Tokarczuk opowiadała, że AI może pomagać w researchu, sprawdzaniu faktów czy podrzucaniu skojarzeń. Przywołała zabawną sytuację, gdy zapytała model językowy, do jakich piosenek mogli tańczyć bohaterowie jej powieści kilkadziesiąt lat temu. Sztuczna inteligencja podała kilka propozycji, ale dorzuciła również absurdalnie niepasującą odpowiedź: Golec uOrkiestra. Ten przykład dobrze pokazuje zarówno potencjał, jak i ograniczenia nowych technologii. AI potrafi zainspirować, ale potrafi też zmyślać.
Problem zaczął się wtedy, gdy część odbiorców uznała, że pisarka przyznała się do współtworzenia książki z maszyną. Tokarczuk szybko wyjaśniła, że jej nowa powieść nie została napisana ani przez AI, ani z pomocą innego autora. Podkreśliła, że pisze sama, a sztuczna inteligencja jest dla niej narzędziem, podobnie jak wyszukiwarka, encyklopedia czy notatnik.
Cała sytuacja pokazuje jednak coś ważniejszego niż tylko medialną aferę wokół jednej wypowiedzi. Dotyka pytania, które coraz częściej będzie wracało w kulturze: gdzie kończy się pomoc technologii, a zaczyna współautorstwo? Czy pisarz, który sprawdza realia epoki w internecie, korzysta z mniejszego wsparcia niż ten, który zadaje pytanie modelowi językowemu? A może różnica polega nie na samym narzędziu, lecz na tym, kto podejmuje ostateczne decyzje twórcze?
W przypadku literatury najważniejszy pozostaje głos autora. To człowiek wybiera temat, ton, emocje, konstrukcję świata i sens opowieści. AI może podrzucić trop, sprawdzić datę albo zasugerować skojarzenie, ale nie zastąpi doświadczenia, wrażliwości i odpowiedzialności twórcy.
Burza wokół słów Tokarczuk pokazuje też, że czytelnicy potrzebują jasności. Chcą wiedzieć, czy obcują z autorską wizją, czy z tekstem wygenerowanym przez algorytm. I mają do tego prawo. Być może przyszłość literatury nie będzie polegała na całkowitym odrzuceniu AI, lecz na uczciwym określaniu jej roli.
Sztuczna inteligencja nie musi być końcem pisania. Może być kolejnym narzędziem, które wymaga rozsądku, krytycznego myślenia i transparentności. A przypadek Tokarczuk przypomina, że nawet najbardziej zaawansowana technologia nie zwalnia twórcy z najważniejszego zadania: samodzielnego myślenia.
PMP
Fot. Wygenerowano AI
Komentarze