I tak, i nie. „Jeszcze bliżej” jest oczywiście kontynuacją „Za blisko”, jednak pisaną tak, że czytelnik, nie znając pierwszej części, spokojnie odnajdzie się na kartach tej drugiej. „Za blisko” było tłem historii, „Jeszcze bliżej” jest podróżą w głąb psychiki głównej bohaterki, pokazuje jej zmagania z samą sobą i jeszcze bardziej naświetla jej emocje.
Stephen R. Covey – autor książki „7 nawyków skutecznego działania”, opisuje rozmowę z mężczyzną, który mówi, że już nie kocha swojej żony. Covey odpowiada: „Miłość to czasownik. Miłość – uczucie – to owoc miłości, działania. Tak więc miłuj ją. Służ jej. Poświęć się dla niej. Wysłuchaj jej. Doceniaj ją. Wspieraj ją”.
Dla mnie miłość to właśnie czasownik, to suma codziennych czynności, gestów, zachowań, starań. To nie puste słowa i deklaracje bez pokrycia. Miłość Anity i Dominika to podróż po polu minowym. Jeśli miałabym jednak rozłożyć miłości bohaterów na czynniki pierwsze, to zdecydowanie Anita kocha tutaj bardziej i dojrzalej, choć na pierwszy rzut oka można odnieść odwrotne wrażenie.
Wcześniej pisałam bajki dla dzieci, ale wiedziałam, że będę pisać książki dla dorosłych. Czekałam tylko na właściwy moment. Myślę, że „Za blisko” pojawiło się dokładnie wtedy, kiedy miało. Czy był to przełom? Myślę, że tak, że był to początek zupełnie nowego etapu zawodowego.
Dużo wewnętrznej walki, niezdecydowania, wątpliwości, wyborów, mierzenia się z trudnościami. Anita jest po rozwodzie, samodzielnie wychowuje dzieci, na nowo próbuje poukładać relacje z mężem, pracować, no i jest otwarta na miłość. Kiedy na horyzoncie pojawia się nowa postać, Artur, wydaje się, że wreszcie jej życie zaczyna się układać. W książce jednak, jak i w życiu, nic nie jest proste i oczywiste. Dominik wraca do Polski i Anita znowu staje na rozdrożu. Kogo wybierze?
Oczywiście. Jesteśmy córkami matek Polek, umęczonych, poświęcających się, które w hierarchii wartości siebie stawiają najniżej. Dlaczego tak jest? Nie wiem. Celowo też mówię, że jesteśmy córkami, bo moje pokolenie sukcesywnie zrywa kajdany obowiązków. Powoli zaczynamy mówić o potrzebach, pragnieniach, o tym, że jesteśmy ważne. Presja społeczna jest ogromna w dalszym ciągu, ale na szczęście coraz częściej mówi się: odpuść, nie wszystko jest kwestią organizacji, jesteś ważna, twoje potrzeby są ważne, twoja praca, nawet jeśli mniej dochodowa, jest tak samo ważna. Chciałabym być głosem mojego pokolenia — jeśli w ogóle wypada mówić głośno o takich marzeniach. W kwestiach literackich dopiero się rozkręcam.
Jestem kobietą po przejściach. Lubię tak o sobie myśleć, że jestem sumą wszystkich doświadczeń — tych dobrych i tych trudniejszych. Mam cudownego męża feministę, który wspiera mnie i kibicuje. Mam trójkę fantastycznych dzieci, ale nie zamykam siebie w pudełku z napisem matka i żona. Kocham swoją pracę. Od 10 lat prowadzę markę odzieżową Soxy, działam na Instagramie jako matka nieboska, ukazując blaski i cienie łączenia macierzyństwa z byciem mamą. Piszę książki, uwielbiam się rozwijać, uprawiać sport, uczyć języków. Lubię, kiedy się dzieje. Uważam, że jestem tak samo ważna jak moja rodzina, że moje potrzeby nie są mniej istotne. Tego też uczę moje dzieci — moich synów, bo to ukształtuje ich jako partnerów wspierających, a także moją córkę, która będzie miała wzorzec mamy, która potrafi zawalczyć o siebie.
Daty nie znam, ale nad książką już pracuję. Myślę, że premiery możemy się spodziewać na początku 2026 roku.
Rozmawiała
Katarzyna Jabłońska
(katarzyna.jablonska@dlalejdis.pl)
Fot. Magdalena Piechota