Halloweenowy świat Burtona

Idealne filmy na Halloween.
Dynia, czarny i pomarańczowy kolor, szkielety, duchy, świece, nietoperze, cmentarz, Tim Burton. Spędźcie Halloween z filmem!

Halloween to dzień, który można spędzić na wiele sposobów: umówić się ze znajomymi na przebieraną imprezę, postraszyć znajomych, zjeść kolację w restauracji, albo po prostu zaszyć się w domu i obejrzeć film. Tylko jaki film można obejrzeć w ten upiorny wieczór? Jakiego reżysera? Tima Burtona! Bingo! Autor słynnej animacji pt. „Miasteczko Halloween” z 1993 roku opowiada w niej historię Jacka Skellingtona -  króla straszenia, który razem z dziesiątkami innych potworów zamieszkuje tytułowe miasteczko. Mieszkańcy przez cały rok przygotowują swoje najstraszniejsze numery, aby w Święto Duchów dać upust swoim emocjom. W tym celu zaczynają szaleć i przerażać. Jednak główny bohater staje się tym wszystkim zmęczony. I tak zaczyna się jego przygoda w poszukiwaniu odnalezienia sensu życia (a może raczej śmierci?).

Burton to mistrz poruszania się w temacie około pośmiertnym. Kultowy „Sok z żuka” z 1988 roku opowiada o parze głównych bohaterów, którzy giną w wypadku samochodowym, jednak nie wiedzą o tym, że… nie żyją. Wracają normalnie do domu, gdzie żyją z nowymi mieszkańcami, jednak jak się okazuje dzieje się tak tylko do czasu… (doczesność gra tutaj rolę drugoplanową).

Świat zmarłych przenika się ze światem żywych również w animacji pt. „Gnijąca Panna Młoda”, stworzonej w 2005 roku. Co ciekawe w produkcji tej: przysłowiowe życie po życiu jest o wiele barwniejsze, pełne życia (paradoksalnie!) i energii, niż szary, smutny świat po naszej stronie.

Temat śmierci i wskrzeszania trupów do żywych nie był obcy reżyserowi już od najmłodszych lat. Burton zaczynał od dość makabrycznych krótkometrażówek, choćby „Frankenweenie” z 1984 roku. Produkcja ta opowiada historię dziesięcioletniego chłopca, którego ukochany piesek Sparky ginie pod kołami samochodu. Victor Frankenstein główny bohater, to chłopiec obdarzony sporą wyobraźnią. Pewnego dnia nieświadomie zainspirowany przez nauczyciela fizyki, decyduje się wykopać z ziemi Sparky’ego i ożywić go… Już 7 grudnia „Frankenweenie” wchodzi do polskich kin jako nowa, pełnowymiarowa wersja tej mrocznej historii. Co prawda grudzień skłania już raczej do myślenia o Świętach Bożego Narodzenia, ale wizyta w kinie na tej produkcji może być bardzo inspirująca.

To, co jest najbardziej charakterystyczne w produkcjach Burtona, to częste pokazywanie w filmach martwych psós, poskręcanych drzew, latarni wydrążonych z dyni czy strachów na wróble. Burton inspiruje się także grafikami Edwarda Goreya, które są utrzymane w budzącym respekt, charakterystycznym klimacie. Ezoteryki w realizacjach Burtona nadają też cienie, których używa stosunkowo często, aby stworzyć złowieszczą atmosferę.

Krętość to kolejna charakterystyczna cecha. Może w imię krętego życia? Zawiłości dróg życiowych i decyzji? Zakręcone paski na ubraniach bohaterów, spiralne schody i krawędzie, nienaturalnie wygięte drzewa to tylko nieliczne przykłady. Postaci też nie są „przyjemne dla oka”, często mają szkaradnie długie nogi i małe stopy, a także bladą skórę, wyłupiaste, podkrążone oczy. Tak można mnożyć i mnożyć… Najlepiej jednak sięgnąć po jakiś film Burtona i samemu zobaczyć. Jest ku temu niebywała okazja. Halloween, czarny humor, tańczące i śpiewające szkielety, wskrzeszony do żywych pies czy zwariowany bioegzorcysta wypędzający żywych. Warto zaryzykować wieczór, zaprosić znajomych, wydrążyć dynie (przy okazji można ugotować smaczną zupę!) i oddać się w otchłań burtonowskiej wyobraźni oraz groteskowego humoru.

Joanna Sieg
(joanna.sieg@dlalejdis.pl)

Fot. sxc.hu



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat