Informacja brzmi niepokojąco, ale francuskie służby sanitarne i ECDC podkreślają, że na dziś nie ma dowodów na transmisję wirusa z człowieka na człowieka ani na zagrożenie dla ogółu populacji.
Shamonda należy do rodzaju Orthobunyavirus. Po raz pierwszy wykryto go w Nigerii w latach 60. XX wieku.
Do tej pory był kojarzony przede wszystkim ze zwierzętami, głównie bydłem, owcami i kozami. U zakażonych zwierząt może powodować gorączkę, biegunkę, spadek produkcji mleka, poronienia i wady wrodzone. Wirusa wykrywano także u koni z objawami neurologicznymi oraz u alpak.
W 2026 roku w Europie pojawiła się nowa linia określana jako Shamonda-Europe. Od lata wirus zaczął szybko rozprzestrzeniać się wśród zwierząt w wielu krajach europejskich.
We Francji do 20 października wykryto go u bydła w 52 departamentach, u owiec w dwóch departamentach oraz u jednego konia. ECDC potwierdza również obecność wirusa u zwierząt m.in. w Austrii, Belgii, Niemczech, Irlandii, Włoszech, Holandii, Portugalii, Hiszpanii i Szwajcarii.
Francuskie władze sanitarne zostały poinformowane o zakażeniu 7 października.
Pacjent był leczony w Hospices Civils de Lyon z powodu ciężkiej choroby neurologicznej. Miał głęboką immunosupresję, czyli znacznie osłabiony układ odpornościowy.
Wirus Shamonda wykryto w kilku próbkach biologicznych, co potwierdziło zakażenie. Pacjent zmarł, ale służby podkreślają, że nadal trwa ustalanie, czy wirus bezpośrednio spowodował zgon, czy jedynie się do niego przyczynił.
Najbardziej prawdopodobną hipotezą jest ukłucie przez zakażonego kuczmana z rodzaju Culicoides.
To niewielkie owady, które mogą przenosić wirusa między zwierzętami. We Francji analizowane są obecnie zarówno możliwe kontakty pacjenta ze zwierzętami, jak i jego podróże oraz ekspozycja na owady.
Inne możliwe drogi zakażenia nadal są badane.
Na ten moment nie ma na to żadnych dowodów.
Santé publique France podaje wprost, że nie stwierdzono transmisji między ludźmi. Nie wykazano również zagrożenia dla populacji ogólnej.
ECDC także zaznacza, że dotąd odnotowano tylko jeden przypadek zakażenia człowieka, i to u osoby wyjątkowo podatnej na infekcje oraz powikłania z powodu ciężkiego stanu zdrowia.
Na dziś nie ma podstaw do paniki.
To pierwszy potwierdzony przypadek zakażenia człowieka tym wirusem, dlatego służby traktują go bardzo poważnie i prowadzą szerokie badania epidemiologiczne, biologiczne i środowiskowe.
Trwa m.in. pełne sekwencjonowanie genomu wirusa oraz porównywanie go ze szczepami wykrywanymi u zwierząt. Służby monitorują również owady i przypadki neurologiczne u koni.
Najważniejszy wniosek jest więc taki:
we Francji rzeczywiście wykryto pierwszy na świecie przypadek zakażenia człowieka wirusem Shamonda, a pacjent zmarł. Nie oznacza to jednak, że pojawił się nowy wirus łatwo zakażający ludzi. Na dziś nie ma dowodów na transmisję między ludźmi ani zagrożenie dla ogółu populacji.
PMP
Komentarze