Dwupłytowe wydanie „Nimfomanki” cz. I i II – recenzja

Recenzja DVD "Nimf( )manka" Larsa von Triera.
Kiedy z początkiem roku na polskich ekranach pojawiły się obie części „Nimfomanki”, wszyscy z wypiekami na twarzach podążali do kin. Nie minął rok, a film pojawił się na DVD w formie wydania specjalnego.

„Ale będzie ostro!” – ekscytowała się większość Polski, gdy na ekranach pojawiły się pierwsze zwiastuny filmu „Nimfomanka”. Wszyscy o nim mówili i zastanawiali się, czy rzeczywiście będzie to „legalne kinowe porno”. Liczyli na to, że wśród bezbarwnych i szybko zapominanych produkcji, reżyser, Lars von Trier, wreszcie zafunduje coś, co nie pozwoli widzowi zasnąć, nie pozostawi go obojętnym i nie opuści zakamarków pamięci przez długi czas.

Obie części „Nimfomanki” miały swą premierę w grudniu 2013 roku. Polska musiała jednak czekać cały miesiąc, by w całości i na własne oczy zobaczyć dzieło, o którym zaczął już szumieć świat. Jego pierwsza część bowiem do kin weszła na początku stycznia, druga zaś pod dopiero koniec. Wtedy też zaczęły dochodzić mnie pierwsze głosy niezadowolenia i zawodu. „Przegadany” – mówili, „flaki z olejem” – narzekali, „żadne to porno” – dopowiadali. Za mało dostali erotycznych scen, za dużo rozmów i monotonii, zbyt długo bohaterowie przebywali w jednym pokoju. No i te ciągłe porównania Seligmana – któż by to wytrzymał?!

Poza głosami zawodu i dezaprobaty – bo i tacy odbiorcy się zdarzali, twierdząc jakoby na przekór, że nagości i seksu było „zbyt dużo” – dotarły do mnie również pochwały. Te osoby z kolei znalazły w filmie głębię, mądrość i ważną życiową lekcję, czyli wszystko to, co pokazać chciał autor, nie bez powodu klasyfikując swój film do dramatów (!), nie zaś do kina akcji, przygodowego, erotyków czy pornografii. To bowiem, co obiektywnie w „Nimfomance” powinno widza poruszyć, to nie rozchylone usta głównej bohaterki, nie jej zaciśnięte podczas orgazmu powieki i nie nagie genitalia Jerome’a, ale ból, cierpienie i smutek, jakie płyną z ukazanej historii. Bo cóż może być gorszego od nałogu... od choroby, która przejmuje nad człowiekiem kontrolę, której nie można powiedzieć: nie, nad którą nie można zapanować?

Nie minął nawet rok, a my otrzymaliśmy możliwość zakupienia „Nimfomanki” w formie dwupłytowego wydania specjalnego, w którego skład wchodząc nie tylko obie części filmu – podkreślam: dramatu – ale również wywiady z aktorami. Opakowanie zestawu wygląda bardzo elegancko, projekt okładki jest minimalistyczny, schludny, utrzymany w barwach brązowo-fioletowych. Zamieszczony z tyłu plecionkowy pejcz, który w filmie występuje jako ważny atrybut, został uformowany na kształt serca, co jest gorzką alegorią życia bohaterki. Cóż on może oznaczać... Przez ból do miłości? Przez miłość do bólu? Szukając miłości, a znajdując ból? Istnieje wiele dróg i sposobów interpretacji. Najważniejsze jest jednak, by poświęcić filmowi dłuższą chwilę, a przede wszystkim dać mu szansę. I dać szansę sobie – na zrozumienie.

Jeśli macie bliskich, którym „Nimfomanka” przypadła do gustu, sami jesteście jej fanami albo chcielibyście przekonać do niej przyjaciół, proponuję zakupić i podarować im owo dwupłytowe wydanie specjalne w ramach prezentu bożonarodzeniowego. W towarzystwie dobrej czekolady czy butelki wina na pewno świetnie się sprawdzi, szczególnie jako zestaw na melancholijny, refleksyjny zimowy wieczór.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Lars von Trier, Nimfomanka cz. I i II, Gutek Film, 2-płytowe wydanie specjalne



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat