„(…) znów gdzieś zapada wyrok,
więc budzę się,
składam dłonie do kajdanek (…)
znów winny czy niewinny,
choć wiem, że nie,
w końcu sam nie wierzę sobie,
kim ja jestem, co ja robię (…)
i choć wyroku nie mam,
sama się buduje cela.
I choć nie jestem skuty,
proszę nie patrz na me buty,
oto zwykłe pomówienie,
a wyrok jest i żyje (…)”
Pamiętacie słynny „Proces” Franza Kafki? Pewnie dla tych, którzy ukończyli liceum, ta powieść kojarzy się z tysiącami analiz i interpretacji, jednak – jak sądzę – nie bez powodu znalazła się ona w kanonie, który po prostu trzeba poznać. Główny bohater – Józef K. – pewnego dnia budzi się i zostaje zaskoczony najściem urzędników, którzy oświadczają mu, że zostaje aresztowany, chociaż tak naprawdę nic złego nie zrobił. Mimo absurdu całej sytuacji, Józef próbuje wieść normalne życie. Okazuje się to niemożliwe, gdyż wieść o aresztowaniu bohatera rozchodzi się po znajomych, którzy odsuwają się od niego. Józef K. próbuje dowieść swojej niewinności, ale nie jest w stanie przeciwdziałać machinie, która ruszyła przeciwko niemu. Powieść można oczywiście interpretować na wiele sposobów i nie ma chyba drugiego takiego utworu w historii literatury, o który toczono tak wiele sporów. Jedno jest pewne – powieść obnaża ogromną samotność jednostki i jej bezsilność w starciu z urzędniczą machiną i władzą sądowniczą oraz pozostawienie przez bliskich w kryzysie.
Dlaczego rozpoczęłam swoją recenzję od przypomnienia „Procesu” Kafki i od piosenki „Józef K.” kultowego polskiego zespołu Republika? Bo zarówno jedno, jak i drugie opisuje fabułę filmu „Dobry nauczyciel”, którego główny bohater – Julien Keller - ma identyczne inicjały jak bohater wymienionych utworów. Czy to przypadek? Być może. Jeśli tak, to wyjątkowo fortunny.
Niech was nie zwiedzie opis producenta. „Dobry nauczyciel” nie jest – w moim przekonaniu – tylko opowieścią o oskarżeniu o molestowanie seksualne, choć ono staje się iskrą zapalną tej historii. Film Teddy’ego Lussi – Modeste to w rzeczywistości obraz erozji społecznych więzi oraz degradacji międzyludzkich stosunków, a także beznadziejnego położenia nauczyciela w systemie, który, mówiąc kolokwialnie, nic nie może.
W otwierającej scenie filmu młody nauczyciel Julien prosi swoich uczniów o zinterpretowanie jednego z wierszy Pierre’a de Ronsarda. Ronsard jest dla Francuzów tym, kim dla nas Jan Kochanowski – najwybitniejszym przedstawicielem epoki renesansu; poetą, który do języka wprowadził antyczne formy i który podobnie jak nasz rodak – opisywał piękno życia, piękno kobiet, ulotność szczęścia. Omawiany poemat, ze względu na swoje subtelnie ukryte erotyczne zabarwienie, wywołuje w uczniach śmiech i chichot. Jednak okazuje się, że niezrozumienie renesansowej poezji jest najmniejszym problemem nauczyciela. Nauczanie w wielokulturowej klasie, gdzie rodowici Francuzi są mniejszością, jest też wyzwaniem. Język francuski nie jest ojczystym językiem większości młodzieży, a spuścizna literacka i kulturowa Francji też niewiele ją interesuje. Takie zachowania nie zniechęcają jednak młodego i ambitnego Juliena, który z ogromną wyrozumiałością podchodzi do swoich uczniów, starając się ich motywować, ignorując przy tym społeczne deficyty.
