Ewa
Narrację, standardowo, zaczęto od umiejscowienia widzów we właściwej czasoprzestrzeni. Tym sposobem, w przeciągu kilku sekund, przenieśliśmy się z wygodnych foteli do słonecznego, choć skąpanego w chłodnym deszczu Trójmiasta. Jako pierwszą przedstawiono nam zwariowaną na punkcie starych aut zawodniczkę o imieniu Ewa. Zwierzyła się do kamery, że owa miłość zrodziła się w młodości, gdy mąż podrywał ją na żółtego Garbusa. Od tej pory po prostu nie mogła oprzeć się kolekcjonowaniu starych aut. W życiu prywatnym prowadzi pensjonat, gotuje w swej ogromnej kuchni, a sądząc po jej zachowaniu w trakcie odcinka, także flirtuje z atrakcyjnymi mężczyznami. Ciężko byłoby się nie domyślić, z czym związała nazewnictwo gotowanych potraw. Obłędnie wyglądający jabłkowy tuning czy Waniliowa autobana – co tu dużo mówić? Daniem głównym był za to Dorsz w zieleni, charakteryzujący się szybkością przygotowania. Składniki potraw nie były wyszukane, ale za to bardzo zdrowe, świeże i kuszące dla zmysłów. Deser został podany w garażu, a dodatkową atrakcją była oczywiście przejażdżka oldschoolowym samochodem. Mężczyźni byli zachwyceni, Ukrainka – Wiktoria – już nieco mniej, ale koniec końców Ewa dostała 22 punkty, co jest sporą sumą, a w porównaniu z poprzednim odcinkiem, to już w ogóle niewyobrażalnie wielką.
Rafał
Mężczyzna, który od miłości do strzelania, poprzez dwuletni już remont własnego mieszkania, a na zawodowym aktorstwie kończąc, musiał zabłysnąć ciekawym menu. Rafał na deser podał Rumowy kluai, stworzony z myślą o największych łasuchach. Przygotowanie go bowiem polegało na podgrzaniu owoców na patelni, dodaniu rumu i oglądaniu efektu chwilowego płonięcia. O ile efekt ten był rzeczywiście dobry, o tyle danie okazało się za słodkie. Można go za to rozgrzeszyć – w końcu ostrzegał, że takie będzie. Przystawką był Udany połów, czyli zupa z Bałtyckiej ryby, która zrobiła wśród uczestników prawdziwą furorę, a daniem głównym Uczta na Saipanie, czyli połączenie krewetek i kurczaka w sałatce. Zabrakło dodatkowych atrakcji, chyba że pewną jej formę miało spełnić podgrzewanie deseru. Goście nie chcieli być jednak niemili, nie zauważyli lub nie zależało im na zabawie. Robert uzyskał o dwa punkty więcej, niż poprzedniczka Ewa.
Wiktoria
„Polska dusza, Ukraińska krew”. Co tu dużo mówić – piękna, młoda, zgrabna dziewczyna, od ośmiu lat mieszkająca w Polsce (gdzie ukończyła studia i poznała męża). Do tego ładne imię – Wiktoria i artystyczne zacięcie, objawiające się w miłości do muzyki, śpiewania i prowadzenia chóru. Niezaprzeczalna faworytka odcinka. Już w pierwszych sekundach skradła serca męskim uczestnikom odcinka. Od początku, z uśmiechem na twarzy, parła do góry. Wiedziała, po co przyszła do programu. Swych gości powitała w ludowym stroju ukraińskim, uwiodła wstępnym mini-koncertem gry na pianinie, zaserwowała swe narodowe potrawy, a później – w deszczu – wystąpiła wraz z chórem pod oknami mieszkania. Na deser podała Twarogowe mormorando, jako danie główne przyrządziła Mięsno-warzywną kantatę (którą Ewa pomyliła z kankanem) w horszczeczkach, czyli glinianych miseczkach, a przystawką uczyniła barszcz ukraiński z pampuchami. Reakcja mężczyzn była… powiedzmy, że spodziewana. Współzawodniczka trochę pomiauczała, trochę pomarudziła, ale koniec końców przyznała dobrą notę, a Wiktoria wyszła z tej konkurencji jako tymczasowa zwyciężczyni. Koronę mógł jej wyrwać już tylko Kris.
Kris
Lub, jak kto woli, Krzysztof. Z zawodu kowal (ze wskazaniem na rzemiosło artystyczne), a w życiu prywatnym miłośnik zmysłowego, romantycznego, uwodzicielskiego tanga. Nawet tatuaż na ręku dawał wyraz uczuciu do tańca. Kris podkreślał, że ważne są dla niego relacje z rodziną oraz bliskimi. Obiad swój przygotował w kuźni, gdzie na oczach gości, na prawdziwym palenisku, przyrządził danie główne – Przysmak kowala. Z patelni ściągał świeże sadzone jajka, układał obok młodych ziemniaczków, boczku i kalafiora. Prosty zestaw, ale jak bardzo efektowny! Przystawką były zwykłe grzanki z łososiem i kawałkiem zieleninki, sprytnie nazwaną Zakąską Kaszubską. Podane, a raczej przyniesione, zostały na wielkiej, drewnianej desce, będącej kolejnym elementem wystroju. Na deser przygotował Razową leguminę ze starego, suchego, ciemnego chleba, którą – jak twierdził – przygotować mógł wyłącznie mężczyzna. Także atrakcji było sporo. Trochę kucia żelazna, trochę nauki tanga. Ewa wiła się między fazami: zazdrości o młodszą współzawodniczkę, miłości do tańca, a upojenia atmosferą. Kris jednak wiedział, jak jej dogodzić. Do tańca porwał także Rafała, który świetnie się tym ubawił. Na koniec starał się skraść serce Wiktorii, nalewając wszystkim po kieliszku wódki i proponując toast za przyjaźń polsko-ukraińską. W związku z tym wszystkim trudno było ukryć rozczarowanie, gdy młoda, uśmiechnięta współzawodniczka wystawiła mu na koniec szóstkę, twierdząc przy tym, że „przecież już to wszystko kiedyś jadła”. Nie doceniła atmosfery i pomysłu albo zwyczajnie wyczuła zagrożenie – w końcu była przedostatnia, a swój obiad oceniła jako „najbardziej oryginalny”. Takim sposobem wygrała program i wróciła do domu z całością pieniędzy. Aż smutno pisać, ale dzisiejszego wieczora kuchnia ukraińska pokonała polską.
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Fot. TVN
Komentarze