15 października - Dzień Dziecka Utraconego

Dzień Dziecka Utraconego.
Wokół nas pełno uśmiechniętych twarzyczek dzieci. Robiących słodkie minki, niczym z okładek poczytnych magazynów. Bez przerwy zadających pytania: A co to? A do czego to? A po co? A dlaczego...?

I rodziców dzielnie na nie odpowiadających. Cieszących się z tego, że ich pociechy rosną, poznają świat. Ale są też tacy rodzice, którzy nie zdążyli się nacieszyć rodzicielstwem. I tacy, którzy nie doczekali się magicznych słów "mama" i "tata". Którzy nie doczekali się nawet pierwszego uśmiechu, spojrzenia swojego maleństwa. Przedtem zostali osieroceni.

Strata dziecka to temat tabu w polskim społeczeństwie. Cóż, taka nasza ludzka natura, że wolimy unikać przykrych, niewygodnych tematów. Lepiej, po prostu, udawać, że ich nie ma. Nie istnieją. W końcu, po co sobie przysparzać pesymistycznych myśli. Każdy i tak ma wiele swoich własnych problemów. A, nie daj Boże, jak taka tragedia przydarzy się w naszym najbliższym otoczeniu. Przechodzimy obok niej ukradkiem, spuszczając wzrok lub odwracając go w przeciwnym kierunku. Udajemy, że nie widzimy. Akurat wtedy, dokądś nam strasznie spieszno. Cierpimy na brak czasu. Stajemy się przykładnymi pracoholikami. Ale, nie ma co się oszukiwać, takie udawanie jest zwyczajnie wygodne. Nie musimy się zastanawiać, co wypada powiedzieć, a czego nie. Czy współczuć. A może tylko przygnieść lawiną pozornie podnoszących na duchu zwrotów: nie martwcie się, wszystko będzie dobrze, zobaczycie, jakoś się ułoży, będziecie mieć następne dzieci, postarajcie się o TYM zapomnieć. Właśnie, ludzie chcąc, jak najszybciej wybrnąć z kłopotliwej sytuacji, w której nie potrafią się zachować, plotą, wszystko, co tylko przyjdzie im do głowy. Kompletnie nie zastanawiają się, że jednym słowem, TYM słowem, mogą jeszcze powiększyć ich ranę. Bo osieroceni rodzice chcą pamiętać. I chcą, by inni też pamiętali. O ich dziecku. I, by nie mówili o nim bezosobowo, nazywając je TYM.

Nie ma bardziej odpowiedniego dnia, by złamać to tabu niż właśnie 15 października, bo ten dzień jest Dniem Dziecka Utraconego. W Stanach Zjednoczonych i niektórych krajach Europy, znalazł się on w kalendarzu już w 1989 roku. W Polsce dopiero w 2004 roku, dzięki organizacji "Dlaczego", skupiającej rodziców po stracie i rodziców dzieci chorych. Jest świętem ku pamięci dzieci, które nie zdążyły nacieszyć się życiem, nie zdążyły zagościć na naszym cudownym świecie, które o wiele za wcześnie dosięgła okrutna kosa śmierci. Ale nie tylko, bo jest to też święto dla ich rodziców. Dzień Matki i Ojca. Brak w nim laurek, życzeń, prezentów i uśmiechu na twarzy. Są za to wspomnienia. Łzy. Ale jest i radość, bo pamięć po ich pociechach pozostaje. Nie tylko w ich sercach.

Kobiety, które straciły swoje dzieci, cierpią podwójnie. Jako matki i jako osoby posiadające nierozerwalną, wytłumaczalną przez biologię więź z nimi. Utrata dziecka, szczególnie w wyniku poronienia, jest dla nich bardzo dotkliwa. Obwiniają się o to, co się stało. Wmawiają sobie, że to wyłącznie ich wina. Nie reagują na argumenty. Żyją w duchowej agonii. Pragną pomocy, ale wstydzą się o nią poprosić. Wydaje im się, że na nią nie zasługują. Kiedy społeczeństwo nie wychodzi im naprzeciw, kiedy napotykają zmowę milczenia koleżanek z pracy, spuszczony wzrok sąsiadek, zamykają się we własnym świecie, którego centrum stanowi przeżyta tragedia. Buszują po internecie w poszukiwaniu bratnich duszy - innych osieroconych matek. Czują, że tylko one potrafią je zrozumieć, wysłuchać. Tylko im będą mogły zwierzyć się z tego, co czują. Nie swoim przyjaciółkom. Opowiadają najbardziej intymną historię swojego życia zupełnie obcym osobom. I wysłuchują ich zwierzeń. Ze wspólnego cierpienia czerpią siłę do życia. Jednak kobiety te, poza rozmową, potrzebują bliskości drugiej osoby, poczucia bezpieczeństwa, ciepła, dotyku, a to już jest zadanie dla nas - krewnych, znajomych, koleżanek, przyjaciółek. Nie bójmy się pomagać! Nie unikajmy ludzkich problemów. Nie przechodźmy wobec nich obojętnie.

Znieczulica jest wszechobecna, ale nie każdy musi zapaść na tą paskudną przypadłość. To nasze umysły są jej źródłem. Rodzice, a szczególnie matki, po stracie dziecka, potrzebują wsparcia, choć zwykle tego nie okazują. Nie bójmy się, że je zranimy. Jeśli nie wiemy, jak z nimi rozmawiać, to może wystarczy nic nie mówić, tylko słuchać... Potrzymać za rękę. Pogłaskać. Przytulić.

Iwona Bujak
(iwona.bujak@dlalejdis.pl)


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat