Krótka rozmowa o Samowydawcach i self-publishingu

Moda na samowydawanie, czyli krótka rozmowa z Mateuszem Rogalskim o samowydawcach i self-publishingu.
Samowydawcy to prężnie rozwijająca się społeczność niezależnych pisarzy, którzy zdecydowali się na wydawanie książek bez udziału tradycyjnych wydawnictw. Założycielem i czołowym przedstawicielem grupy jest Mateusz Rogalski.

Katarzyna Jabłońska: To już dwa lata odkąd Samowydawcy funkcjonują na rynku wydawniczym pod jednym szyldem. Czy wtedy, zakładając stronę internetową spodziewałeś się, że to wszystko podąży w takim kierunku?

Mateusz Rogalski: Oczywiście, że nie, nikt się nie spodziewał takiego rozwoju. Zakładając samowydawcy.pl mieliśmy w planach wspólny sklep, który miałby nam ułatwić samodzielną sprzedaż książek. Ale w przeciągu tych dwóch lat (tak, Samowydawcy.pl istnieją od 2021r.), Samowydawcy stali się społecznością niezależnych pisarzy, marką naprawdę wyjątkowych i dobrze wydanych książek, a przede wszystkim grupą pozytywnie zakręconych wariatów z głowami pełnymi pomysłów! Myślę, że to właśnie dzięki tak dużej grupie aktywnych indywidualistów stało się to wszystko, a stanie się jeszcze więcej.

K.J.: Samowydawanie od zawsze było obecne na rynku wydawniczym, jednak chyba nie na taką skalę jak obecnie. Co, Twoim zdaniem, jest tego powodem?

M.R.: Przede wszystkim czasy dobrobytu – jeszcze nigdy samodzielne wydanie książki nie było tak proste i tak łatwo dostępne. Obecnie każdy ma też jakieś pieniądze, które może w swoją lub cudzą książkę zainwestować, a zatem i zasponsorować. Zmieniła się także świadomość samego pisarza. Autorzy wiedzą, że nie muszą wydawać książki z wydawnictwem i otrzymywać za nią śmiesznych pieniędzy. Uświadomili sobie możliwość samodzielnego zadbania o wszystko to, co jest z książką związane. Daje to możliwość otrzymania efektu końcowego dokładnie takiego, jakim go sobie wymarzyli. Nikt im niczego nie narzuca i nikt im niczego nie blokuje. Między innymi tym właśnie nasze książki przyciągają uwagę klientów. Nie mamy jeszcze(!) tak znanych nazwisk, ale na targach niejednokrotnie słyszę zachwyt nad oryginalnymi okładkami, tak odmiennymi od tych „modnych”, które widać w tradycyjnych wydawnictwach. To samo tyczy się tematyki jak chociażby fantasy vore Adrianny Biełowiec, czy epic poemat fantasy napisany dwunastozgłoskowcem przez Leszka Bigosa! Takich pozycji nie wyda żadne wydawnictwo, twierdząc, że są zanadto niszowe. Możliwe, ale dzięki temu Samowydawcy trafią wkrótce do każdego czytelnika, nie tylko tych od popularnych romansów mafijnych.

K.J.: Czy tradycyjne wydawnictwa powinny obawiać się o swoją przyszłość?

M.R.: Nie chcę nikogo straszyć ani pouczać, wystarczy jednak spojrzeć na zachód, gdzie już od dawna większość książek publikowanych jest w trybie self-publishing. Autorzy coraz częściej kalkulują i niestety wygląda to tak, że wkład włożony w napisanie książki nie jest proporcjonalny do uzyskiwanych z niej przychodów. Każdy kto widział jakąkolwiek umowę oferowaną przez wydawnictwa (mówię o tradycyjnych, bo o tzw. vanity to w ogóle nie warto wspominać) wie, że tam ewidentnie autor jest na końcu „łańcucha pokarmowego” i dostaje najmniejszą dolę. W dodatku coraz więcej spraw związanych z marketingiem, reklamą i obsługą social mediów jest po stronie autora. Więc dlaczego mamy płacić innym za pracę, którą wykonujemy sami?

K.J.: Na koncie Samowydawców są już dwie wspólne antologie: „Własna ścieżka" i „Ślady na śniegu". Czy planujecie kolejne tego typu publikacje?

M.R.: Obie antologie zostały bardzo dobrze przyjęte przez czytelników. Nawet dla nas jest olbrzymim zaskoczeniem jak dużo osób po nie sięga, dlatego jeszcze w tym półroczu wydamy antologię numer trzy: „Opowieści przy ognisku”. Tym razem będzie to nie tylko miks gatunkowy ale i autorski. Daliśmy szansę sporej liczbie nowych autorów. Chcemy w ten sposób wesprzeć ich rozpoznawalność na rynku, a także pokazać jak wygląda proces wydawniczy, aby w przyszłości wiedzieli z czym to się je.

