Za to w Stanach Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii, korzystanie z usług wykwalifikowanej pomocy przy porodzie, jest na porządku dziennym. Kim właściwie jest doula?
Słowo "doula" pochodzi z języka greckiego i oznacza "kobietę, która służy". Jej "służba" polega na emocjonalnym i fizycznym wspieraniu kobiety ciężarnej, zarówno przed porodem, w trakcie, jak i w czasie połogu. Może ona na prośbę przyszłej matki, prowadzić indywidualne zajęcia podobne jak w szkole rodzenia. Może także uczestniczyć w porodzie, choć nie musi, jeżeli kobieta nie odczuwa takiej potrzeby. Zajmie się ona także kobietą po narodzinach dziecka, pomagając stworzyć silną więź pomiędzy matką a noworodkiem, ucząc odpowiednich technik karmienia, czy też po prostu zajmując się kobietą i jej samopoczuciem w tak trudnych pierwszych dniach połogu. Doula powinna dzielić się swoim doświadczeniem, udzielając wyczerpujących odpowiedzi i dając cenne wskazówki i rady młodej matce. Powinna odpowiedzieć w pełni na emocjonalne potrzeby kobiety, której zaoferowała swą pomoc-służbę, traktować swoją pracę jak misję, choć wcale niełatwą.
Jeżeli kobieta zdecyduje się skorzystać z usług asystentki porodowej w czasie porodu, to doula powinna wspierać rodzącą od pierwszych skurczy aż do szczęśliwego finału. Powinna być także łącznikiem pomiędzy przyszłą matką a położną i lekarzami, pomagając w komunikacji i określeniu potrzeb jednych i drugich. Nie można jednak mylić douli z położną, gdyż są to dwa odrębne zawody. Doula nie ma zwykle wykształcenia medycznego, niemniej jednak powinna ukończyć kursy przygotowujące ją do tej profesji. Musi posiadać wiedzę o przebiegu porodu, o zachowaniach i emocjach rodzącej kobiety, o bólu porodowym, a także technikach relaksacyjnych, ułatwiających trudne momenty. Najlepiej więc, gdy będzie to doświadczona kobieta, która na własnej skórze przeżyła ten trudny proces i swoją wiedzą będzie umiała podzielić się z przyszłą matką. Nie może ona jednak mieć traumatycznych przeżyć, które w negatywny sposób wpłyną na jej postrzeganie narodzin i zaszkodzą w ten sposób kobiecie, której doula asystuje.
W Polsce prekursorką tego nowego zawodu jest Małgorzata Borecka, matka pięciorga dzieci, która jest wykwalifikowaną doulą. Udało jej się zakończyć odpowiednie kursy przygotowujące za granicą, gdzie również otrzymała odpowiedni certyfikat. W naszym kraju problemem jest odbycie takich kursów i staży, bo nadal jest to zjawisko nowe. Na potrzeby chętnych, odpowiedziała Katarzyna Wójcik-Brylska, która prowadzi pierwszą w Polsce firmę kształcącą kobiety predysponowane do doulowania.
Czy będzie zapotrzebowanie na usługi douli, czy jest to tylko kolejna fanaberia i wymysł ludzi, by zarobić pieniądze? Według badań American Journal of Obstetrics and Gynaecology, osoba wykonująca pracę douli, jest wręcz niezbędna. Okazało się, że kobiety otoczone fachową, a jednocześnie przyjacielską pomocą, zdecydowanie miały niższy poziom stresu, adrenaliny i noradrenaliny, które spowalniają akcję porodową. Mało tego, wykazano także, że kobiety mając wsparcie douli, rzadziej sięgają po środki uśmierzające ból i znieczulenie zewnątrzoponowe, a także rezygnują z cesarskiego cięcia, na rzecz porodu naturalnego.
Każda pomoc kobiecie w tak trudnych i nie oszukujmy się, ekstremalnych warunkach, jest mile widziana. Jeżeli więc panie stwierdzą, że potrzebują właśnie taką osobę mieć przy sobie, to znaczy, że zawód douli zagości na stałe w polskich szpitalach, tak jak ma to miejsce obecnie w krajach zachodnich. Tyle, że usługa ta będzie z pewnością nie na kieszeń każdego, podobnie jak sale do porodów rodzinnych (za które nadal się płaci duże pieniądze) oraz znieczulenie. Coś, co w Ameryce czy Europie Zachodniej jest zjawiskiem naturalnym, powszechnie dostępnym oraz bezpłatnym, u nas jak zwykle będzie tylko dla wybrańców.
Ewa Podleśna-Ślusarczyk
(ewa.podlesna@dlalejdis.pl)
Fot. sxc.hu
Komentarze