Alternatywny Kamil
Kolacja otwierająca dzisiejszy odcinek poszła zaskakująco dobrze. Jej gospodarzem był młody mężczyzna imieniem Kamil - w dniu powszednim pracownik korporacji, w czasie wolnym artysta tworzący w zupełnie darmowym materiale - śmieciach i przedmiotach codziennego użytku, których właściciele już nie potrzebują. Swoją alternatywną osobowość wyraża także wieloma kolczykami, dredami oraz zadeklarowanym dwa lata temu przejściem na wegetarianizm. Lubi nadużywać słowa "omkłe", opisując w ten sposób niepasujące bądź niesmakujące mu składniki dań przeciwników. W trakcie odcinka narzekał na współzawodników, że traktują wegetarian stereotypowo, podając im ciągle ryby. Moim zdaniem powinien być wdzięczny, że w ogóle zdecydowali się w ostatniej chwili zmieniać dla niego swoje menu. Wróćmy jednak do jego kolacji. Kamil powitał swych gości warzywnymi daniami, podanymi na bardzo ładnej zastawie. Zaczął od Tomato Gonzaleza, potem przeszedł do Francuskiego łącznika, by zakończyć Ogniście mroźną katapultą. W ramach atrakcji zabrał współzawodników na strych, gdzie mieli okazję stworzyć swoje własne dzieła sztuki z zastanych tam śmieci. Za całość wieczoru otrzymał 23 punkty, co naprawdę jest zaskakująco wysokim wynikiem, jak na pierwszy dzień rywalizacji.
Sympatyczna Sylwia
Piękna, młoda i optymistycznie nastawiona do życia. Mama chłopca cierpiącego na alergię, dzięki któremu nauczyła się gotować różne specjały, które synek mógłby zjeść bez obawy o zdrowie. Oprócz rodzicielstwa zajmuje się także prowadzeniem firmy szyjącej koszule na miarę, w której pracuje już piętnaście osób. Wcześniej studiowała anglistykę w Berlinie. Wybrała jednak inną drogę, czego nie żałuje, sądząc po jej ciągle uśmiechniętej twarzy oraz ogromnym, trzypoziomowym mieszkaniu, w którym nie dałoby się nie zakochać. Dla gości przygotowała orientalne menu, stawiając na smaki dalekiego wschodu. Jej menu składało się z Łososia w algach, Yakitori dona na patykach oraz Amarantusowych tropików. Niestety, smaki owe nie podbiły serc współzawodników. Nie podbiła ich także atrakcja, gdyż takowej zabrakło. Sylwia rozdała gościom pamiątkowe fartuchy, by już zawsze przypominały im o udziale w Ugotowanych, aczkolwiek tę "przyjemność" ciężko nazwać rozrywką. Sylwia zgarnęła 21 punktów, zajmując ostatnie miejsce. Chyba była na to przygotowana.
Indyjski Bartłomiej
Geodeta prowadzący własną firmę, człowiek pragnący zmieniać Polskę, a także podróżnik i miłośnik Indii, w których spędził osiem miesięcy swojego życia. Sam o sobie mówi, że nie gotuje najgorzej, bo za młodu podpatrywał babcię, mamę i tatę, oczywiście podczas pracy w kuchni, a poza tym, jak dotąd, jeszcze nikogo nie otruł. Dodatkowo ciężko byłoby uwierzyć, że człowiek zakochany w kulturze Indii nie chciałby zgłębić tamtejszych tajników kulinarnych. Po takim wstępie nie trudno się zatem domyślić, w jakim stylu było bartkowe menu. Mężczyzna zaczął od Pustynnego co nieco, by przejść przez Słoneczny Radżastan i skończyć na Słodko-gorzkiej. Atrakcje przygotował dwie: konkurs na rozpoznawanie zapachów indyjskich przypraw oraz malowanie tatuaży henną. Za całokształt zgarnął aż 26 punktów, w tym jedną pełną dziesiątkę. Przed kolacją zadeklarował, że jeśli wygra pięć tysięcy, odda je żonie, by kupiła sobie nową torebkę. Wcześniej wysmaruje ją (torebkę!) jednak przyprawami, by już zawsze przypominała o słodkim zwycięstwie.
Lokalna Marta
Ostatnią gospodynią dzisiejszego odcinka była Marta - instruktorka teatralna, którą teatr otworzył po wielu latach nieśmiałości. Przedstawiła siebie jako osobę spontaniczną, porywczą i gwałtowną. Śledząc jej losy podczas odcinka można było dojść do wniosku, że ów opis pasuje do niej idealnie, tyle że w innym życiu. W tym bowiem jest kobietą spokojną, rozważną i cichą. Marta, poza pracą teatralną, pomaga także mężowi w prowadzeniu rodzinnej winnicy, która jest w ich posiadaniu już od dziewięciu lat. Korzystając z okazji, w ramach atrakcji, pokazała ją gościom, a nawet więcej, niż pokazała - mogli oni bowiem najpierw nazbierać winogron, a potem samodzielnie przerobić je na sok. W domu przebrała się w przedwojenny strój winiarski, podtrzymując klimat, w który całą czwórkę wprowadziła przeprawa przez rzekę na cudownej, drewnianej łodzi. Zmęczeni i wygłodniali goście, po długim oczekiwaniu, mieli wreszcie okazję zjeść coś ze swojskiej, lokalnej kuchni Marty. Zaczęli od Wiejskiej elegancki, gdzie musieli przełamać lęk i przełknąć ślimaka, potem uraczeni zostali Dziką tradycją, a na koniec dorzucili do swych żołądków Czekoladowy romantyzm. Za całokształt przyznali gospodyni 23 punkty, a Kamil dorzucił plusik za oszczędzenie mu kolejnej rybnej kolacji, choć kotlety z soczewicy też nie wypadły najlepiej. Koniec końców okazało się, że pięć tysięcy i tak zgarnia Bartłomiej, a raczej jego żona. Znając życie, po nową torebkę pobiegła jeszcze tego samego wieczora, gdy mąż wrócił do domu z pieniędzmi. Ach te kobiece marzenia, ach ci mężczyźni w kuchni, ach te smaki Indii!
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Fot. TVN
Komentarze