Czego nie powie ci nauczyciel twojego dziecka

Cała prawda do nauczycielach twojego dziecka.
Spędza z twoim dzieckiem nawet kilka lat, poszerza jego wiedzę i rozwija horyzonty, przygląda mu się uważnie, a na wywiadówkach uśmiecha się do ciebie tajemniczo, przemilczając wiele spraw. Oto one.

Wiem, że odrabiasz lekcje za dziecko
Bardzo wielu nauczycieli doskonale zdaje sobie sprawę, że bezbłędnie rozwiązane zadanie, które widzi w zeszycie swojego ucznia to często zasługa jego rodzica, a nie samego dziecka. Wyręczanie pociech w odrabianiu co trudniejszych zadań to automatyczne zachowanie matek i ojców w większości polskich domów. Tak przecież łatwiej. Zamiast czekać, jak dziecko opanuje materiał i samo dojdzie do tego, jaka powinna być odpowiedź, rodzice dyktują mu wszystko linijka po linijce, by zaoszczędzić czas i mieć święty spokój od „marudzenia” pociechy na natłok zadań. Problem w tym, że w ten sposób działamy na szkodę syna lub córki. Uczymy bowiem nasze skarby drogi na skróty. Przyzwyczajamy do ułatwiania życia na życzenie i podawania rozwiązań wszelakich problemów na talerzu. Nie dziwota, że potem dorosły już uczeń nie umie radzić sobie z wyzwaniami codzienności. Od małego przecież wszelkie trudne sprawy załatwiali za niego rodzice.

Wiem, że mijasz się  z prawdą w usprawiedliwieniach nieobecności dziecka
Pewnie tego nie zauważasz, ale nauczyciele wyczuwają, że niejeden raz wystawiałaś swemu dziecku lipne usprawiedliwienie. Choroba ucznia to bardzo często było tylko i wyłącznie jego lenistwo i twoja wygoda, by nie znosić płaczów, krzyków rozpuszczonej jedynaczki z podstawówki, która nie miała ochoty pójść do szkoły. Ważne sprawy rodzinne, to okazyjne wyprzedaże w supermarketach, pomoc w przygotowaniu imienin męża albo super tani wyjazd last minute za granicę po sezonie. Gdy  dziecku wryje się w pamięć, że nie musi wykonywać obowiązku szkolnego, kiedy tylko nie ma na to ochoty, istnieje prawdopodobieństwo, że również i w późniejszym życiu będzie migać się od wysiłku i odpowiedzialności.

Przydałyby się zmiany w twoim zachowaniu
Jeśli ty rzadko zaglądasz do książek, nie dziw się, że dziecko nie ma ochoty czytać lektur. Gdy  spóźniasz się na wywiadówki, a do domu wracasz później niż obiecujesz, naturalne jest, że twoja pociecha nie będzie przychodziła punktualnie na lekcje. Jeśli sama masz problemy z ortografią, nie krytykuj dziecka za złą ocenę z dyktanda. Jeśli sama migałaś się od lekcji wuefu, a dziecko widzi cię w weekendy przed telewizorem, nic dziwnego, że twoja pociecha od sportu trzyma się z daleka. Jeśli sama miałaś trójki na świadectwie, a wymagasz od dziecka doskonałych ocen i przelewasz na niego swoje wygórowane i niespełnione ambicje, to coś jest tu nie tak. Jeśli w rozmowie telefonicznej z szefem, teściową lub koleżanką kłamiesz im w żywe oczy na jakiś temat, w obecności swojej pociechy, pamiętaj, że tego nawyku nabrać może również i twoje dziecko.

Jestem człowiekiem, czasem się mylę
Jak każdy czasem popełniam błędy, postawię niesprawiedliwą ocenę, nie docenię wysiłków twojej latorośli, niesłusznie wpiszę jej uwagę do dziennika. Trudno jest przyznawać się do własnych błędów, więc raczej nigdy nie przyznam się do tego, że gdy miałam gorszy dzień, moi uczniowie doskonale to na sobie odczuli. Nie będę też trąbić na lewo i prawo o tym, że zdarza mi się omówić przerabiany materiał „po łebkach” i że większość uczniów zupełnie nie rozumie, o czym mówię. Nie dziw mi się jednak, że po kilkunastu latach w jednej szkole nie tryskam takim entuzjazmem przekazywania wiedzy, jak zaraz po studiach. Nie bardzo też przepadam za twoim dzieckiem, mam innych ulubieńców.

Iwona Trojan
(iwona.trojan@dlalejdis.pl)

Fot. pixabay.com



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat