Ziemniaczana Rewolucja w zamku Pudrowej Księżniczki

Kuchenne Rewolucje Magdy Gessler w restauracji Matalmara na Śląsku.
Stylowe rokoko czy różowo-biały kicz z każdej możliwej epoki? Zobaczcie i oceńcie sami. Magda Gessler już to zrobiła.

Trudne początki
Goczałkowice – nazwa, którą większość widzów Kuchennych Rewolucji usłyszała po raz pierwszy. To miejsce, a w zasadzie okolice miejsca, do którego z całej Polski zjeżdżają się kuracjusze, by odetchnąć świeżym powietrzem, odpocząć od codziennego stresu i odświeżyć organizm. Gdzieś tam, na zapomnianym poletku ziemi, stoi oryginalna willa o niezrozumiałej nazwie Matalmara. O ile wyjątkowość jest dziś w cenie, o tyle restauracja odzwierciedla wyłącznie jej złą stronę. Oryginalna oznacza tu dziwaczną, ekstrawagancką i w złym guście. Po wejściu do środka klienta zaskakuje szpitalna wręcz biel, miejscami tylko poprzeplatana żółcią i różem, a do tego onieśmielają go zabytkowe meble, których nie można dotknąć. Strach nawet na nie patrzeć. Choć lektor nazwał restaurację „muzeum”, ja bym z nim polemizowała. W muzeum przynajmniej można popodziwiać eksponaty, postać nad nimi chwilę, pozwolić sobie na refleksję. A tu? Niewiadomo nawet, czy można podejść.

Ten jakże wspaniały, luksusowy pałac w barokowo-rokokowym stylu prowadzi małżeństwo – pięćdziesięciojednoletnia Alicja i pięćdziesięciopięcioletni Marian. Całe szczęście, że właściciel ma dodatkową pracę (w której musi nieźle zarabiać, biorąc pod uwagę zakup tych wszystkich oryginalnych – jak podkreśliła żona – mebli, rasowych piesków i innych zabaweczek), bo inaczej straciliby Matalmarę w przeciągu tygodnia. Poza weselnymi weekendami, do środka nie zaglądał nikt. Mimo tego buntownicza Alicja upierała się, że idzie im całkiem nieźle. Po co zatem zaprosilii Magdę Gessler? Do końca odcinka odpowiedzi na to pytanie nie otrzymaliśmy.

Krytyczne oko
Co jeszcze uderza po wejściu do restauracji? Wszechobecny kicz. Magda Gessler odkryła hipokryzję właścicielki pasjonującej się konkretnym czasem historycznym, a ustawiającej na stołach naczynia z każdej możliwej epoki. Trochę PRLU, trochę nowoczesności, barok, rokoko – im więcej, tym lepiej. Przecież ludzie i tak się nie zorientują, a co! W kuchni czystość niesłychana, która nie może jednak zasłużyć na pochwałę, gdyż jest wynikiem braku jakiejkolwiek aktywności kucharzy, a nie dokładnego sprzątania. W skrócie: czysto, bo pusto. Najlepszą alegorią dla stanu knajpy była fryzura Magdy Gessler – pierwszy raz nie rak puszysta i podkręcona, ale smutna, potargana i w połowie lokowana, a w połowie skołtuniona. Szczytem smutku było za to ujęcie „zeszytu strat” funkcjonującego na zapleczu oraz zadowolonej miny Alicji, która opowiadała o wciskaniu klientom ankiet dotyczących oceny restauracji. A ileż tam było komplementów, ile wesołych buziek i słodkich słówek. Tylko gdzie ci zafascynowani rokokiem ludzie? Ups, chyba zdarzyło im się troszkę skłamać.

Jedzenie było stare, a kucharz zdziwiony, że w restauracji robi się świeże. Świeże mięso? Jak to? Ktoś tak naprawdę jada? Tak wielu dziwnych ludzi w jednym odcinku chyba jeszcze nie było. Zagubieni w rzeczywistości kelnerzy i kucharze, infantylna i dziecinna właścicielka, naiwny mąż – jak w operze mydlanej. Tyle że ta opera to pałac, który nie przyjmuje byle kogo. „Takich gości to my nie chcemy” – powiedziała Alicja, gdy Magda Gessler zaprosiła kuracjuszy na darmowy posiłek, by resztki jedzenia sprzed kilku dni nie zostały do końca zmarnowane. Po czterdziestu minutach takiego widowiska ciężko nie zacząć myśleć stereotypowo – tleniona blondynka z mopsikiem i yorkiem, cóż… Chyba muszę przeprosić za tę panią wszystkich widzów w imieniu normalnych posiadaczy małych psów.

Przeczucie
Większość widzów zapewne już po kilku minutach programu postawiła na restauracji krzyżyk. Tu zdradzę, że słusznie. Willa nie przyjęła patronatu Złotego Ziemniaka, nowy wystrój zniknął, a jego miejsce ponownie zajął cukierkowy puder. Ziemniakowa Rewolucja nie sprawdziła się w praktyce, gdyż jedzenie było ohydne i nie do przełknięcia. Oczywiście jeśli jesteście miłośnikami placków bez smaku oraz sosu grzybowego bez grzybów, to restauracja Matalmara jak najbardziej Was zaprasza. Tyle że nie dostaniecie błogosławieństwa Magdy Gessler, a na miejscu będziecie musieli uważać, by nie zniszczyć oryginalnych, barokowych mebli Alicji.

Z całej tej dziwnej sytuacji najlepiej wyszła Magda Gessler, gdyż w ostatnim dniu – tym powrotnym – wreszcie odzyskała swój pazur i pokazała się taka, jaką ją lubimy. Ostra, szczera do bólu i wredna. Sól na otwartą ranę. Przywróciła nam wiarę w sens oglądania Kuchennych Rewolucji. Wreszcie na polu bitwy ktoś padł trupem, a ona przeszła po nim w naostrzonych szpilkach. Tak trzymać!

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Fot. TVN



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat