Czy Ukraina pokonała Polskę w kuchennym pojedynku?

9. odcinek 3. serii. Ugotowanych.
Oto odcinek, w którym często podkreślano narodowości współzawodników. Co wzięło górę podczas rywalizacji: wspólne słowiańskie korzenie czy odmienne granice na mapie?

Ewa
Narrację, standardowo, zaczęto od umiejscowienia widzów we właściwej czasoprzestrzeni. Tym sposobem, w przeciągu kilku sekund, przenieśliśmy się z wygodnych foteli do słonecznego, choć skąpanego w chłodnym deszczu Trójmiasta. Jako pierwszą przedstawiono nam zwariowaną na punkcie starych aut zawodniczkę o imieniu Ewa. Zwierzyła się do kamery, że owa miłość zrodziła się w młodości, gdy mąż podrywał ją na żółtego Garbusa. Od tej pory po prostu nie mogła oprzeć się kolekcjonowaniu starych aut. W życiu prywatnym prowadzi pensjonat, gotuje w swej ogromnej kuchni, a sądząc po jej zachowaniu w trakcie odcinka, także flirtuje z atrakcyjnymi mężczyznami. Ciężko byłoby się nie domyślić, z czym związała nazewnictwo gotowanych potraw. Obłędnie wyglądający jabłkowy tuning czy Waniliowa autobana – co tu dużo mówić? Daniem głównym był za to Dorsz w zieleni, charakteryzujący się szybkością przygotowania. Składniki potraw nie były wyszukane, ale za to bardzo zdrowe, świeże i kuszące dla zmysłów. Deser został podany w garażu, a dodatkową atrakcją była oczywiście przejażdżka oldschoolowym samochodem. Mężczyźni byli zachwyceni, Ukrainka – Wiktoria – już nieco mniej, ale koniec końców Ewa dostała 22 punkty, co jest sporą sumą, a w porównaniu z poprzednim odcinkiem, to już w ogóle niewyobrażalnie wielką.

Rafał
Mężczyzna, który od miłości do strzelania, poprzez dwuletni już remont własnego mieszkania, a na zawodowym aktorstwie kończąc, musiał zabłysnąć ciekawym menu. Rafał na deser podał Rumowy kluai, stworzony z myślą o największych łasuchach. Przygotowanie go bowiem polegało na podgrzaniu owoców na patelni, dodaniu rumu i oglądaniu efektu chwilowego płonięcia. O ile efekt ten był rzeczywiście dobry, o tyle danie okazało się za słodkie. Można go za to rozgrzeszyć – w końcu ostrzegał, że takie będzie. Przystawką był Udany połów, czyli zupa z Bałtyckiej ryby, która zrobiła wśród uczestników prawdziwą furorę, a daniem głównym Uczta na Saipanie, czyli połączenie krewetek i kurczaka w sałatce. Zabrakło dodatkowych atrakcji, chyba że pewną jej formę miało spełnić podgrzewanie deseru. Goście nie chcieli być jednak niemili, nie zauważyli lub nie zależało im na zabawie. Robert uzyskał o dwa punkty więcej, niż poprzedniczka Ewa.

Wiktoria
„Polska dusza, Ukraińska krew”. Co tu dużo mówić – piękna, młoda, zgrabna dziewczyna, od ośmiu lat mieszkająca w Polsce (gdzie ukończyła studia i poznała męża). Do tego ładne imię – Wiktoria i artystyczne zacięcie, objawiające się w miłości do muzyki, śpiewania i prowadzenia chóru. Niezaprzeczalna faworytka odcinka. Już w pierwszych sekundach skradła serca męskim uczestnikom odcinka. Od początku, z uśmiechem na twarzy, parła do góry. Wiedziała, po co przyszła do programu. Swych gości powitała w ludowym stroju ukraińskim, uwiodła wstępnym mini-koncertem gry na pianinie, zaserwowała swe narodowe potrawy, a później – w deszczu – wystąpiła wraz z chórem pod oknami mieszkania. Na deser podała Twarogowe mormorando, jako danie główne przyrządziła Mięsno-warzywną kantatę (którą Ewa pomyliła z kankanem) w horszczeczkach, czyli glinianych miseczkach, a przystawką uczyniła barszcz ukraiński z pampuchami. Reakcja mężczyzn była… powiedzmy, że spodziewana. Współzawodniczka trochę pomiauczała, trochę pomarudziła, ale koniec końców przyznała dobrą notę, a Wiktoria wyszła z tej konkurencji jako tymczasowa zwyciężczyni. Koronę mógł jej wyrwać już tylko Kris.

Kris
Lub, jak kto woli, Krzysztof. Z zawodu kowal (ze wskazaniem na rzemiosło artystyczne), a w życiu prywatnym miłośnik zmysłowego, romantycznego, uwodzicielskiego tanga. Nawet tatuaż na ręku dawał wyraz uczuciu do tańca. Kris podkreślał, że ważne są dla niego relacje z rodziną oraz bliskimi. Obiad swój przygotował w kuźni, gdzie na oczach gości, na prawdziwym palenisku, przyrządził danie główne – Przysmak kowala. Z patelni ściągał świeże sadzone jajka, układał obok młodych ziemniaczków, boczku i kalafiora. Prosty zestaw, ale jak bardzo efektowny! Przystawką były zwykłe grzanki z łososiem i kawałkiem zieleninki, sprytnie nazwaną Zakąską Kaszubską. Podane, a raczej przyniesione, zostały na wielkiej, drewnianej desce, będącej kolejnym elementem wystroju. Na deser przygotował Razową leguminę ze starego, suchego, ciemnego chleba, którą – jak twierdził – przygotować mógł wyłącznie mężczyzna. Także atrakcji było sporo. Trochę kucia żelazna, trochę nauki tanga. Ewa wiła się między fazami: zazdrości o młodszą współzawodniczkę, miłości do tańca, a upojenia atmosferą. Kris jednak wiedział, jak jej dogodzić. Do tańca porwał także Rafała, który świetnie się tym ubawił. Na koniec starał się skraść serce Wiktorii, nalewając wszystkim po kieliszku wódki i proponując toast za przyjaźń polsko-ukraińską. W związku z tym wszystkim trudno było ukryć rozczarowanie, gdy młoda, uśmiechnięta współzawodniczka wystawiła mu na koniec szóstkę, twierdząc przy tym, że „przecież już to wszystko kiedyś jadła”. Nie doceniła atmosfery i pomysłu albo zwyczajnie wyczuła zagrożenie – w końcu była przedostatnia, a swój obiad oceniła jako „najbardziej oryginalny”. Takim sposobem wygrała program i wróciła do domu z całością pieniędzy. Aż smutno pisać, ale dzisiejszego wieczora kuchnia ukraińska pokonała polską.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Fot. TVN



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat