Konie Przewalskiego, nazywane w Mongolii takhi, wyglądają nieco inaczej niż dobrze znane nam konie domowe. Są niższe i bardziej krępe, mają jasnobrązową sierść, ciemną pręgę biegnącą wzdłuż grzbietu oraz krótką, stojącą grzywę.
Przez długi czas przemierzały rozległe stepy Azji Centralnej. W XX wieku ich populacja zaczęła jednak gwałtownie maleć.
Polowania, przejmowanie terenów przez zwierzęta gospodarskie, utrata siedlisk oraz krzyżowanie z końmi domowymi sprawiły, że pod koniec lat 60. gatunek wyginął na wolności. Ostatnie dzikie konie obserwowano w Mongolii.
Na szczęście niewielka liczba koni Przewalskiego znajdowała się już wcześniej w europejskich ogrodach zoologicznych i prywatnych hodowlach.
Na początku XX wieku z terenów Gobi sprowadzono do Europy 53 źrebięta. Zaledwie 12 z nich pozostawiło potomstwo, które stało się podstawą późniejszego programu odbudowy populacji. Mimo niezwykle wąskiej puli genetycznej hodowla zakończyła się sukcesem.
W połowie lat 80. liczba koni Przewalskiego przebywających w niewoli przekroczyła już tysiąc osobników.
To właśnie wtedy pojawiła się możliwość zrobienia czegoś, co wcześniej wydawało się niemal niemożliwe - przywrócenia gatunku naturze.
Jednym z przełomowych momentów był 1992 rok. Do Mongolii przewieziono pierwszą grupę 16 koni z europejskich hodowli. Trafiły do Hustain Nuruu, późniejszego Parku Narodowego Hustai.
W kolejnych latach następne zwierzęta przywożono z Europy i przygotowywano do życia w środowisku, którego nie znały ich matki, babki ani kolejne wcześniejsze pokolenia.
Program zadziałał.
Dziś w samym Parku Narodowym Hustai żyje około 380 koni Przewalskiego, tworzących kilkadziesiąt grup rodzinnych. Są tam już zwierzęta urodzone na wolności, które nigdy nie znały życia w zoo.
Konie ponownie występują także w innych miejscach Mongolii oraz w Chinach.
Konie Przewalskiego są bardzo często określane jako ostatnie prawdziwie dzikie konie na świecie.
Nie chodzi jedynie o to, że żyją bez człowieka.
Mustangi w Ameryce Północnej czy dzikie konie występujące w Australii pochodzą od koni domowych, które uciekły lub zostały wypuszczone i z czasem zaczęły samodzielnie funkcjonować w naturze. Są więc zwierzętami zdziczałymi.
Konie Przewalskiego reprezentują natomiast odrębną linię ewolucyjną. Ich relacja z dawnymi końmi udomowionymi przez człowieka jest przedmiotem badań i naukowych dyskusji, jednak Smithsonian nadal określa je jako ostatnie prawdziwie dzikie konie i podkreśla, że nie ma mocnych dowodów pozwalających uznać je po prostu za potomków zdziczałych koni domowych.
Kolejny rozdział tej niezwykłej historii rozpoczął się w 2024 roku.
Praski ogród zoologiczny, współpracując m.in. z armią czeską i organizacjami zajmującymi się ochroną przyrody, rozpoczął program przywracania koni Przewalskiego na stepy Kazachstanu.
Pierwsze siedem zwierząt przewieziono samolotami z Pragi i Berlina do środkowej części kraju. Konie trafiły do ośrodka reintrodukcji Alibi na obszarze Altyn Dala, czyli Złotego Stepu.
Przez niemal rok przebywały w ogromnych zagrodach aklimatyzacyjnych. Miały przyzwyczaić się do miejscowego klimatu, roślinności i warunków życia.
W czerwcu 2025 roku zostały wypuszczone na otwarty step. Tym samym konie Przewalskiego ponownie zaczęły żyć dziko na terenach Kazachstanu po około dwóch stuleciach nieobecności.
