Cyrk Zalewski zachwyca

Festiwal Sztuki Cyrkowej.
XXVI Międzynarodowy Festiwal Sztuki Cyrkowej w Cyrku Zalewskim okazał się podróżą do świata, w którym grawitacja traci pewność siebie, ciało staje się narzędziem opowieści, a zdanie „To niemożliwe” zmienia się w pełne zachwytu „Jak oni to zrobili?!”.

To widowisko ma w sobie coś z dziecięcego snu. Światła przecinają półmrok, muzyka buduje napięcie, artyści pojawiają się jeden po drugim, a publiczność raz wybucha śmiechem, raz zamiera. Na arenie swoje talenty prezentowały zespoły cyrkowców z całego świata m.in. z Brazylii czy Czech. Byli akrobaci, ekwilibryści, żonglerzy, iluzjonista i artyści podniebnych ewolucji. Różnorodność artystycznych języków wprawiała w osłupienie. Artyści przykuwali uwagę, ale też budowali napięcie w numerach wymagających odwagi czy perfekcyjnej współpracy. Każdy z tych występów miał własny rytm i temperaturę – jedne były jak eksplozja, inne jak szept. Arena raz przypominała rozgwieżdżone niebo, raz tor wyścigowy, a chwilę później teatralną scenę.

Największe wrażenie zrobiły na mnie dwa numery – i każdy z innego powodu.

Pierwszy to motocykle w wielkiej kuli. Kiedy silniki ryczą, a motocykle zaczynają krążyć wewnątrz metalowej konstrukcji, wszystko dzieje się tak szybko, że rozum nie nadąża za wzrokiem. Milimetry, sekundy, idealna synchronizacja – tutaj nie ma miejsca na przypadek. Patrzyłam na tę kulę i miałam wrażenie, że ktoś zamknął w niej błyskawicę.

Drugi zachwyt był zupełnie inny. Akrobatka na meksykańskiej linie. Bez huku silników, bez prędkości, za to z niezwykłą lekkością. Lina poruszała się razem z artystką, a jej ciało zdawało się znać język powietrza. Każdy obrót, przejście i figura wyglądały jak fragment poetyckiego zdania zapisanego ruchem. Patrzyłam i miałam poczucie, że oglądam nie tyle akrobację, ile rozmowę człowieka z grawitacją. Cichą, piękną i bardzo odważną. To właśnie ten występ najbardziej mnie poruszył, bo pokazał, że siła nie zawsze musi być głośna. Czasem potrafi być delikatna jak oddech.

Klauni Bartolini i Edie rozładowywali napięcie, przypominając, że cyrk nie istnieje bez śmiechu. Z kolei pokaz iluzji udowadniał, że na arenie można oszukać nie tylko wzrok, ale i zdrowy rozsądek. Latające trapezy były osobną kategorią emocji – kilka sekund lotu wystarczyło, by cała widownia wstrzymała oddech.

I właśnie to jest siłą tego festiwalu. Nie pojedynczy numer, lecz umiejętność przywracania człowiekowi zachwytu. Wychodząc z namiotu cyrkowego, miałam wrażenie, że ktoś uchylił drzwi do dzieciństwa: tego miejsca, w którym wszystko było możliwe, a świat nie kończył się na tym, co rozsądne.

XXVI Międzynarodowy Festiwal Sztuki Cyrkowej jest więc dla mnie nie tylko widowiskiem, ale przypomnieniem, że czasem warto pozwolić sobie nie wiedzieć, jak coś jest możliwe. Wystarczy patrzeć. Zachwycić się. Zaśmiać. Wstrzymać oddech. A potem wyjść pod warszawskie niebo z przekonaniem, że skoro człowiek może latać pod kopułą cyrku i jeździć motocyklem po kuli, to może jednak w życiu także istnieje więcej możliwości, niż nam się na co dzień wydaje.

Joanna Sieg-Ulanowicz

Cyrk Zalewski, ul. Górczewska 124 w Warszawie (obok centrum handlowego Wola Park i stacji metra Ulrychów) w dniach od 3 października do 25 października 2026 roku, prezentuje XXVI Międzynarodowy Festiwal Sztuki Cyrkowej



Komentarze




Newsletter

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat