Boli i ten ból uniemożliwia ci normalne funkcjonowanie, nie mówiąc już o czerpaniu radości z tych czynności życiowych, które bez niego byłyby godne przeżywania. Mowa o schorzeniach stawów, o ich zwyrodnieniu, czy zapaleniu reumatoidalnym. Dotykają one coraz większą liczbę ludzi w coraz młodszym wieku.
Starość nie radość?
Z badań wynika, że to kobiety częściej, niż mężczyźni uskarżają się na bóle stawów. Nie jest też prawdą, jak się ogólnie przyjmuje, że podobne schorzenia tyczą się wyłącznie ludzi starszych. Najczęściej atakują w okolicach trzydziestego, czterdziestego roku życia, ale zdarzają się nawet w wieku niemowlęcym.
Co do przyczyn chorób stawów, zawsze pozostaje margines niepewności. Jasne ich określenie od lat przysparza niemałych trudności. Podobnie rzecz się ma z przebiegiem choroby, bowiem uwarunkowany jest on cechami indywidualnymi o podbudowie zarówno genetycznej, jak osobowościowej (psychologicznej). Tym samym, jeśli już chcemy ustalić źródła schorzeń stawów, należy wziąć pod uwagę zarówno obciążenie genetyczne, jak i chore, zblokowane emocje, które najczęściej bywają czynnikiem aktywującym chorobę. Coraz częściej bowiem podkreśla się psychosomatyczny charakter zapaleń stawów. I tu, jak i w wielu innych przypadkach, nie sposób wspomnieć o złowrogim wpływie stresu na człowieka i jego reakcje z układem odpornościowym.
Nie od dziś wiadomo, że osoby bardziej depresyjne, neurotyczne, tłumiące i kontrolujące negatywne emocje, blokujące swoje potrzeby, to automatycznie osoby wewnętrznie bardziej nerwowe. Długotrwały niepokój natomiast i negatywne nastawienie do siebie i otoczenia, w przypadku piętrzenia się życiowych problemów, stają się doskonałą pożywką dla rozwoju choroby. Organizm tego typu ludzi nie ma często zwyczajnie siły, a przede wszystkim motywacji do walki z rozwijającą się chorobą. Przeciwnie. Osoby bierne, łatwo podporządkowujące się innym, niepewne siebie mają tendencję do blokowania swoich potrzeb, przez co (choć często nawet tego nieświadome) podburzają swój organizm przeciwko sobie. Jeśli dodamy do tego wszystkiego przebyte porody, znaczny wysiłek fizyczny, różnego rodzaju urazy i kontuzje stawów, no i oczywiście nadwagę, może wówczas dotrze do cierpiącego na nieznośne bóle, że jego ciało stało się niczym innym, jak terytorium walki jego ducha i psychiki.
"Gdzie boli, przyłóż lód, bo będzie boleć dłużej?"
Co zatem robić? Choroby zwyrodnieniowe, wszelkiego rodzaju zapalenia stawów to dolegliwości wymagające długiej i żmudnej pracy na wielu płaszczyznach. Nie należy zatem lekceważyć zasad zdrowego trybu życia, w których zawierają się: odpowiednia dieta, unikanie napięć, utrzymanie prawidłowej masy ciała, rezygnacja z wszelkiego typu używek, dbałość o kondycję fizyczną. Jednak przemożny wpływ ma praca nad sobą, nad stanem swojej psychiki. A biorąc pod uwagę typy osobowościowe tych, których ciała choroba najczęściej sobie wybiera, także praca nad poznawaniem, nazywaniem i wyrażaniem uczuć i kotłujących się wewnątrz emocji, nad samoakceptacją i poczuciem własnej wartości. To pierwsza część. Drugą stanowi, jak najbardziej, wizyta u lekarza-specjalisty, a co za tym idzie leczenie farmakologiczne. Trzeba zaznaczyć, że problemy ze stawami to sprawa o tyle kłopotliwa, bo stanowi ryzyko poważnego ograniczenia sprawności motorycznej, co nierzadko prowadzi do kalectwa.
Sama mam niespełna dwadzieścia cztery lata, a z bólami stawów borykam się od dobrych trzech. Gdy słyszę ubolewania mojej babci, jak to ona chodzić nie może, bo kolana już nie te, lata też nie. Jak to w nogach i rękach kręci i w ogóle starość nie radość, ale "ty jesteś młoda, życie przed tobą", nie wiem czy cieszyć się rzeczywiście z tej młodości (jeszcze ładna twarzyczka nieskalana cienką siecią czasu, zdrowe, gęste włosy, własne zęby?), czy płakać nad tym, co dla oka niedostrzegalne, a co sprawia, że czuję się niczym siedemdziesięciolatka. Wszak moje kolana chrupią i trzeszczą znacznie mocniej, i głośniej, niż kolana babci, a w dodatku bolą okrutnie, bolą ciągle? Żele, proszki na bazie glukozaminy i wszelkie inne "artre-specyfiki" i ta wewnętrzna, bliżej nieokreślona złość na to, że nie mogę biegać i skakać niczym rześka kózka, niczym "młody chrabąszcz dzielnie pomykający po leśnych chaszczach."
Jeśli czytając powyższy artykuł, odniosłaś wrażenie, że mowa o tobie, nie zwlekaj i udaj się do specjalisty. W końcu rehabilitacja stawów powinna zacząć się od "rehabilitacji" naszej psychiki, naszego podejścia do siebie i świata. Zatem jeśli wszystko ma iść w tym zdrowym kierunku, nie bójmy się użyć zdrowego rozsądku - tego przysłowiowego "oleju w głowie" i rozpocznijmy proces naoliwiania swoich biologicznych zawiasów.
Iga Zakrzewska
(redakcja@dlalejdis.pl)
Komentarze