Kiedy na przykładzie jednej z uczennic stara się wyjaśnić pojęcie asteizmu, jego słowa zostają źle zrozumiane i dziewczyna, za namową koleżanek, oskarża nauczyciela o molestowanie. Początkowo środowisko pedagogiczne okazuje Julienowi duże wsparcie, jednak samonakręcająca się spirala plotek, pomówień i fałszywych oskarżeń sprawia, że nauczyciel zostaje pozostawiony sam sobie w tej nierównej walce. Konflikt się pogłębia. Uczniowie zaczynają przeciwstawiać się nauczycielowi, lekceważyć go, a nawet wyśmiewać (wychodzą z lekcji, prowadzą zapiski na jego temat, wchodzą w posiadanie jego prywatnych filmów), a grono pedagogiczne z czasem zaczyna umywać ręce od całej sprawy, a nawet więcej – przerzucać odpowiedzialność za to, co się wydarzyło, na Juliena.
„Dobry nauczyciel” to świetny dramat osadzony w szkolnym środowisku, który pokazuje szkołę jako pole bitwy, choć ta – z założenia – powinna uczyć współpracy, wzajemnego zrozumienia i szacunku dla drugiego człowieka. Co ważne, reżyser - Teddy Lussi – Modeste – oparł film na autentycznej historii, co nadało jej nie tylko tragicznego, ale wręcz przerażającego rysu. O ile obok wymysłu reżysera można przejść obojętnie lub skwitować stwierdzeniem, że „to tylko fantazja” o tyle prawdziwej historii nie sposób zlekceważyć. Oświata, nie tylko w Polsce, ale i w Europie przeżywa głęboki kryzys, a pomysłów na rozwiązanie jej bolączek nie ma nikt. Każdy ma tylko roszczenia i pretensje.
Na uwagę zasługuje portret tytułowego nauczyciela, w którego wcielił się François Civil. To młody pasjonat, wrażliwy humanista, który chce nie tylko przekazać wiedzę swoim uczniom; chce przede wszystkim ich dobra, wierząc, że każdy przy odpowiedniej determinacji może osiągnąć w życiu sukces. Nawet kiedy w jego stronę kierowane są groźby przez brata jednej z uczennic, a Julien zdaje sobie sprawę z tego, że jego życie jest zagrożone, twierdzi, że nie może odejść, bo „ jest środek roku szkolnego, nie znajdą zastępstwa”, a następnie, że „chce być nauczycielem, którego się pamięta; który zmienia życie uczniów”. Niestety, ale ideały nauczyciela nie wytrzymują zderzenia z brutalną rzeczywistością, a spirala nienawiści, kłamstw i oszczerstw zaciska coraz mocniej na jego szyi niewidzialną pętlę, wchodząc swoimi brudnymi buciorami w prywatne sfery jego życia. Oglądając film, naprawdę nie sposób nie zauważyć, że Julien K. jest dalekim krewnym Józefa K. Zanurzając się w klaustrofobiczną atmosferę francuskiej szkoły, słuchając racjonalnych wyjaśnień, których nikt nawet nie chce słuchać, można odnieść wrażenie, że Julien został stracony już na samym początku, a jego dalsze poczynania to śmieszne scenki odgrywane podczas sztuki, której finał jest od początku znany.
Ogromną siłą „Dobrego nauczyciela” jest jego subtelność i niejednoznaczność. Julien oczywiście jest niewinny, ale – co trzeba podkreślić – brakuje mu doświadczenia. To oczywiste, że każdy nauczyciel, szczególnie ten dopiero uczący się zawodu, popełnia błędy, ale problemem jest to, że w szkole nikt ich nie wybacza. Dyskretne, ale dopracowane portrety psychologiczne postaci i przekonujące ukazanie mechaniki linczu składają się na świetny film o edukacji. Twórcy nie boją się skrytykować współczesnej szkoły, w której nauczyciele mają mniej praw niż uczniowie; nie mają właściwie możliwości obrony, a co za tym idzie – coraz ciężej jest im uzyskać autorytet podopiecznych. Przyczyn takiego stanu rzeczy nie trzeba szukać daleko. Wystarczy zerknąć chociażby na nasze podwórko w ostatnich latach. Zawód nauczyciela przeżywa głęboki kryzys, gdyż nie jest on atrakcyjnym zawodem. I nic nie pomaga . Ani mityczne 18 godzin, ani dwa miesiące wakacji, ani ferie, ani multum rzekomych dodatków. Dziś podjąć się pracy nauczyciela nie chce prawie nikt. Ba! Są nawet przypadki, że nauczyciel zwolnił się, podejmując jednocześnie pracę w charakterze woźnej w tej samej szkole. Dlaczego tak jest?
