Nagrania przedstawiające ludzi prowadzących puste smycze szybko stały się viralem i wywołały lawinę komentarzy. Jedni pytają, czy to żart, inni porównują nowe hobby do popularnego Hobby Horsingu. Okazuje się jednak, że za pomysłem kryje się nieco więcej niż tylko spacerowanie z pustą smyczą.
Hobby Dogging narodził się w Bad Friedrichshall w Badenii-Wirtembergii, gdzie trenerka psów Barbara Gerlinger zaczęła prowadzić ćwiczenia bez udziału zwierząt.
Podczas zajęć uczestnicy trzymają smycz i szelki, wydają komendy, ćwiczą poruszanie się po torze z przeszkodami, odpowiednią postawę ciała i koncentrację. Wszystko odbywa się tak, jak gdyby obok rzeczywiście znajdował się pies.
Z boku może wyglądać to dość osobliwie. Na końcu smyczy nie ma przecież ani labradora, ani jamnika, ani nawet pluszowej imitacji zwierzęcia. Jest wyobraźnia.
Niemiecka telewizja ZDF opisywała Hobby Dogging jako aktywność, podczas której miłośnicy zwierząt „wyprowadzają” i trenują fantazyjne psy.
Co ciekawe, Hobby Dogging nie był początkowo projektem, który miał stać się kolejnym sportem.
Barbara Gerlinger od ponad 20 lat zajmuje się szkoleniem psów. Jak relacjonuje SWR, pomysł miał pojawić się spontanicznie po jednym z trudniejszych dni treningowych. Z czasem trenerka zaczęła wykorzystywać ćwiczenia bez psa do pracy nad zachowaniem samych właścicieli.
To właśnie człowiek trzymający smycz ma bowiem ogromny wpływ na przebieg spaceru czy treningu.
Jeżeli właściciel wykonuje chaotyczne ruchy, jest spięty, niekonsekwentny albo wydaje sprzeczne sygnały, pies również może reagować w sposób, którego opiekun nie oczekuje.
Pozbycie się na chwilę psa z równania pozwala skoncentrować się wyłącznie na własnej postawie.
Gerlinger podkreśla, że jej pomysł został przez internet mocno uproszczony.
Po viralowych filmach Hobby Dogging zaczęto przedstawiać przede wszystkim jako ludzi spacerujących po parku z niewidzialnymi psami. Tymczasem trenerka tłumaczy, że głównym celem jest trening mentalny, koncentracja i praca nad własnym zachowaniem.
Uczestnik może przećwiczyć m.in. sposób trzymania smyczy, pracę rąk, reakcję na określone sytuacje oraz wydawanie komend.
Dopiero później podobne zachowania można wykorzystać podczas pracy z prawdziwym zwierzęciem.
Nie oznacza to jednak, że wszystko odbywa się ze śmiertelną powagą.
Podczas zajęć uczestnicy potrafią „chwalić” swoje niewidzialne psy, przeprowadzać je przez przeszkody, a nawet symbolicznie nagradzać.
To właśnie takie obrazy szczególnie dobrze sprawdzają się w mediach społecznościowych.
Internauci natychmiast zaczęli żartować. Pojawiały się komentarze w rodzaju: co stanie się, jeśli wyobrażony pies zerwie się ze smyczy i ucieknie? Albo czy niewidzialny pupil również potrzebuje niewidzialnego weterynarza?
Gerlinger podchodzi do tego z dystansem. Jak mówiła mediom, sama zdaje sobie sprawę, że pomysł jest nieco szalony.
Porównanie nasuwa się samo.
Kilka lat temu podobne zdziwienie wywoływał Hobby Horsing, czyli sport polegający na pokonywaniu przeszkód i wykonywaniu elementów jeździeckich z konikiem na kiju.
Dziś Hobby Horsing ma zawody, regulaminy i tysiące uczestników.
Hobby Dogging idzie podobnym tropem, choć w tym przypadku nie ma nawet fizycznej imitacji zwierzęcia.
Uczestnik musi sobie swojego psa po prostu wyobrazić.
Tutaj warto zachować odrobinę dystansu.
Hobby Dogging bez wątpienia stał się internetowym hitem, a filmy dotyczące tej aktywności osiągały ogromne zasięgi. SWR pisał nawet o zainteresowaniu materiałami z różnych części świata.
Nie oznacza to jednak, że Niemcy masowo ruszyli do parków z pustymi smyczami.
Kilka tygodni po największej medialnej fali Barbara Gerlinger przyznała, że zainteresowanie rzeczywistymi kursami było znacznie mniejsze niż zainteresowanie w internecie. Zgłosiło się wtedy zaledwie około 10 osób, mimo tysięcy zapytań medialnych i milionowych zasięgów filmów.
Dlatego dokładniej byłoby powiedzieć, że Hobby Dogging jest przede wszystkim viralowym fenomenem, a dopiero okaże się, czy stanie się trwałym hobby.
Zwolennicy wskazują kilka potencjalnych zastosowań.
Hobby Dogging może być ćwiczeniem dla osób, które:
Może być także sposobem na sprawdzenie, jak dziecko wyobraża sobie obowiązki związane z czworonogiem, zanim rodzina rzeczywiście zdecyduje się na zwierzę.
Niemieckie media wskazują również, że takie ćwiczenia mogą służyć jako rodzaj „treningu na sucho” dla przyszłych lub obecnych właścicieli psów.
Internet oczywiście szybko dostrzegł dodatkowe „zalety” niewidzialnego psa.
Nie trzeba kupować karmy. Nie ma rachunków od weterynarza. Nie trzeba sprzątać sierści z kanapy ani wychodzić na spacer podczas ulewy.
Nie ma też podatku od psa, szczekania sąsiadom nad głową ani obowiązku zbierania pozostawionych na chodniku niespodzianek.
ZDF żartobliwie wymieniało właśnie te elementy jako największe plusy fantazyjnego pupila.
Oczywiście jest też pewien minus - niewidzialny pies raczej nie przywita właściciela merdając ogonem po powrocie z pracy.
Hobby Dogging jest dobrym przykładem zjawiska typowego dla współczesnych mediów społecznościowych.
Wystarczy kilka sekund filmu pozbawionego szerszego kontekstu, aby spokojne ćwiczenie z psiej szkoły zaczęło funkcjonować jako „najnowszy szalony trend”.
Widok dorosłego człowieka wydającego komendy pustej smyczy idealnie nadaje się przecież do viralowego nagrania.
Rzeczywistość jest trochę mniej spektakularna: pomysł powstał jako nietypowa metoda treningowa, potem przerodził się w zabawę, a internet zrobił z niego fenomen.
Trudno powiedzieć.
Jeszcze niedawno wiele osób z niedowierzaniem patrzyło na Hobby Horsing, a dziś zawody z konikami na kiju nikogo już szczególnie nie szokują.
Być może więc kiedyś na polskich skwerach również zobaczymy ludzi z pustą smyczą wołających: „Do nogi!”.
A jeśli nie?
Przynajmniej ich pies na pewno nie pogryzie kapci.
Jedno jest pewne - Hobby Dogging już osiągnął cel, którego prawdopodobnie nikt nie planował: sprawił, że miliony osób zaczęły dyskutować o prowadzeniu psa, którego... nie ma.
PMP
Fot. Wygenerowano AI
Komentarze