Fragment programu „Śniadanie Rymanowskiego” zaczął krążyć w mediach społecznościowych za sprawą jednego zdania:
„Gdyby państwo zlikwidowało PIT, to ludzie by nie dostawali w lipcu zwrotu podatku, a czasem to jest nawet kilkaset złotych”.
Na pierwszy rzut oka można odnieść wrażenie, że likwidacja podatku dochodowego pozbawiłaby ludzi jakiegoś dodatkowego świadczenia.
Tyle że mechanizm zwrotu podatku działa zupełnie inaczej.
Przez cały rok pracodawca pobiera z wynagrodzenia pracownika zaliczki na podatek dochodowy i przekazuje je fiskusowi.
Po zakończeniu roku następuje ostateczne rozliczenie.
Jeśli okaże się, że pobrano więcej podatku, niż podatnik rzeczywiście powinien zapłacić, powstaje nadpłata.
Ordynacja podatkowa definiuje nadpłatę m.in. jako podatek zapłacony w wysokości większej od należnej albo podatek pobrany przez płatnika w wysokości większej od należnej. ELI
Czyli mówiąc najprościej:
zwrot PIT to najczęściej pieniądze podatnika, które wcześniej zostały pobrane przez państwo w zbyt dużej wysokości.
Nie jest to premia, dodatkowe świadczenie ani prezent finansowany przez budżet.
Wyobraźmy sobie bardzo uproszczoną sytuację.
W ciągu roku pracodawca przekazał w imieniu pracownika fiskusowi 5000 zł zaliczek na PIT.
Po rocznym rozliczeniu, uwzględnieniu dochodów i przysługujących odliczeń okazuje się, że należny podatek wynosi 4400 zł.
Urząd skarbowy zwraca 600 zł.
Podatnik rzeczywiście zobaczy na koncie dodatkowe 600 zł.
Ale ekonomicznie nie oznacza to, że państwo dało mu 600 zł.
Oznacza to, że wcześniej dysponowało jego 600 zł, które po rozliczeniu musi oddać.
Gdyby hipotetycznie zlikwidowano podatek PIT i nie zastąpiono go innym podatkiem dochodowym, nie byłoby również zaliczek na PIT.
Nie powstawałaby więc typowa nadpłata podatku.
I rzeczywiście nie byłoby czego zwracać.
Jednocześnie pieniądze, które obecnie są potrącane z wynagrodzenia jako zaliczka na podatek dochodowy, co do zasady nie trafiałyby wcześniej do fiskusa.
Dlatego samo stwierdzenie:
„nie byłoby zwrotu podatku”
nie mówi jeszcze nic o tym, czy podatnik byłby finansowo stratny.
To trochę tak, jak gdyby sklep przestał pobierać od klienta 100 zł kaucji, a ktoś argumentował, że jest to dla klienta niekorzystne, ponieważ później nie dostanie zwrotu 100 zł.
Owszem, nie dostanie zwrotu. Ale wcześniej nie zapłaci kaucji.
Sytuacja nie zawsze jest jednak aż tak prosta.
Kwota zwracana przy rozliczeniu PIT może wynikać również z ulg i preferencji podatkowych.
Przykładem jest ulga na dzieci. Jeżeli należny podatek jest niższy niż przysługująca ulga, podatnik może w określonych przypadkach otrzymać dodatkowy zwrot niewykorzystanej części ulgi, ograniczony wysokością określonych składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne.
Dlatego całkowite zniesienie PIT wymagałoby odpowiedzi na kolejne pytanie:
co stanie się z ulgami, które obecnie są elementem systemu podatku dochodowego?
Państwo mogłoby je zlikwidować, zastąpić świadczeniami albo stworzyć zupełnie inny mechanizm.
Samo hasło „likwidujemy PIT” nie daje odpowiedzi na te pytania.
Także ten fragment popularnego cytatu wymaga doprecyzowania.
Rozliczenia PIT za 2025 rok można było składać od 15 lutego do 30 kwietnia 2026 r. Przy deklaracji elektronicznej urząd ma maksymalnie 45 dni na zwrot nadpłaty, a przy deklaracji papierowej do 3 miesięcy.
