Z przyzwyczajenia do lustra i selfie. W lustrze widzimy odbicie, czyli twarz odwróconą, do której jesteśmy przyzwyczajone od dziecka. Na zdjęciu widzimy ją taką, jaką widzą inni - i przez pierwszą chwilę wydaje się obca. To złudzenie, nie wada urody, i mija po kilkunastu kadrach.
Drugi powód jest bardziej prozaiczny: nie wiemy, co robić z rękami. W codziennych zdjęciach zawsze coś trzymamy - kubek, torbę, telefon. Na tle studyjnym nie ma nic, więc ręce nagle stają się problemem. Dobry fotograf rozwiązuje to w pierwszych minutach, dając konkretne zadania zamiast prosić o "naturalność".
Sesja nie zaczyna się od zdjęć. Zaczyna się od rozmowy, kawy i rozstawienia światła, na co schodzi zwykle kilkanaście minut. Potem są kadry próbne, które służą wyłącznie ustawieniu lampy i twojemu oswojeniu się z sytuacją - nikt ich nie pokaże i nikt ich nie liczy.
Dopiero potem zaczyna się praca właściwa. Fotograf mówi, gdzie stanąć, w którą stronę patrzeć, kiedy nabrać powietrza. To nie jest ograniczanie swobody, tylko zdejmowanie z ciebie ciężaru wymyślania pozy. Im więcej takich podpowiedzi, tym luźniej wychodzą zdjęcia - paradoksalnie najmniej naturalne kadry powstają wtedy, gdy ktoś powie "rób, co chcesz".
Typowa sesja portretowa trwa dwie, trzy godziny razem z przygotowaniem. To wystarczająco długo, żeby zdążyć się rozluźnić, i wystarczająco krótko, żeby nie stracić energii. Krótsze bywają zbyt sztywne, dłuższe zwykle męczą bardziej, niż dają.
Przestrzeń wpływa na samopoczucie przed obiektywem mocniej niż stylizacja. W ciasnym pomieszczeniu z niskim sufitem światło pada płasko, cienie kładą się nierówno, a fotograf nie ma jak się odsunąć - i to widać na twarzy, bo czuć się swobodnie w ciasnocie jest po prostu trudniej.
Dlatego warto wiedzieć, czym różnią się miejsca, które w cenniku wyglądają podobnie. W bazie Bookfolino, która zbiera wizytówki studiów z całej Polski, mediana wysokości wynosi 380 centymetrów, a metrażu 100 metrów kwadratowych. Poniżej trzech metrów wysokości nie da się ustawić lampy nad modelką tak, żeby ładnie modelowała twarz - i to jest różnica, którą zobaczysz na zdjęciach, nawet nie wiedząc, skąd się wzięła.
Druga rzecz to światło dzienne. Duże okno daje miękkie, wybaczające światło i wiele kobiet czuje się w nim po prostu lepiej niż w pełnym świetle błyskowym. Jeśli wiesz, że tak masz, powiedz o tym przy umawianiu sesji - to zmienia wybór miejsca i porę dnia.
Najwięcej daje nie nowa sukienka, tylko poczucie, że nic cię nie uwiera. Kilka rzeczy, które warto zrobić przed:
I jedna rzecz, o której się nie mówi: przyjdź sama albo z osobą, przy której czujesz się swobodnie. Publiczność, która ocenia, jest najskuteczniejszym sposobem na usztywnienie się na trzy godziny.
Pierwsze spojrzenie na własne zdjęcia prawie zawsze jest surowe. Wyłapujemy to, co znamy z lustra i czego nie lubimy, zanim zobaczymy całość. Warto dać sobie dzień przerwy przed wyborem kadrów - po dobie te same zdjęcia ogląda się zupełnie inaczej.
Dobrą praktyką jest też poprosić kogoś zaufanego o wskazanie ulubionych ujęć. Prawie zawsze wybierze inne niż ty, i prawie zawsze będą to te, na których wyglądasz jak ty, a nie te, na których wyglądasz najbardziej "ładnie". To zresztą sedno całej sprawy - w udanym portrecie nie chodzi o to, żeby wyglądać jak ktoś inny.
Jeśli szukasz przestrzeni samodzielnie, bo masz już fotografa i chcesz tylko wynająć miejsce, porównanie zacznij od parametrów, a nie od zdjęć na profilu - bo te są robione przez profesjonalistów i zawsze wyglądają dobrze. Sprawdź wysokość, dostęp do światła dziennego i to, ile osób wchodzi w cenę. Zestawienie dla stolicy z tymi danymi znajdziesz w katalogu studiów fotograficznych w Warszawie, gdzie opisanych jest ponad pięćdziesiąt miejsc.
Sesja w studiu nie jest testem urody ani zadaniem do zaliczenia. To dwie, trzy godziny, po których zostaje kilkanaście zdjęć - i najczęściej zaskoczenie, że wyszły lepiej, niż się zapowiadało w tym pierwszym zdaniu o "nie fotografuję się".
Materiał zewnętrzny
Komentarze