Depresja, określana mianem tajemniczej choroby XXI wieku, funkcjonuje w dzisiejszym świecie jako jego nieodłączny element. Do tego stopnia oswoiliśmy się z faktem jej istnienia, że każda wylana łza zbliża nas do stania się jej potencjalną ofiarą. Depresja może występować w różnej postaci, jako depresja endogenna, poporodowa, sezonowa, nerwicowa, reaktywna czy dwubiegunowa.
Hikikomori, czyli co?
Niestety, katalog rodzajów tej choroby wciąż się rozwija. Cały świat odczuwa skutki tego zjawiska. Aktualnie w kraju kwitnącej wiśni, Japończycy stawiają czoła chorobie zwanej hikikomori (w wolnym tłumaczeniu oznacza to istotę odosobnioną). Schorzenie to polega na oddaleniu się od ludzi, wyalienowaniu. Hikikomori zwykle przebywa zamknięty w swoim pokoju, nie utrzymuje kontaktu z ludźmi, bliskimi, potrzeby fizjologiczne załatwia wyłącznie, gdy ma pewność, że nie spotka nikogo w drodze do toalety. Ludzie cierpiący na ten rodzaj depresji, potrafią latami nie opuszczać pomieszczenia, w którym żyją, ukojenia szukają w Internecie. Ich jedynymi kompanami są wirtualnie poznani ludzie, zwykle o podobnych problemach, smutni i niedoceniani.
Rosnące wymagania = hikiomori
Przyczyn pojawienia się hikikomori w Japonii upatruje się w tendencji rozwiniętych społeczeństw dalekowschodnich na kolektywizm, pracę zespołową, ocenę grupy, a nie jednostki – indywidualnie. Problem ten dotyka głównie mężczyzn w młodym wieku (szacuje się, że około 70-80% cierpiących to mężczyźni). Bowiem to właśnie im stawiane są największe wymagania. Konieczność ukończenia dobrych studiów, założenia i utrzymania rodziny sprawia, że młodzi Japończycy ze względów psychicznych, nie są w stanie udźwignąć ciężaru, jaki narzuca im środowisko. Często wina leży po stronie rodziców, którzy w sposób ambicjonalny podchodzą do realizacji przez dziecko, nałożonych na nie obowiązków. Oczekują od swoich pierworodnych najlepszych wyników w nauce, osiągania celów, których sami nie byli w stanie w życiu zrealizować. To powoduje, że młodzi Japończycy nie radzą sobie ze stawianymi przed nimi zadaniami. Nie każdy z nich jest w stanie znieść wyścig szczurów. Strach przed codziennością wywołuje chęć alienacji, mimo, że hikikomori w gruncie rzeczy pragną mieć kontakt z ludźmi, chcą być zauważani i doceniani. Zamknięcie się w pokoju stanowi pewną formę ucieczki od codzienności, która przerasta młodych ludzi.
Nadwrażliwy jak hikikomori
Podobnie jak powszechna depresja, tak i hikikomori początkowo było bagatelizowane, osoby chore stanowiły grupę nadwrażliwych jednostek, histerycznie reagujących na ciężkie sytuacje życiowe. Ilość osób borykających się z problemem wzrosła jednak na tyle, że przestały one być traktowane jako te z marginesu społecznego. Aktualnie tworzone są liczne ośrodki specjalistyczne do walki z hikikomori, gdyż najbardziej narażone są osoby w wieku szkolnym, pomiędzy 13-24 rokiem życia, czyli te, pozostające w fazie dojrzewania. Brak kontroli rodziców nad zjawiskiem oraz bagatelizowanie niepokojących zachowań u dzieci może prowadzić do tragicznych konsekwencji. Niestety, nadal przerażającym jest fakt, iż większość rodziców, którzy zetknęli się z tym problemem wyjawia go stosunkowo późno, z obawy przed negatywną oceną środowiska, sąsiadów czy rodziny.
Całkiem niedawno w kinach, mieliśmy okazję obejrzeć próbkę hikikomori w polskim wydaniu. Film. pt. „Sala samobójców” w reżyserii Jana Komasy, przedstawia w wysoce naturalistyczny sposób, występowanie zjawiska również na naszym rodzimym gruncie. Obraz dowodzi tylko faktu, że opisywane wyżej stany chorobowe nie są zastrzeżone wyłącznie dla kraju kwitnącej wiśni. Tak naprawdę w każdym miejscu na świecie podobne zjawiska mogą się ujawniać, a bagatelizowanie jakiejkolwiek formy depresji, rodzić może naprawdę tragiczne konsekwencje.
Anna Kafel
(anna.kafel@dlalejdis.pl)
Fot. sxc.hu
Komentarze