K.J.: Początek tego roku Samowydawcy zaczęli z mocnym przytupem: ukazał się pierwszy numer magazynu o książkach „Daję Słowo". Co możesz nam powiedzieć o tym projekcie?

M.R.: „Daję Słowo” i „Daję Słówko” to dzieci sześciorga rodziców. Choć pomysł był mój, to nigdy bym go nie zrealizował bez pomocy pozostałej piątki redaktorów. Zawsze i wszędzie wielkie podziękowania dla Anny Cichosz, D.B. Foryś, Moniki Litwinow, Izabeli Redesiuk i Janusza Muzyczyszyna. Wspólnie stworzyliśmy coś, czego w naszym kraju chyba jeszcze nie było. „Daję Słowo” to oryginalne czasopismo okołoliterackie. Znajdziemy tu tradycyjne opowiadania, recenzje, felietony i wywiady, ale też coś czego już dawno nie czytałem, a uwielbiałem to z lat młodzieńczych – powieść we fragmentach. W dodatku proponujemy czytelnikom powieść, która powstaje specjalnie dla nas, za co jestem niezmiernie wdzięczny Agacie Kasiak. Zawsze z niecierpliwością oczekuję na kolejne, napisane przez nią fragmenty. No i oczywiście w e-czasopiśmie znajdziecie pozycje, których wcześniej nigdzie nie czytaliście. Mam tu na myśli literackiego roasta Leszka Bigosa z Marcinem Halskim, jak i patchworkowe opowiadanie nadzorowane przez Izabelę Redesiuk. Do tego oczywiście jest dodatek „Daję Słówko”, a tam wszystko dla naszych najmłodszych czytelników oraz ich rodziców. Osobiście uważam, że każdy znajdzie tam coś dla siebie.  A jak brzmi podtytuł pierwszego numeru – to nie jest nasze ostatnie słowo.

K.J.: „Daję Słowo" to bezpłatne czasopismo. Jak można Was wesprzeć przy jego publikacji?

M.R.: Wszystkich tych, którzy chcieliby z nami podjąć współpracę i coś dla nas napisać, zapraszamy do kontaktu pod redakcyjnego maila:
redakcjadajeslowo@gmail.com
Przypominam jednak, że jest to czasopismo darmowe. Zarówno autorzy jak i cała redakcja robią to po godzinach pracy, w tzw. czasie wolnym. A wierzcie mi na słowo, jest to ogrom poświęconego czasu. Dlatego jeśli ktoś czytał, zachwycił się i chciałby nas wesprzeć, zapraszam na nasz patronite:
https://patronite.pl/dajeslowo
Pamiętajcie, że dla was jedna kawa miesięcznie mniej, dla nas może znaczyć lepszą oprawę graficzną, czy też zorganizowanie własnego festiwalu literackiego. Wszystko zależy od tego jak dużo osób postanowi zrezygnować dla nas z tej jednej kawy.

K.J.: Czy możesz nam zdradzić jakie jeszcze inne inicjatywy macie w planach w najbliższym czasie?

M.R.: Niektóre tak, a niektóre nie. Tak jak wspomniałem, jeszcze w tym półroczu wydajemy antologię: „Opowieści przy ognisku”. Wiemy już, że pod koniec lata powstanie pierwszy zbiór bajek napisanych przez Samowydawców. Pomysł ten zainicjowała i przejęła nad nim pieczę Monika Litwinow, za co jej serdeczne dzięki. Zdradzić także mogę, że na jesieni ukaże się czwarta antologia, tym razem wyłącznie dla osób pełnoletnich. Wraz z Kamilą Goszczyńską przyszedł nam do głowy dość szalony i oryginalny pomysł i wręcz nie mogę się doczekać jego realizacji. Do tego dochodzą kolejne numery „Daję Słowo” wraz z „Daję Słówko” – gwarantuję, że ich zawartość jeszcze nie raz was zaskoczy. A w międzyczasie rozwój Polskiego Stowarzyszenia Autorów Niezależnych „Samowydawcy”. Także, z pewnością nie będziemy się obijać, a przypomnę, że to dopiero trzeci rok istnienia Samowydawców i jak widać, wciąż dopiero się rozkręcamy.

Dziękuję serdecznie za rozmowę. Życzę dalszego rozwoju na polu literatury oraz coraz więcej zaangażowanych odbiorców. Wszystkiego dobrego!

Katarzyna Jabłońska
(katarzyna.jablonska@dlalejdis.pl)

Fot. Materiały wydawnicze




Społeczność

Newsletter

Reklama



 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat