Literatura Marii Rodziewiczówny wróciła w ostatnim czasie do łask za sprawą serialowej ekranizacji książki „Dewajtis”. I dobrze, bo o ile umiemy zachwycać się literaturą angielską opisującą ówczesny porządek świata, to mamy problem z docenieniem literatury, która pokazuje trudne losy Polaków, ich przywiązanie i szacunek do ziemi, ale też różnorodność społeczną minionych czasów.
W „Klejnocie” Maria Rodziewiczówna przedstawiła przekrój polskiego społeczeństwa w XIX wieku na Kresach Wschodnich. Chłopi, zubożała szlachta, Żydzi, ludzie bez kręgosłupa moralnego oraz prawdziwi ideowcy. Cała paleta barw, charakterów i postaw. Muszę przyznać, że polska literatura rzadko stawiała na charakterne bohaterki, a Maria Rodziewiczówna potrafiła je wykreować, a co ważniejsze sprawić, że czytelnik im kibicuje. Nie znaczy to jednak, że męski pierwiastek jest w jej książkach całkowicie pomijany. Wręcz przeciwnie. W książce „Klejnot reprezentuje go między innymi Szymon Łabędzki – odważny, uczciwy leśniczy w majątku Sokolnickich, który z wielką pieczołowitością wykonuje swoje obowiązki, nie bacząc na własne bezpieczeństwo. Główny bohater – Seweryn Sokolnicki walczy zaciekle, by nie stracić rodzinnego majątku. Z podobnymi problemami zmaga się Barbara, która ratuje się pożyczkami u lichwiarzy. W międzyczasie poznajemy także silną, wyemancypowaną Ninę Zagrodzką – kobietę niezależną, bogatą, ale również niezwykle empatyczną. W obu tych kobiecych bohaterkach można doszukiwać się rysu autobiograficznego autorki, która samodzielnie zarządzała majątkiem ojca. Wszyscy bohaterowie są świetnie wykreowani, są pełni emocji, niejednoznaczni, wielowymiarowi. I to właśnie dzięki nim ta historia ożywa na naszych oczach i generuje mnóstwo różnorodnych emocji.
„Klejnot” to opowieść o ludziach – o ich zaletach i przywarach, o ich marzeniach i ambicjach. Jest to również historia o ziemi i jej znaczeniu. Jej uprawa hartuje ducha, dodaje sił i sprawia, że zapuszczamy korzenie. Ziemia jest dziedzictwem, o które warto walczyć, nie idąc na kompromis. Autorka, by przyciągnąć uwagę czytelnika postawiła na sprawdzone rozwiązania. Nie zabraknie tu więc zbrodni, miłości i uprzedzeń.
Być może „Klejnot” nie przeżył najlepiej upływu lat, ale i tak uważam, że warto sięgać po polską literaturę z tamtego okresu. Jeśli czytamy nadal Jane Austen to i Maria Rodziewiczówna powinna znaleźć się w naszej biblioteczce. Wbrew pozorom powieści obyczajowe mówią bardzo wiele o czasach minionych. Warto z tego korzystać.
Anna Wasyliszyn
(anna.wasyliszyn@dlalejdis.pl)
Maria Rodziewiczówna, „Klejnot” , Kraków, Wydawnictwo MG, 2024
Komentarze