Od lat pałam przeogromną miłością do gier komputerowych z serii STALKER. To właśnie one i im podobne rozbudziły we mnie zamiłowanie do postapokaliptycznych klimatów, w których najlepszym przyjacielem człowieka jest porządna giwera, a na każdym kroku czyha niebezpieczeństwo w postaci stworów. Książki z uniwersum tych gier świetnie uchwyciły ich nastrój i przełożyły rozgrywkę na papier w taki sposób, że na każdy kolejny tom czekałam w napięciu. Stało się jednak tak, że „Ciała obcego” nie zakupiłam i odkładałam to w czasie. Kiedy więc zobaczyłam tę nowość od Fabryki Słów, uznałam, że muszę ją mieć.
„ZONA. Trylogia #2” Michała Gołkowskiego, tak jak i tom poprzedni, od pierwszego spojrzenia wywarła na mnie ogromne wrażenie. Wydano ją bardzo elegancko, w twardej oprawie z piękną grafiką o nieprzesadzonej kolorystyce, ale dość krzykliwej (w pozytywnym sensie) wymowie, z barwionymi na czarno brzegami.
Jest jednak druga strona medalu. Przy tak pokaźnej objętości trudno mówić o wygodzie. To ciężkie i nieporęczne tomiszcze, które niezbyt dobrze sprawdza się podczas czytania w podróży czy w pozycji, w której trzeba je przez dłuższy czas utrzymywać w rękach. Zachwyt nad wyglądem szybko zderza się więc z rzeczywistością. Nie zmienia to faktu, że doceniam i cieszę się, że powstają wydania, które wyróżniają się na półce. Dlatego uważam, że jest to propozycja przede wszystkim dla fanów i kolekcjonerów, czyli osób, dla których zebranie ulubionych historii w takiej formie jest dodatkową przyjemnością, nawet jeśli sama lektura wymaga nieco gimnastyki.
Wielka i ciężka księga zebrała w sobie trzy kolejne tomy: „Sztywny”, „Powrót” oraz „Ciało obce”. Każda z nich oferuje inną historię, której akcja rozgrywa się w Zonie, czyli alternatywnej wersji czarnobylskiej strefy, która jest skażona i pełna niebezpiecznych mutantów. Warto mieć na uwadze, że znajomość tomu pierwszego nie jest potrzebna do sięgnięcia po ten.
„Sztywny” to nie tylko tytuł pierwszej powieści, ale też ksywka jego głównego bohatera: brutalnego i impulsywnego mężczyzny, który obraca się w przestępczym półświatku i zarabia na wyprawach do Zony. W końcu popada w konflikt z gangsterami i musi walczyć o przetrwanie.
Misza wystąpił także w „Sztywnym”, ale nie był tam głównym bohaterem. To w „Powrocie” i „Ciele obcym” znalazł się w centrum wydarzeń.
Pozwolę sobie nie opisywać zbyt dokładnie fabuł, bo te nowością na rynku nie są, jednak nie mogę nie zauważyć, że „Ciało obce” mocno wyróżnia się nie tylko spośród książek Gołkowskiego o Zonie, ale w ogóle z książek z uniwersum S.T.A.L.K.E.R.a. W „Powrocie” wkracza on do Zony po dłuższej przerwie i pomaga dawnemu znajomemu. W najnowszej opowieści Miszę nadal ciągnie do życia z dala od Zony: próbuje prowadzić spokojne życie z rodziną w okolicach Kijowa. Sytuacja zmienia się 24 lutego 2022 roku, gdy rosyjska inwazja na Ukrainę zbiega się z katastrofalną emisją z Zony. Bohater musi wrócić do niebezpiecznego obszaru, aby odkryć przyczynę wydarzeń i powstrzymać zagrożenie. To historia łącząca klasyczną fantastykę postapokaliptyczną z motywami wojennymi.
Wszystkie powieści z tego tomu łączy specyficzna atmosfera: surowa, niepokojąca i pełna niebezpieczeństw. Czuć niemal namacalnie ciężar stalkerskiego sprzętu, powiew tajemniczej anomalii i niepewność zmieszaną z obawą, że z cienia coś zaraz się wyłoni. Autor niesamowicie obrazowo oddał klimat gier, dzięki czemu bardzo łatwo jest wejść w świat przedstawiony. Zrobił to w ciekawy sposób, bo w zasadzie używając prostego, czasem niemal żołnierskiego, twardego języka, bez sięgania po barwne opisy. Właśnie taki sposób pisania dopełnił gęstą atmosferę. Warto zaznaczyć, że nie jest to jednak horror czy „krwawa strzelanka”. Pojawia się groza i krew, ale nie wysuwają się na pierwszy plan.
Na oddaniu świata i realiów jednak mistrzostwo Gołkowskiego się nie kończy, bo także bohaterów wykreował bardzo żywych, a dialogi wydały mi się rodem wyjęte z niebezpiecznej strefy czy trudnego życia poza nią. Czytając, nie da się nie współodczuwać wszystkiego z bohaterami.
Największą niewiadomą pozostawało dla mnie „Ciało obce”. Choć początkowo nie byłam przekonana do tej historii, spotkało mnie miłe zaskoczenie. Ta część utrzymała poziom, zarazem wnosząc coś nowego, wręcz odświeżającego. Sięgnięcie po wydarzenia na Ukrainie w dodatku jeszcze mocniej osadziło tę fantastyczną historię w naszym świecie. Podoba mi się takie zacieranie linii między rzeczywistością a wyobraźnią.
Polecam miłośnikom Zony, fanom Michała Gołkowskiego i kolekcjonerom, którzy cenią efektowne wydania ulubionych książek. Jeśli natomiast szukacie lekkiej lektury, którą można wygodnie zabrać ze sobą wszędzie, warto najpierw zastanowić się, czy gabaryty tego wydania nie okażą się przeszkodą.
Ja jestem zadowolona z tego spotkania z Zoną. Otrzymałam dokładnie to, na co liczyłam: powrót do znanych historii, nową opowieść, która trzyma poziom, i wydanie, które zdecydowanie przyciąga wzrok. A że przy czytaniu trzeba czasem znaleźć sobie wygodną pozycję i odpowiednio ułożyć to ciężkie tomiszcze? Cóż, nie można mieć wszystkiego.
Kinga Żukowska
Michał Gołkowski, „ZONA. Trylogia #2”, Fabryka Słów, 2026.
Komentarze