Przejrzyjmy uważnie media społecznościowe, strony dla mam, przejrzyjmy stronę MEN i prześledźmy zachowanie rodziców i ich uczniów. Zacznijmy od żenujących pensji, które dla młodego nauczyciela oscylują w granicach najniższej krajowej i wielkiego larum społeczeństwa, które na jakiekolwiek podwyżki dla tej grupy zawodowej, reaguje co najmniej spazmatycznie. „Przecież tyle wolnego mają i tylko 18 godzin pracują, a taki magazynier czy kasjer, co ma powiedzieć” [komentarz autentyczny] – piszą. Pewnie. Przecież wszyscy wiemy, że każdy kasjer z Biedronki czy Lidla bez problemu wejdzie do szkoły, gdzie będzie miał pod opieką 25 uczniów i równie bezproblemowo poprowadzi lekcję chemii czy języka angielskiego. Drugą kwestią jest szarganie autorytetu nauczyciela przez wszystkich – przez rodziców, przez internautów, przez wszelkiej maści dziennikarzy, którzy nieustannie rozpisują się o nauczycielskich kokosach. Za chwilę 14 października, więc oczywiście w mediach trwa wielki lincz na nauczycieli, którzy przecież co roku dostają od swoich uczniów w prezencie laptopy, zamrażarki i karnety na zagraniczne wakacje [śmiech]. Trzecim, chyba najważniejszym czynnikiem, jest wyeksponowany właśnie w filmie brak jakichkolwiek narzędzi, które chroniłyby nauczyciela. Dziś dziecko może naopowiadać w domu przeróżnych rzeczy o nauczycielu, nakręcić wielką „aferę”, a kiedy okaże się, że to była nieprawda – uczeń co najwyżej dostanie naganę, a nauczyciela czeka dyscyplinarka, zszargana opinia i jeszcze gorzej zszargane nerwy. Dzisiejsze mocno przewrażliwione na swoim punkcie dzieci i ich przewrażliwieni rodzice potrafią mieć pretensje o wszystko i we wszystkim widzieć problem, tylko nie w sobie. Ten zły nauczyciel spojrzał nie tak, przekazał krytykę w nieodpowiedni sposób, wstawił jedynkę, uwziął się na moje dziecko – przypadki można mnożyć.
„Dobry nauczyciel” to świetny film, świetnie wpasowujący się w realia współczesnej szkoły. Julienowi jako jednemu z niewielu bardzo zależało na uczniach i na ich rozwoju, ale zabiła go przesadna poprawność (wybuchł skandal, że nauczyciel omawia z uczniami poezję miłosną, chociaż oni sami oglądają pornografię) , nieufność w kontaktach międzyludzkich (na pewno moje dziecko mówi prawdę, a ten nauczyciel jest zły) oraz prawo ścigające najmniejszy przejaw niesubordynacji (przecież wyjście z uczniami na wspólny obiad jest zachowaniem skandalicznym według niektórych). Ten mur pomiędzy nauczycielami i a uczniami, który był budowany przez lata, sprawił, że Julien nigdy nie zostanie Keatingiem, a i sami Keatingowie wymrą lub odejdą, bo perspektyw na nauczycieli autentycznie zaangażowanych, kochających swój zawód prawie nie ma.
Kto jest temu winny? Społeczeństwo. Skutecznie pokazaliśmy nauczycielom, gdzie ich miejsce. W Biedronkach na kasach i w magazynach. Co więcej, nauczyciele posłuchali. I poszli. Ale nie na kasy, a do korporacji, sektora prywatnego czy na własną działalność. Naprawdę, cieszmy się, jeżeli nasze dzieci w ogóle mają nauczycieli wszystkich przedmiotów. Bo fizyk czy chemik to jednorożec w świecie edukacji, a mnóstwo szkół boryka się z brakiem specjalistów. Nie zapomnijmy też podziękować emerytom i nauczycielom na dwóch etatach, którzy ratują szkoły przed kompletną zapaścią. Średnia tego zawodu to 50 lat. Starsi niedługo odejdą, a młodych, chętnych, pełnych zapału nie ma. Kto będzie uczył dzieci? Może wy, rodzice.
Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)
„Dobry nauczyciel” („Pas de vagues”), reż. Teddy Lussi – Modeste, Francja, 2024, dystrybucja Galapagos Films, premiera kinowa: 9 sierpnia 2024.
Komentarze