W praktyce pieniądze trafiają do podatników znacznie szybciej.
Ministerstwo Finansów podało pod koniec maja 2026 r., że średni czas zwrotu wynosił 13 dni. Do tego momentu podatnicy otrzymali już ponad 22,5 mld zł zwrotów z 13,6 mln deklaracji.
Lipiec może więc być terminem zwrotu w niektórych przypadkach, szczególnie przy papierowym rozliczeniu lub późniejszym przetwarzaniu deklaracji, ale zdecydowanie nie jest standardowym miesiącem wypłacania wszystkim zwrotów PIT.
Wiele osób cieszy się z wysokiego zwrotu, traktując go trochę jak dodatkową wypłatę.
Z psychologicznego punktu widzenia jest to zrozumiałe.
Kilkaset czy kilka tysięcy złotych otrzymane jednorazowo na konto robi większe wrażenie niż kilkadziesiąt lub kilkaset złotych miesięcznie.
Finansowo sytuacja może jednak oznaczać, że przez wiele miesięcy podatnik dysponował mniejszą kwotą własnych pieniędzy, niż powinien.
Oczywiście inaczej należy patrzeć na kwoty wynikające z ulg podatkowych, których podatnik nie mógł rozliczyć wcześniej.
To zupełnie inne pytanie.
Fakt, że argument ze zwrotem podatku jest ekonomicznie mylący, nie oznacza automatycznie, że likwidacja PIT byłaby dobrym rozwiązaniem.
PIT jest jednym z ważnych źródeł dochodów sektora publicznego.
W budżecie na 2026 rok prognozowane dochody budżetu państwa z PIT wynoszą 32 mld zł. Jednocześnie dochody jednostek samorządu terytorialnego związane z PIT zaplanowano na około 193,8 mld zł.
Ministerstwo Finansów podało, że tylko od stycznia do sierpnia 2026 r. łączne wpływy z PIT, uwzględniające budżet państwa i samorządy, wyniosły 137,4 mld zł.
Całkowite zniesienie tego podatku oznaczałoby więc konieczność odpowiedzi na pytanie, skąd wziąć pieniądze na finansowanie państwa i samorządów.
Możliwości są różne:
Dlatego rzetelna dyskusja o likwidacji PIT powinna dotyczyć przede wszystkim tego, czym zastąpić utracone dochody, a nie tego, czy podatnicy nadal otrzymywaliby zwroty nadpłaconego podatku.
I właśnie to jest najważniejsze w całej dyskusji.
Jeżeli ktoś wpłacił do fiskusa za dużo, a urząd później zwraca mu nadpłatę, jego majątek nie zwiększył się dzięki państwu o wartość zwrotu.
Po prostu odzyskał swoje pieniądze.
Co więcej, część podatników zamiast zwrotu musi przy rocznym rozliczeniu dopłacić podatek. W rozliczeniu za 2025 rok dotyczyło to około 3,8 mln zeznań.
Sam fakt otrzymywania zwrotów nie jest więc argumentem ekonomicznym przemawiającym za istnieniem PIT.
Czy po likwidacji PIT podatnicy straciliby możliwość otrzymywania zwrotu PIT?
Tak, jeżeli podatku w ogóle by nie było, nie byłoby również jego nadpłaty do zwrócenia.
Ale przedstawianie tego jako utraty finansowej jest bardzo dużym uproszczeniem.
W typowej sytuacji zwrot oznacza bowiem odzyskanie pieniędzy, które podatnik wcześniej wpłacił w zbyt dużej wysokości.
Znacznie poważniejszym pytaniem dotyczącym likwidacji PIT jest to, jak zastąpić ponad 200 mld zł rocznych dochodów państwa i samorządów oraz co zrobić z systemem ulg podatkowych.
I dopiero odpowiedź na te pytania pozwala ocenić, kto rzeczywiście zyskałby, a kto stracił na takiej reformie.
PMP
Fot. Wygenerowano AI
Komentarze