Tematyka osadzona jest w magicznym świecie czarów i eliksirów, a gracze wcielają się w uczniów czarodziejów, którzy muszą współpracować, aby przygotować wszystkie mikstury, zanim kociołek zrobi „puffffff!” i obrazi się na wszystkich. Choć gra z pozoru wygląda jak typowe memo, to mechanicznie ma w sobie więcej sprytu, niż sugeruje pierwsze „aha, pamięciówka dla dzieci”.
W pudełku znajdziemy:
Rozgrywka zaczyna się niewinnie: wszyscy wspólnie patrzą na rozłożone składniki i udają, że „na pewno zapamiętają”. Po chwili wszystko zostaje odwrócone i zaczyna się magia… czyli paniczne przypominanie sobie, gdzie był ten nieszczęsny grzybek. Każdy błąd to kolejna butelka zbliżająca się do eksplozji, a gdy wszystkie „wybuchną”, drużyna dostaje subtelny komunikat: spróbujcie jeszcze raz czarodzieje amatorzy.
Ciekawym twistem są karty przepisów – po udanym eliksirze można dostać bonus albo totalnie namieszać na stole, co świetnie tłumaczy tytułowy „spin”. W praktyce oznacza to: „myślałeś, że już ogarniasz? A tu chaos”.
Gra przeznaczona jest dla 2-6 osób w wieku 5+, a pojedyncza partia trwa około 15 minut. Idealna długość to mniej więcej tyle, ile trwa przekonanie dziecka, że „jeszcze jedna gra i kończymy”.
Graficznie „Simsala Spin” to kolorowy teatr czarodziejskiego chaosu. Ilustracje Michaela Menzla są przyjemnie bajkowe, pełne detali i takich drobiazgów, które dorosły zauważy dopiero po trzeciej partii, gdy już przestanie udawać, że „to przecież tylko gra dla dzieci”. Kociołek na środku stołu robi robotę, bo przyciąga wzrok i trochę przypomina, że coś tu może zaraz eksplodować.
Mechanicznie gra jest bardzo prosta, ale nie prostacka. To wciąż pamięciówka, ale podana w atrakcyjnej, kooperacyjnej formie. Dodatkowe efekty kart sprawiają, że nie jest to suche „memo”, tylko mała przygoda w laboratorium. Poziom trudności można lekko regulować, więc gra rośnie razem z dziećmi (albo spada razem z pamięcią dorosłych po ciężkim dniu).
Podsumowując, „Simsala Spin” to sympatyczna, kolorowa i bardzo rodzinna gra, która nie udaje czegoś, czym nie jest – i dobrze. To lekka kooperacja, dużo śmiechu i trochę nerwowego „gdzie był ten eliksir?!”. Jeśli szukasz gry, która łączy dzieci i dorosłych bez dramy przy stole, to jest to bardzo bezpieczny zakład.
Joanna Sieg-Ulanowicz
Gra planszowa „Simsala Spin”, Wydawnictwo EGMONT, 2026.
Komentarze