Program właśnie osiągnął kolejny przełom.
22 sierpnia 2026 roku w Kazachstanie urodziło się źrebię konia Przewalskiego - pierwsze na tamtejszym stepie od około 200 lat.
Jego matką jest klacz Tessa, a ojcem ogier Zorro urodzony w praskim zoo. Co szczególnie istotne, do krycia doszło już po wypuszczeniu zwierząt, w całkowicie naturalnych warunkach.
Organizacja Fauna & Flora poinformowała, że młody samiec oraz jego matka są w dobrym stanie.
Narodziny mają znaczenie znacznie większe niż pojawienie się jednego źrebięcia. Są dowodem na to, że zwierzęta przywiezione z europejskich hodowli potrafiły przystosować się do stepu na tyle dobrze, by zacząć się rozmnażać.
Reintrodukcja dopiero się rozpoczyna.
Program ma być kontynuowany co najmniej do 2029 roku. Organizatorzy planują przetransportować na stepy środkowego Kazachstanu około 40 koni Przewalskiego.
Taka liczba ma stworzyć podstawę populacji, która w przyszłości będzie mogła powiększać się już bez stałego sprowadzania kolejnych zwierząt z Europy.
To także eksperyment dotyczący odbudowy całego ekosystemu. Duże roślinożerne zwierzęta mają ogromny wpływ na step - przemieszczają nasiona, zmieniają strukturę roślinności i oddziałują na inne żyjące tam gatunki.
Historia koni Przewalskiego jest tym bardziej niezwykła, że cały dzisiejszy sukces opiera się na bardzo niewielkiej grupie zwierząt.
Oznacza to ograniczoną różnorodność genetyczną, która nadal jest jednym z największych problemów gatunku. Zagrożeniem pozostają również choroby, ekstremalne zimy, zmiany klimatyczne, utrata siedlisk oraz możliwość krzyżowania się z końmi domowymi.
W Mongolii przekonano się już, jak łatwo można stracić dużą część odbudowanej populacji. Po wyjątkowo ciężkiej zimie 2009/2010 liczba koni w rezerwacie Great Gobi B gwałtownie spadła, co wymusiło kolejne wypuszczenia zwierząt pochodzących z hodowli.
Dlatego nawet po kilkudziesięciu latach sukcesu gatunek nadal wymaga aktywnej ochrony.
Najlepszym dowodem skuteczności programu jest zmiana oficjalnego statusu konia Przewalskiego.
Po zniknięciu ze stepów był klasyfikowany jako gatunek wymarły na wolności. W 2008 roku jego status poprawiono do „krytycznie zagrożonego”, a w 2011 roku do „zagrożonego”.
Według Parku Narodowego Hustai właśnie powodzenie programu reintrodukcji w Mongolii było jednym z najważniejszych powodów tej zmiany.
To bardzo rzadki kierunek. W przypadku wielu zagrożonych gatunków kolejne aktualizacje Czerwonej Księgi oznaczają pogarszanie sytuacji. Tutaj stało się odwrotnie.
Internetowa informacja mówiąca, że konie Przewalskiego po dekadach działań ochronnych powróciły na wolność, jest więc prawdziwa.
Ich historia nie jest jednak jednym spektakularnym wydarzeniem. To efekt ponad stu lat hodowli, międzynarodowej współpracy oraz ponad trzech dekad reintrodukcji.
Jeszcze pod koniec lat 60. na stepach nie pozostał ani jeden dziki koń Przewalskiego.
Dziś całe stada ponownie przemierzają Mongolię, kolejne populacje rozwijają się w Azji, a w 2026 roku na stepie Kazachstanu przyszło na świat pierwsze od około dwóch stuleci źrebię.
To jeden z tych rzadkich przypadków, w których człowiek najpierw przyczynił się do niemal całkowitego zniknięcia gatunku, a później zdołał odwrócić ten proces.
I dowód na to, że nawet określenie „wymarły na wolności” nie zawsze musi oznaczać koniec historii.
PMP
Fot. Wygenerowano AI
Komentarze