowany w mediach i podczas prywatnych spotkań. Rodzi się zatem pytanie: po co?
Oczywiście w planowaniu nie ma niczego złego, wręcz przeciwnie, na ogół uczy zorganizowania, daje motywację i siłę do działania. Często jednak budzi w nas tylko stres, frustrację i niezadowolenie z efektów. Każdy rok to czas, który i tak upłynie, wspomnienia, które zostaną i myśli, które znajdą ujście. To aż 365 dni mycia zębów, zmywania naczyń i porannego wstawania. To też spotkania z przyjaciółmi czy nieznajomymi, śmieszne, ale i smutne sytuację. Codzienne małe rzeczy, szczery śmiech, życzliwe słowo i drobne przyjemności. Przed każdym Sylwestrem marzymy, że nowy rok będzie tym lepszym.
Jednak motywacji wystarcza zazwyczaj do „trzech króli”. Po czym, nie wiedzieć czemu tęsknimy do poprzednich dni. Odruchowo wpisujemy datę z rokiem poprzednim. Szukamy wymówek, jakich w tym zaganianym świecie nie brakuje. A gdyby tak tym razem, oszukać otoczenie i samych siebie? Wyjść z utartych schematów i spędzić Sylwestra bez zadęcia i ciśnienia na najlepszą imprezę w roku. Idąc trochę pod prąd, nie robić żadnych postanowień i cieszyć się z kolejnej zmarszczki wokół oczu. Dać sobie komfort bycia sobą. Pozwolić sobie na lenistwo i drobne przyjemności, bez liczenia kalorii i wyrzutów sumienia. Zrobić wszystko na opak i mieć w nosie najnowsze trendy.
O ile więcej radości przyniesie nowy rok, kiedy wejdziemy w niego tak, jakby był kontynuacją poprzedniego. Wygodnie przyznając że owszem czasem ma się gorszy dzień i kilka kilogramów więcej od Anji Rubik, ale też przyjemność z życia, jedzenia i bycia samym sobą. O ile weselej będzie spędzać sylwestra w wygodnej pidżamie z przyjaciółmi, niż w za obcisłej i zbyt drogiej sukience. Może po prostu nie zauważyć, że coś się zmienia i planować bez żadnej konkretnej daty, ale za to z nadzieją, że jeśli przyjdzie to super, natomiast jeśli nie, to też fajnie, bo zrobiłam wszystko co mogłam. Schować wyobrażenia do kieszeni i dać szansę rzeczywistości.
Tak po prostu iść do przodu, bez zwracania głowy wstecz, bez ceregieli, brać od życia to, co nam daje, bez wygórowanych oczekiwań. Z pokorą brać to, co przynosi los. Codziennie robiąc mały krok, który przybliża nas do celu, ale naszego własnego, nie partnera, rodziców czy otoczenia. Co najważniejsze, niezależnie od dnia, a już z pewnością bez obowiązku, że jeśli nie w ten ostatni dzień w roku, to już nigdy!
Iwona Wachel
(iwona.wachel@dlalejdis.pl)
Fot. sxc.hu
Komentarze